13.11.2025, 00:08 ✶
Cały poranek był dokładnie taki jak zawsze - ludzie krzyczeli, machali, śmiali się, a ja tylko przepychałem się przez tłum, niosąc kufer jedną ręką i nawet nie patrząc, komu wchodzę w drogę. Miałem już dosyć tego pierwszowrześniowego cyrku, dosyć min, które trzeba przybierać. Dosyć jej i wszystkich w tym cyrku. W przedziale siedzieli już wszyscy moi kumple, rozgadani, rozparci na siedzeniach jak u siebie w salonie. Drzwi były otwarte, więc po prostu wszedłem, rzuciłem kufer na półkę i usiadłem tam, gdzie zawsze. Gumę balonową wyciągnąłem niemal odruchowo, cukrowy smak rozlał się po ustach - zbyt słodki, sztuczny, ale znajomy. Nie minęła minuta, kiedy drzwi się rozsunęły z tym charakterystycznym kliknięciem, spojrzałem mimo woli - jakiś pierwszak spojrzał na mnie z przerażeniem widocznym na twarzy, odwzajemniłem się niechętnym, wrogim grymasem. Guma w moich ustach znów pękła, cicho i boleśnie, jakby coś wewnątrz mnie pękało razem z nią.
Przez większość podróży patrzyłem w okno, obserwując rozmazywujący się krajobraz, myśląc o wszystkim i o niczym jednocześnie - każdy dźwięk pociągu, każdy trzask kół był dokładnie taki, jaki pamiętałem, a mimo to coś było inaczej. Nie wiedziałem, ile minęło czasu, kiedy poczułem potrzebę wyjścia na korytarz. Chciałem przewietrzyć głowę, rozprostować nogi, wyrzucić z siebie ten cały syf i napięcie, które zbierało się wewnątrz. Wysunąłem drzwi przedziału, wcisnąłem się w wąski korytarz, i wtedy - prawie na siebie wpadliśmy. Stanęła przede mną, sama, lekko zdezorientowana, jakby nie wiedziała, czy iść w lewo, czy w prawo. Jej oczy spotkały moje - to było krótkie, pełne napięcia spojrzenie.
- Uważaj, jak łazisz. - Wymamrotałem, przepychając się w kierunku łazienki, starając się zachować rytm kroków mimo, że serce waliło mi jak szalone. Nie czekałem na odpowiedź, minąłem ją, wciąż warcząc coś do siebie, wkładając ręce w kieszenie. Korytarz wydawał się wąski, a powietrze gęste od zapachu spalin, wilgoci i tłumu - ostatni rok, nareszcie. Ostatni rok i nigdy więcej.
Przez większość podróży patrzyłem w okno, obserwując rozmazywujący się krajobraz, myśląc o wszystkim i o niczym jednocześnie - każdy dźwięk pociągu, każdy trzask kół był dokładnie taki, jaki pamiętałem, a mimo to coś było inaczej. Nie wiedziałem, ile minęło czasu, kiedy poczułem potrzebę wyjścia na korytarz. Chciałem przewietrzyć głowę, rozprostować nogi, wyrzucić z siebie ten cały syf i napięcie, które zbierało się wewnątrz. Wysunąłem drzwi przedziału, wcisnąłem się w wąski korytarz, i wtedy - prawie na siebie wpadliśmy. Stanęła przede mną, sama, lekko zdezorientowana, jakby nie wiedziała, czy iść w lewo, czy w prawo. Jej oczy spotkały moje - to było krótkie, pełne napięcia spojrzenie.
- Uważaj, jak łazisz. - Wymamrotałem, przepychając się w kierunku łazienki, starając się zachować rytm kroków mimo, że serce waliło mi jak szalone. Nie czekałem na odpowiedź, minąłem ją, wciąż warcząc coś do siebie, wkładając ręce w kieszenie. Korytarz wydawał się wąski, a powietrze gęste od zapachu spalin, wilgoci i tłumu - ostatni rok, nareszcie. Ostatni rok i nigdy więcej.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)