13.11.2025, 01:44 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.11.2025, 01:45 przez Benjy Fenwick.)
Nie wiedziałem, dlaczego mnie to aż tak ruszyło. Może dlatego, że Prue wyglądała… Inaczej. Uśmiechnęła się subtelnie, a w jej oczach błysnęło coś miękkiego, kąciki jej ust drgnęły w uśmiechu, a ja poczułem ciepło, które nie miało nic wspólnego z kotem. To wrażenie spokoju przeszło przez pokój, niewypowiedziane, a może po prostu takie, którego wolałem nie nazywać. Kiedy uniosła głowę i zapytała, czy naprawdę myślę, że go oddamy, uśmiechnąłem się, ale krótko, bardziej samym kącikiem ust niż pełnym uśmiechem.
- Nie oddamy go. - Odpowiedziałem, unosząc lekko brew, bo sama myśl, że miałby tu z nami zostać, nie brzmiała wcale źle. - Skolo jusz tutaj tlafił, to chyba zostanie, pszynajmniej na jakiś czas. - Wiedziałem, że to już się stało, wystarczyło spojrzeć, jak na niego patrzyła - jakby znalazła w nim coś, czego ja nie potrafiłem jej dać, coś prostego, nieskomplikowanego. W przeciwieństwie do niej, nie byłem człowiekiem nadmiernie czułym, ale to małe stworzenie… Zdołało mnie też przekonać. Nie była to żadna wielka magia, tylko zwykłe, proste zauroczenie - ten mały kocur nie był sam, nie był porzucony, przynajmniej nie teraz. A ja… Ja mogłem pozwolić mu być przy nas, dać mu szansę na zbliżenie się do czegoś, czego nigdy wcześniej nie miał.
- No, tak, kalaluch. To cała histolia. - Kiwnąłem głową, wzruszywszy ramionami. - Nie, nie mieszkał długo, palę godzin, ale zostawił po sobie tlaumę. - To chyba trochę rozluźniło atmosferę, chociaż tylko na moment, wciąż wisiało nad nami coś ciężkiego, coś, czego żadne z nas nie chciało nazwać. Kot znów się poruszył, jakby próbował zdecydować, czy świat poza moim ramieniem jest wart ryzyka.
- No, dobla, mały. - Mruknąłem, unosząc drugą rękę, żeby rozpiąć guzik. - Nowy dom, nowe zasady, co?
Trzymałem kota blisko siebie, czując jego drobne, napięte ciało, które wciąż próbowało ocenić każdy ruch. Nie był przyzwyczajony do ludzi, a ja… Cóż, też nie miałem w tym zbyt wielu doświadczeń, które mogłyby ułatwić mu kontakt. W sumie trudno się dziwić - świat nie bywał dla takich maleństw łaskawy
Prue przysunęła się, gotowa pomóc, a ja poczułem, że coś we mnie drgnęło - może to był dotyk jej palców, kiedy przypadkiem musnęła moją dłoń, a może to po prostu była świadomość, że za chwilę zniknę z miejsca, które, chociaż udawane, zaczynało przypominać coś, czego nigdy nie miałem. Przyglądałem się, jak delikatnie przysunęła dłoń jeszcze bliżej, głaszcząc go pewniej. Czułem w sobie rosnące poczucie, że to maleństwo już odnalazło namiastkę domu, a z nią obok było łatwiej wytrzymać i mnie samego. Płaszcz opadł, a kot ostrożnie wystawił łebek, w jego złotych oczach odbiło się światło lampy. Tak naprawdę nie wiedziałem, co dokładnie przeżył tam, gdzie mieszkał wcześniej, ale też nie chciałem jej martwić. Chwilowo było dobrze.
- Nie oddamy go. - Odpowiedziałem, unosząc lekko brew, bo sama myśl, że miałby tu z nami zostać, nie brzmiała wcale źle. - Skolo jusz tutaj tlafił, to chyba zostanie, pszynajmniej na jakiś czas. - Wiedziałem, że to już się stało, wystarczyło spojrzeć, jak na niego patrzyła - jakby znalazła w nim coś, czego ja nie potrafiłem jej dać, coś prostego, nieskomplikowanego. W przeciwieństwie do niej, nie byłem człowiekiem nadmiernie czułym, ale to małe stworzenie… Zdołało mnie też przekonać. Nie była to żadna wielka magia, tylko zwykłe, proste zauroczenie - ten mały kocur nie był sam, nie był porzucony, przynajmniej nie teraz. A ja… Ja mogłem pozwolić mu być przy nas, dać mu szansę na zbliżenie się do czegoś, czego nigdy wcześniej nie miał.
- No, tak, kalaluch. To cała histolia. - Kiwnąłem głową, wzruszywszy ramionami. - Nie, nie mieszkał długo, palę godzin, ale zostawił po sobie tlaumę. - To chyba trochę rozluźniło atmosferę, chociaż tylko na moment, wciąż wisiało nad nami coś ciężkiego, coś, czego żadne z nas nie chciało nazwać. Kot znów się poruszył, jakby próbował zdecydować, czy świat poza moim ramieniem jest wart ryzyka.
- No, dobla, mały. - Mruknąłem, unosząc drugą rękę, żeby rozpiąć guzik. - Nowy dom, nowe zasady, co?
Trzymałem kota blisko siebie, czując jego drobne, napięte ciało, które wciąż próbowało ocenić każdy ruch. Nie był przyzwyczajony do ludzi, a ja… Cóż, też nie miałem w tym zbyt wielu doświadczeń, które mogłyby ułatwić mu kontakt. W sumie trudno się dziwić - świat nie bywał dla takich maleństw łaskawy
Prue przysunęła się, gotowa pomóc, a ja poczułem, że coś we mnie drgnęło - może to był dotyk jej palców, kiedy przypadkiem musnęła moją dłoń, a może to po prostu była świadomość, że za chwilę zniknę z miejsca, które, chociaż udawane, zaczynało przypominać coś, czego nigdy nie miałem. Przyglądałem się, jak delikatnie przysunęła dłoń jeszcze bliżej, głaszcząc go pewniej. Czułem w sobie rosnące poczucie, że to maleństwo już odnalazło namiastkę domu, a z nią obok było łatwiej wytrzymać i mnie samego. Płaszcz opadł, a kot ostrożnie wystawił łebek, w jego złotych oczach odbiło się światło lampy. Tak naprawdę nie wiedziałem, co dokładnie przeżył tam, gdzie mieszkał wcześniej, ale też nie chciałem jej martwić. Chwilowo było dobrze.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)