14.11.2025, 22:54 ✶
Pojawiła się przed Domem Mody Rosierów odziana w zwiewną, białą sukienkę, pantofelki i płaszczyk. W Londynie nie brakowało pięknych kobiet, szczególnie wśród wyższych warstw społecznych mogących pozwolić sobie na drobne i mniej drobne korekty wyglądu, a Primrose odrobinę gasła przy swoich wystrojonych i wymalowanych koleżankach, ale miała w sobie coś, o co wielu wyjątkowo zabiegało.
Świeżość.
Chudziutka, zawsze schludnie i elegancko ubrana, zawsze sprawiała wrażenie kogoś, kto rozumiał, w jaki sposób powinien się ubierać, żeby przynajmniej sprawiać wrażenie kogoś obeznanego w temacie. Nie chodziło tu wyłącznie o jej urodę – bo faktycznie – niektórzy wyglądali dobrze niezależnie od tego co na siebie przywdziali, ale o dużą świadomość ludzkiego ciała. Nic w tym dziwnego w sumie – kto miał rozumieć jego mankamenty lepiej niż metamorfomarżka parająca się uzdrowicielstwem? Nie było w jej świecie sekretów, przymkniętych oczu i niedomówień. Była tam gorzka prawda o tym, że niektóre sukienki trzeba było sobie darować, jeżeli chciałeś się najeść, a dłonie zniszczone od laboratoryjnych detergentów dało się łatwo przysłonić koronkowymi rękawiczkami.
Dziewczę było więc jednocześnie najlepszą i najgorszą pomocnicą, jaką Prudence mogła sobie wybrać. Najlepszą, bo rozumiała co robi, w tym rozumiała funkcję szczerej koleżanki zabieranej w takie miejsce w celu sprawnego uniknięcia zostaną wrobioną przez pracownicę sklepu w zakup czegoś sprzed trzech sezonów, w czym wyglądało się jak bombka. Najgorszą, bo... No właśnie. Głupio mówić, ale to nie tak, że nagle przestajesz czuć do człowieka miętę...
– Pruuuuudence~
Lestrange zatupała obcasikami, biegnąc* w jej stronę z pełnym entuzjazmu uśmiechem. Musiała już obejść jakieś sklepy, bo oprócz ozdobnej torebeczki przewieszonej przez ramię, miała też dwie papierowe torby zawieszone na lewym nadgarstku. Objęcie Bletchley chuderlawymi rękoma spowodowało, że jego z nich zahaczyło jej o włosy.
– Jak dobrzee cię widzeć!! – Zapiała, puszczając ją. A następnie pociągnęła nosem. – Paliłaś?
* – Primrose biegała bardzo, ale to bardzo koślawo. Można było śmiało powątpiewać w to, że po szkolnych lekcjach latania na miotle kiedykolwiek zajmowała się czymś związanym z aktywnością fizyczną.
Świeżość.
Chudziutka, zawsze schludnie i elegancko ubrana, zawsze sprawiała wrażenie kogoś, kto rozumiał, w jaki sposób powinien się ubierać, żeby przynajmniej sprawiać wrażenie kogoś obeznanego w temacie. Nie chodziło tu wyłącznie o jej urodę – bo faktycznie – niektórzy wyglądali dobrze niezależnie od tego co na siebie przywdziali, ale o dużą świadomość ludzkiego ciała. Nic w tym dziwnego w sumie – kto miał rozumieć jego mankamenty lepiej niż metamorfomarżka parająca się uzdrowicielstwem? Nie było w jej świecie sekretów, przymkniętych oczu i niedomówień. Była tam gorzka prawda o tym, że niektóre sukienki trzeba było sobie darować, jeżeli chciałeś się najeść, a dłonie zniszczone od laboratoryjnych detergentów dało się łatwo przysłonić koronkowymi rękawiczkami.
Dziewczę było więc jednocześnie najlepszą i najgorszą pomocnicą, jaką Prudence mogła sobie wybrać. Najlepszą, bo rozumiała co robi, w tym rozumiała funkcję szczerej koleżanki zabieranej w takie miejsce w celu sprawnego uniknięcia zostaną wrobioną przez pracownicę sklepu w zakup czegoś sprzed trzech sezonów, w czym wyglądało się jak bombka. Najgorszą, bo... No właśnie. Głupio mówić, ale to nie tak, że nagle przestajesz czuć do człowieka miętę...
– Pruuuuudence~
Lestrange zatupała obcasikami, biegnąc* w jej stronę z pełnym entuzjazmu uśmiechem. Musiała już obejść jakieś sklepy, bo oprócz ozdobnej torebeczki przewieszonej przez ramię, miała też dwie papierowe torby zawieszone na lewym nadgarstku. Objęcie Bletchley chuderlawymi rękoma spowodowało, że jego z nich zahaczyło jej o włosy.
– Jak dobrzee cię widzeć!! – Zapiała, puszczając ją. A następnie pociągnęła nosem. – Paliłaś?
* – Primrose biegała bardzo, ale to bardzo koślawo. Można było śmiało powątpiewać w to, że po szkolnych lekcjach latania na miotle kiedykolwiek zajmowała się czymś związanym z aktywnością fizyczną.