Kiwnęła głową – spróbować nie zaszkodziło, ale faktycznie być może trudno będzie złapać trop po zapachu, tym bardziej, że wrzesień nie należał do tych suchych i słonecznych miesięcy, a gdy deszcz w końcu poradził sobie z pyłem i dymem pozostałym po Spalonej Nocy w okolicy Mabon, to równie dobrze mógł maskować zapachy zostawiane przez obcych.
– To jest bardzo dobre pytanie i chciałabym się tego dowiedzieć – Harper Moody nie miała nic przeciwko, powiedziała jej zresztą, że wyłagodziła słowa Victorii, gdy przekazywała je szefowi Departamentu Tajemnic.
Victoria też się nad takimi rzeczami zastanawiała – i między innymi dlatego nie oddała Niewymownym wielkiego trytońskiego kotła wypełnionego kontrolującą ludzi mazią, tylko go zniszczyła, nie chcąc ryzykować, że zrobią z niego coś, czego wszyscy pożałują, a najbardziej Victoria, że do tego dopuściła.
– Aaa… To… I tak miał klucz, bo zajmował się moimi kotami jak mnie tu nie było, zwłaszcza, że ostatnio praca wzywa na dłużej – albo jak wyjechały do Egiptu, chociażby. Skrzatkę zabrała rodzinie dopiero niedawno. – Spędzanie czasu z kotami dobrze mu robi – widziała przy tym ogromną zmianę w jego nastroju. Ale Sauriel był… Nie przyznałby się do tego na głos, ale według Victorii to był w głębokiej depresji. – I jak pomyślałam sobie, że miałby wrócić do tamtego domu, z którego dopiero co się wyrwał, no to… – wzruszyła ramionami, bo chyba nie było co tłumaczyć dalej. Jakoś spokojniejsza była, jak mogła go mieć chociaż raz na jakiś czas na oku. Tak, złamał jej serce – to był fakt. I przy tym bardzo pomalutku to złamanie naprawiał, kawałek po kawałku. Teraz rozumiała go nieco lepiej, co nie znaczyło, że idealnie. A ich relacja była… z gatunku tych skomplikowanych – a może właśnie tylko im się tak wydawało, że to skomplikowane.
Nie miały czasu dłużej o tym porozmawiać, a było jeszcze trochę, co można było o tym powiedzieć, ale obie teraz miały ważniejsze rzeczy na głowie.
Ona tez wylądowała na kolanach i dołączyła do pukania, równie bezowocnie, a potem zajrzała przez szkło i aż głośno nabrała powietrza.
– Albo obie oszalałyśmy, albo w tym domu straszy, albo nawdychałyśmy się jakiegoś halucynogennego dymu i teraz obie jesteśmy naćpane – kiedyś natknęła się na Sauriela odurzonego jakimś takim specyfikiem rozpylonym w jakimś zaułku. Może też padły ofiarą czegoś podobnego…?
Jednego była pewna: pora było się stąd wynieść. Miała wątpliwość czy jest sens wzywać Ministerstwo w tej chwili, ale… planowała wpuścić tutaj klątwolamaczy, kiedy już się stąd wyniesie, będą mieli całe podwórko do zabawy.