Lestrange skrzywiła się wyraźnie: jej opinia na temat jasnowidzenia czy wróżb była jasna Brennie już od czasów szkoły i nie zmieniła się ani o jotę przez te wszystkie lata. Szło to mniej-więcej tak, że uważała to po pierwsze za bardzo niekonkretną dziedzinę, a po drugie, że ludzie sugerowali się tymi całymi wróżbami, a potem dopasowywali sobie „przepowiedziane” znaczenie do sytuacji, która zdawała się jakoś tam pasować. Wygodne, co nie? Rzucasz słowem, które zobaczyłeś w kupce fusów po herbacie i na tym nagle opierać ma się przyszłość. Nie wierz wróżbom, bo przyszłość jest w twoich rękach – taką właśnie myślą się kierowała w życiu. Do samych jasnowidzów podchodziła z nieco większym szacunkiem… Rozumiała, że są w stanie zobaczyć w splotach świata coś więcej, nadal jednak uważała, że wypowiadając przepowiednie na głos, odbierali możliwość wyboru osobie, której to dotyczyło, gdy już następował właściwy czas. Taką Szeptuchę miała ochotę zakneblować, żeby nie łaziła i nieproszona nie opowiadała swoich widzeń tym, którzy sobie tego nawet nie życzą. Poza tym – nadal było to cholernie niekonkretne i znowuż można było to dopasować do wielu różnych momentów.
– Może miał po prostu dobre przeczucie i szczęście – albo faktycznie ktoś dał mu cynk, ale to oznaczało, że musieli mieć gdzieś kreta, co też jej się nie podobało… – I to tylko bardzo niefortunny i podejrzany zbieg okoliczności.
Również zsunęła głęboki kaptur z głowy i przeczesała włosy w roztargnieniu, zastanawiając się, co dalej, bo fakt, że typ im zwiał, a jego lokum było wyczyszczone z wszelkich śladów, które mogłyby wykorzystać, nie polepszał sytuacji. Chwilę zajmie, nim uda się go namierzyć, a do tego czasu może znowu narozrabiać… Najlepiej byłoby zastawić na niego jakąś pułapkę… tylko jaką? Natomiast samo to, że w takim pośpiechu się ewakuował, znaczyło ni mniej, ni więcej, że miał coś na sumieniu i dobrą decyzją było nie zrzucać tego na szeregowych brygadzistów.
– Wróżbita sróżbita – wymamrotała niepocieszona i ewidentnie rozczarowana tym, jak potraktował je typ, do którego chciały się wprosić w gościnę. – A ten poprzedni? Rozumiem, że nie specjalizował się we wróżeniu z kości – zagadnęła.