• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 16 Dalej »
[maj 1953] Life is an awful, ugly place to not have a best friend | Aloysius & Prue

[maj 1953] Life is an awful, ugly place to not have a best friend | Aloysius & Prue
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#2
16.11.2025, 01:28  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.11.2025, 01:28 przez Benjy Fenwick.)  
Był to taki dzień, w którym nawet kamienne mury szkoły wyglądały jakoś lepiej. A ona, moja niezłomna Prudence, dzierżyła tę swoją torbę wypchaną podręcznikami, jak relikwię, i szła z nią dzielnie, choć przecież maj pachniał wolnością, nie deklinacją zaklęć. Aż chciało się latać! No, może nie wszystkim - tak, widziałem, jak ukradkiem zerkała na miotły niesione przez innych, jakby jednocześnie chciała o nich zapomnieć i upewnić się, że trzymają się od niej z daleka. Gdy powiedziała, że mnie podziwia, uniosłem brodę - to był odruch automatyczny, stary, jak moje własne nazwisko - ale w środku zrobiło mi się miękko. Nie lubiłem i lubiłem, jednocześnie, kiedy patrzyła na mnie z takim przejęciem - człowiek chciał wyglądać jak bohater z opowieści, a czuł się jak dzieciak, któremu raz po raz włosy wpadały do oczu. W naturalny sposób chciałem odwdzięczyć się jej tym samym, ale ona nie cierpiała, gdy próbowałem sprzedawać jej komplementy, więc tylko rzuciłem lekki, niby-zwyczajny uśmiech, jakbym w ogóle nie przejął się brzmieniem tamtych słów. Prawda była taka, iż było w tym tyle prostoty, że aż zrobiło mi się głupio, chociaż zwykle lubiłem tonąć w pochwałach.
- To nie żaden cud. - Mruknąłem, chociaż aż mnie korciło, by spróbować zabrzmieć jak ktoś wyjątkowy. Udawałem jednak, że to nic takiego, kopnąłem jakiś kamień, niby od niechcenia. - Każda miotła ma charakter, trzeba ją traktować jak żywe stworzenie, nie jak narzędzie. Może twoja wciąż pamięta tamten upadek, czeka, aż jej wybaczysz. - Zasugerowałem z uniesieniem brwi, delektując się ciepłym powietrzem. Zapach trawy wznosił się z błoni, niosąc ten znajomy, majowy spokój, który zawsze przychodził tu przed wakacjami. Widok zamku tonącego w słońcu aż prosił, żeby porzucić naukę i pognać gdzieś, gdzie woda odbijała niebo, jak lustro. W głowie miałem już błyski jeziora, kamienie pod stopami, chłód wiatru na rozgrzanych policzkach. Ona mówiła o nauce, o zaklęciach, o profesorze Flitwicku, a ja widziałem jak słońce kładzie w jej włosy pasma światła, jakby ktoś przeplatał je miedzianymi nitkami. Martwiła się o wszystko, jak zwykle - w tym właśnie była niezastąpiona, wiedziałem, że to jej zmartwienie nie było kaprysem, zawsze chciała być przygotowana, jakby świat miał się zawalić przy najmniejszym potknięciu. Chciała iść na błonia, oczywiście, chciała się uczyć, oczywiście, miała rację, oczywiście, psor czegoś od nas będzie chciał, oczywiście, jej różdżka „nie słuchała”… A ja wiedziałem, że wszystko to była wymówka, która pozwalała jej trzymać się zasad, bo zasady były dla niej jak miękka poduszka. Ale maj pachniał jak wolność. A nie jak poduszka.
A jezioro błyszczało między drzewami, gdy tylko spojrzałem w bok.
Przesunąłem dłonią po włosach, jak zwykle, gdy próbowałem wyglądać bardziej światowo niż na to pozwalało moje czternaście lat, i wskazałem brodą w stronę tafli wody. Wiedziałem, że usłyszy w tym moją starą śpiewkę, ale nie mogłem się pohamować.
- Chodźmy nad jezioro, tylko na chwilę, nauka nam nie ucieknie, a piękna pogoda już nie wróci. Możemy tam i ćwiczyć, jeśli chcesz, ale… - Mruknąłem z odrobiną nonszalancji, a kiedy spytała, czy ja mam z czymś problem, zaśmiałem się krótko, cicho, nachylając się odrobinę w jej stronę. - Pewnie, że mam - z tobą, bo zawsze robisz wszystko tak, jak trzeba. - Powiedziałem, nieco zadziornie, lecz miękko w środku. - A ja dziś chciałem zrobić coś, czego nie trzeba. - Stwierdziłem i, nie czekając na odpowiedź, ruszyłem w stronę jeziora, pewien, że pójdzie za mną, choćby tylko po to, by przypilnować, żebym nie wpadł na kolejny szalony pomysł.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (1750), Prudence Fenwick (1608)




Wiadomości w tym wątku
[maj 1953] Life is an awful, ugly place to not have a best friend | Aloysius & Prue - przez Prudence Fenwick - 15.11.2025, 23:43
RE: [maj 1953] Life is an awful, ugly place to not have a best friend | Aloysius & Prue - przez Benjy Fenwick - 16.11.2025, 01:28
RE: [maj 1953] Life is an awful, ugly place to not have a best friend | Aloysius & Prue - przez Prudence Fenwick - 16.11.2025, 13:30
RE: [maj 1953] Life is an awful, ugly place to not have a best friend | Aloysius & Prue - przez Benjy Fenwick - 16.11.2025, 19:38
RE: [maj 1953] Life is an awful, ugly place to not have a best friend | Aloysius & Prue - przez Prudence Fenwick - 16.11.2025, 21:43
RE: [maj 1953] Life is an awful, ugly place to not have a best friend | Aloysius & Prue - przez Benjy Fenwick - 17.11.2025, 02:54

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa