Na polu więzi miłosnej mieli bardzo podobne doświadczenia, chociaż nigdy nie przyszło im o tym porozmawiać. Victoria byłaby w stanie wyobrazić sobie, co musiał przeżywać Atreus, w końcu przyjaźniła się z Brenną od… dobrych dwudziestu lat i przynajmniej w części jej wyskoków brała udział. Również w tych, podczas których Bulstrode i jej przyjaciółka byli związani więzią. Sama zresztą też bardzo to przeżywała, bo jej druga połowa (rytualna) fundowała jej dokładnie takie same przeżycia, niekoniecznie z własnej woli – bo miała to murowane każdego poranka gdy słońce wstawało… A że Sauriel nie prowadził spokojnego życia, to i noce miała trudne, a on dni, gdy ona miała jakieś akcje… Między innymi dlatego tak szybko zdecydowali się szukać pomocy. I tak trafili do Florence. A jak funkcjonowała pomiędzy? To był właśnie ten moment, kiedy ostatecznie przeprosiła się z eliksirami nasennymi. Robiła je dla innych od lat, ale sama bała się, że się od nich uzależni i brała tylko, jeśli już naprawdę nie potrafiła sobie poradzić, ratując się kadzidłami i magicznie doprawianym jedzeniem, ale od czasu lata… sięgała po nie zdecydowanie regularniej.
– Wróżba czy przepowiednia? – w szkole na wróżbiarstwie nauczyła się głównie tego, że jest różnica pomiędzy jasnowidzem a wróżbitą. Drugą rzecz jaką wyciągnęła z tego przedmiotu to to, że te wróżby to są strasznie mało konkretne i przez to łatwo było je dopasować do danej sytuacji, jeśli jakiś umysł był podatny na sugestie. Dłużej niż rok na wróżbiarstwo nie chodziła… Do wróżbitów podchodziła sceptycznie, by nie powiedzieć, że nieco pobłażliwie, a jasnowidzów unikała na ile mogła, bojąc się, że będą chcieli jej przepowiedzieć przyszłość, której wcale słyszeć nie chciała. – Jak sobie przypominam naszą przygodę z pewnym piórem, to zakwalifikowałabym ciebie do pierwszej połowy. A poza tym, mój drogi, nie można mieć trzech połów, to wbrew zasadom – pani najmądrzejsza musiała dodać swoje jak zwykle, ale aż przy tym parsknęła i skryła się za swoją filiżanką.
Potem wywróciła oczami i przystawiła filiżankę do ust, nie spiesząc się z piciem herbaty absolutnie wcale.
– To wciąż kobieta – dodała gdzieś w trakcie. Cały zresztą czas patrzyła się wyzywająco na Atreusa, nawet na moment nie spuszczając z niego spojrzenia, a swoją kupką fusów zainteresowała się dopiero, jak już wypiła herbatkę.
– Dobra, jak to szło? Coś było o kręceniu filiżanką, tylko ile razy i w którą stronę? – mruknęła i wzruszywszy ramionami pokręciła nią trzy razy w lewo, a po chwili zawahania powtórzyła to, tylko, że w prawo. W którąś musiało zadziałać. Wzięła spodeczek w drugą rękę i przechyliła filiżankę, żeby odlać ostatnie krople herbaty (kojarzyła, że coś takiego się robiło, oczywiście nie pamiętała za to jak dokładnie), a potem w końcu zajrzała do niej, absolutnie sceptyczna względem tego, co właśnie robiła.
Lampa (bezwartościowe zajęcie)
– No więc… – zaczęła, ściągnąwszy brwi. Przekrzywiła przy tym głowę to w lewo, to w prawo. – Eeee… donica? – spróbowała, a potem obróciła filiżanką – Ale jak patrzę tak, to chyba bardziej lampa – stwierdziła w końcu i odłożyła filiżankę na biurko, po czym podparła bardzo nieelegancko głowę na łokciu, patrząc na Atreusa. – Nie mam pojęcia co to może oznaczać. Jeśli donica, to może kupię sobie nowego kwiatka? Nie byłoby to znowu takie nieprawdopodobne. A jeśli lampa… może potrzebuję więcej światła – stwierdziła w końcu i parsknęła. – Mów lepiej co ty masz.