• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu v
1 2 3 Dalej »
[07/09/72] Bajka o psie, który był majordomusem

[07/09/72] Bajka o psie, który był majordomusem
a guy who knows a guy
Ojciec Wirgiliusz uczył dzieci swoje,
a miał ich wszystkich sto dwadzieścia troje
wiek
51
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
przedsiębiorczy właściciel pubu "Rejwach"
Niemal zawsze towarzyszy mu nakrycie głowy: któryś z jego kapeluszy. Zmysł modowy ma raczej mierny i kiczowaty, ale lubi eksperymenty. Widać w jego kreacjach silną inspirację retro westernami, twoim starym na rybach ze szwagrem, ale też mugolską modą lat 70. Nie da się ukryć, że przekroczył pięćdziesiątkę, więc nie próbuje udawać, że tak nie jest. Ma charakterystyczną przerwę między jedynkami, niebieskie oczy, 186 centymetrów wzrostu i barczystą sylwetkę. Zarost na ogół maksymalnie kilkudniowy, choć zdarza się, że zapuści okresowo jasną brodę przetykaną siwymi włosami. Włosów na głowie od lat nie stwierdzono.

Woody Tarpaulin
#1
17.11.2025, 16:52  ✶  

—07/09/1972—
Suma "Ulewa" — Cathal & Woody



To był ostatni raz, kiedy Woody Tarpaulin kupował świstokliki na Nokturnie. Wadliwe cholerstwo bez atestu. O dupę potłuc to badziewie — dupę potłuc całkiem dosłownie, bo — słodki Merlinie — jak ciężko chłopina sapnął, gdy go wywaliło bezceremonialnie na twardą ziemię podczas podróży. Byleby ta ziemia była tylko twarda — nie, na domiar złego była mokra, bo lał deszcz jak z cebra. Strugi takie, że ledwo noc dało się w nocy dojrzeć; jak okiem sięgnąć sama woda.
Stary czarodziej wstał ociężale, wkurwiony całym zajściem niemiłosiernie, i rozejrzał się po ciemnym pustkowiu. Co za dziura, ściernisko i kilka drzewek. Nic to, trudno, chwyciwszy w ubłoconą dłoń różdżkę, Tarpaulin spróbował się teleportować. No i wielki chuj.
— Pierdolone anomalie — sarknął pod nosem sam do siebie.
Spróbował raz jeszcze — znów nic. Wpadł w jakiś przeklęty Trójkąt Bermudzki, zagłębie antyteleportacyjne. Stary pokręcił chwilę w niedowierzaniu głową, pozłorzeczył, na czym świat stoi, po czym — zdrowo już przemoczony — wyczarował sobie parasol.
Pozbawiony innego wyboru Woodrow ruszył ciemną drogą przed siebie. Ciężkie buciory tonęły przy każdym kroku w chlupoczącym błocie, lecz lazł niestrudzenie. Gdzieś się musiała ta martwa strefa kończyć, nie przewidywał długiego spaceru. I może miała się strefa skończyć, może nie, lecz nim dotarł do granicy, na horyzoncie pojawił się stary dworek otulony ciepłym blaskiem zza podniszczonych okien. Woody nie był w ciemię bity, umiał dodać dwa do dwóch. Nic tak nie krzyczy: czarodzieje! jak rudera pośrodku niczego. Tłumaczyło to również ów brak teleportacji: jakiś magiczny nadgorliwiec pociągnął sobie podwórko barierą.
Ciekawe, czy rejestrowana — pomyślał złośliwie Woody, który może i donosicielstwem się brzydził, lecz wciąż miał odruchy funkcjonariusza, który by tu nazajutrz przyszedł najchętniej z nakazem rozwiązania bariery godzącej w porządek publiczny.
Policjantem już nie był. Teraz problemy mógł rozwiązywać inaczej, bez zamartwiania się nakazem sądowym i swoim wizerunkiem, gdy tym wizerunkiem był oprych z Nokturnu. Jak nie załomotał więc Woody w te stare drzwi, gotów dać panu domu nauczkę. Długo czekać nie musiał. Trzecie grzmotnięcie pięścią trafiło w pustkę — drewniane wrota, na pozór dość ciężkie, otworzyły się ze skrzypnięciem nienaoliwionych zawiasów. Za drzwiami zaś… czyżby nie było nikogo?
Czarodziej znalazł się u progu sporej, acz przytulnej sieni. Jej wystrój nie odpowiadał być może obecnej modzie, lecz widać było na pierwszy rzut oka, że do kogokolwiek ów dworek należał, był to człowiek majętny. Płytki podłogi układały się w roślinną mozaikę utrzymaną w zgaszonych odcieniach umbry i szkarłatu. Sufity i boazerię wyrzeźbiono w ciemnym drewnie, przez co pomieszczenie składało się w elegancką, pełną przepychu całość. Wrażenia dopełniało bijące z wnętrza ciepło i zapachy jadła. Zdecydowanie gdzieś w głębi rezydencji podano pieczeń i Merlin jeden wie, jakie jeszcze frykasy.
— Mam zaszczyt powitać w Ochrowym Dworku, panie Tarpaulin. — Intuicyjnie głos ten przypisałoby się starszemu dystyngowanemu mężczyźnie. — Pan Binns z córkami oczekują już pana w sali jadalnej. Brakuje już tylko jednego gościa.
Żadnego starszego eleganta jednak przed nim przecież nie było. Chociaż… głos dochodził z dołu. A tam, u ubłoconych stóp Woody’ego, stał czekoladowy jamnik w musztardowej musze.
Gdy gość spojrzał na niego, piesek schylił łebek w niby ukłonie, po czym obrócił się i — machając miarowo ogonkiem — podreptał przez sień ku dwuskrzydłowym drzwiom naprzeciw wejścia głównego. Po obu ich stronach ustawiono wysokie kandelabry, a zapalone świece promieniowały ciepłym blaskiem na całą sień. Jeśli rzeczywiście znajdowała się za tamtymi drzwiami sala jadalna i gospodarze, to żadnych dźwięków biesiady na razie słychać bynajmniej nie było. Wręcz przeciwnie: nawet szum ulewy na zewnątrz ginął jakby w głuchej ciszy, która uwypuklała stukanie pazurków jamnika o płyty podłogi.
Piesek przystanął pod jednym z kandelabrów, a drzwi jadalni się uchyliły. Lekko, nie zdradzając jeszcze całej swojej tajemnicy, zapraszając do tego, aby je popchnąć i samemu ją odkryć.
Wedle słów jamnika, ktoś miał czekać tam na czarodzieja, ale trudno było opędzić się od wrażenia, że dworek jest pusty. Żadnych dźwięków, żadnej… obecności. Świece paliły się, lecz nie spływały woskiem. Podłogi lśniły czystością, nie było na nich choćby paproszka kurzu. Tę boazerię bez ryski ni otarcia wprawić mogli równie dobrze chwilę temu.
Całość była jak ze snu, w którym nikt nie kłopotał się kreśleniem szczegółów.
Coś tu śmierdziało.
— A co ty jesteś, psie? — zapytał w końcu oschle Woody, marszcząc podejrzliwie brwi spod ronda kapelusza. — Animag?
— Animag? Ależ skądże. Na imię mi Amadeusz i jestem majordomusem Ochrowego Dworku — odparł żywo zaskoczony jego sugestią jamnik. Zupełnie jakby fakt, że dworki mają swoich psich zarządców, był najoczywistszym na świecie, a Tarpaulin zrobił z siebie tym pytaniem głuptasa. — Proszę wejść, proszę się częstować.
Woody nie był w ciemię bity, jak już było mówione, dodawał dwa do dwóch. Jak cię obcy pies po imieniu zaprasza do dziwnego domu pośrodku niczego i zachęca do jedzenia, to wiedz, że coś się święci.
— Panie Amadeuszu, ja nie jestem tu jeść, a w sprawie waszej bariery antyteleportacyjnej. Zdjęlibyśta to ustrojstwo, bo uczciwy człowiek się nie może przeprawić. — Wcale nieprzekonany do uczty czarodziej nie ustępował, trzymając różdżkę w pogotowiu.


piw0 to moje paliwo
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cathal Shafiq (1982), Woody Tarpaulin (2418)




Wiadomości w tym wątku
[07/09/72] Bajka o psie, który był majordomusem - przez Woody Tarpaulin - 17.11.2025, 16:52
RE: [07/09/72] Bajka o psie, który był majordomusem - przez Cathal Shafiq - 17.11.2025, 19:37
RE: [07/09/72] Bajka o psie, który był majordomusem - przez Woody Tarpaulin - 08.01.2026, 15:00
RE: [07/09/72] Bajka o psie, który był majordomusem - przez Cathal Shafiq - 12.01.2026, 16:06
RE: [07/09/72] Bajka o psie, który był majordomusem - przez Woody Tarpaulin - 24.01.2026, 11:36
RE: [07/09/72] Bajka o psie, który był majordomusem - przez Cathal Shafiq - 24.01.2026, 19:58
RE: [07/09/72] Bajka o psie, który był majordomusem - przez Woody Tarpaulin - 25.01.2026, 00:56
RE: [07/09/72] Bajka o psie, który był majordomusem - przez Cathal Shafiq - 27.01.2026, 11:57

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa