18.11.2025, 09:46 ✶
Cathal Shafiq znał więc jej imię. Och, czyż mógł być dobitniejszy dowód tego, że zwracał na nią uwagę? Tym słodziej smakowało obwieszczenie w odpowiedzi na jego złośliwość:
— Mam chłopaka — co brzmiało w jej uszach jak potężne zaklęcie. — Nie miałbyś na co liczyć.
Helloise nie miała wielu okazji, aby się tym chwalić, więc mimo powierzchownej nonszalancji rozkoszowała się tą chwilą. Nie powinna się chwalić, kazał jej się nie chwalić — lecz co taki Cathal byłby w stanie z jej słów wyciągnąć? Nie zdradziła mu przecież, co to za chłopak, a jedynie, że jakiś był.
Gdy wyciągnęła księgę, nie mogła przegapić zmiany ani w tonie głosu nowego kolegi, ani w jego mimice. A zatem to czarna magia pociągała Ślizgona — jak przewidywalnie. Zmiana w nim była jednakże tak nagła, że nawet naiwna Hela zaczęła podejrzewać Cathala o podłe intencje. Nie dostrzegła ich, kiedy docinał jej i wyzłośliwiał się — w końcu kto się czubi, ten się lubi. Dostrzegła to dopiero teraz, gdy zrobił się miły.
— Dobra decyzja — pochwaliła, bo skoro już w to zabrnęła, nie zamierzała się wycofywać. Miała przecież godność; nie była też pierwszą lepszą, żeby jakiegoś kretyna nie przegadać w razie potrzeby.
Ściskając pod szatą książkę, dziewczyna weszła do łazienki sprężystym krokiem, który stracił na rezolutności, ledwo jej śliczny balerinek chlapnął w pierwszą kałużę i bryzgnął wodą z brudnych płytek na jej szatę. Zagryzła zęby — to przecież głupota, a ona nie była delikatną dziewuszką, żeby się tym przejmować. A jednak: łazienka Jęczącej Marty wydawała się bardziej obrzydliwa niż sterty smoczego łajna. Cała ta woda zebrana na podłodze, gdzie zostawały brudne odciski butów, cuchnące kabiny, dziwny nalot na ścianach i coś paskudnego rozsmarowanego na lustrze…
— Przyznaj, że obgadujecie mnie!! — zaskowyczał duch Marty, który nagle wynurzył się z sufitu tuż przed Helą. Rowle drgnęła zaskoczona tym nagłym objawieniem, lecz zaraz ściągnęła gniewnie brwi.
— Każdy cię w tej szkole obgaduje — odparła opryskliwie, przechodząc bezceremonialnie przez grymaszącą zjawę. — Dajesz nam powody.
Mimo dalszych utyskiwań ducha, na jednym z parapetów czarownica rozłożyła książkę i wzięła się za szukanie odpowiedniego rozdziału, który zamierzała zaprezentować dumnie Cathalowi… lecz Marta podryfowała tuż za nią, zawisła nad jej ramieniem i próbowała czytać kartkowane strony pełne szatańskich diagramów i bluźnierczych ilustracji.
— Co macie? Co to takiego? — zasypywała pytaniami.
Zirytowana Helloise z głuchym łoskotem zatrzasnęła okładkę księgi. Odwróciła się do Shafiqa z wyrzutem w oczach, jakby to on miał być odpowiedzialny za wybryki wścibskiego ducha.
— Nie pokażesz biednej Marcie!! — zaszlochał nad jej uchem rozhisteryzowany duch. — Wszyscy się na mnie uwzięliście.
— Mam chłopaka — co brzmiało w jej uszach jak potężne zaklęcie. — Nie miałbyś na co liczyć.
Helloise nie miała wielu okazji, aby się tym chwalić, więc mimo powierzchownej nonszalancji rozkoszowała się tą chwilą. Nie powinna się chwalić, kazał jej się nie chwalić — lecz co taki Cathal byłby w stanie z jej słów wyciągnąć? Nie zdradziła mu przecież, co to za chłopak, a jedynie, że jakiś był.
Gdy wyciągnęła księgę, nie mogła przegapić zmiany ani w tonie głosu nowego kolegi, ani w jego mimice. A zatem to czarna magia pociągała Ślizgona — jak przewidywalnie. Zmiana w nim była jednakże tak nagła, że nawet naiwna Hela zaczęła podejrzewać Cathala o podłe intencje. Nie dostrzegła ich, kiedy docinał jej i wyzłośliwiał się — w końcu kto się czubi, ten się lubi. Dostrzegła to dopiero teraz, gdy zrobił się miły.
— Dobra decyzja — pochwaliła, bo skoro już w to zabrnęła, nie zamierzała się wycofywać. Miała przecież godność; nie była też pierwszą lepszą, żeby jakiegoś kretyna nie przegadać w razie potrzeby.
Ściskając pod szatą książkę, dziewczyna weszła do łazienki sprężystym krokiem, który stracił na rezolutności, ledwo jej śliczny balerinek chlapnął w pierwszą kałużę i bryzgnął wodą z brudnych płytek na jej szatę. Zagryzła zęby — to przecież głupota, a ona nie była delikatną dziewuszką, żeby się tym przejmować. A jednak: łazienka Jęczącej Marty wydawała się bardziej obrzydliwa niż sterty smoczego łajna. Cała ta woda zebrana na podłodze, gdzie zostawały brudne odciski butów, cuchnące kabiny, dziwny nalot na ścianach i coś paskudnego rozsmarowanego na lustrze…
— Przyznaj, że obgadujecie mnie!! — zaskowyczał duch Marty, który nagle wynurzył się z sufitu tuż przed Helą. Rowle drgnęła zaskoczona tym nagłym objawieniem, lecz zaraz ściągnęła gniewnie brwi.
— Każdy cię w tej szkole obgaduje — odparła opryskliwie, przechodząc bezceremonialnie przez grymaszącą zjawę. — Dajesz nam powody.
Mimo dalszych utyskiwań ducha, na jednym z parapetów czarownica rozłożyła książkę i wzięła się za szukanie odpowiedniego rozdziału, który zamierzała zaprezentować dumnie Cathalowi… lecz Marta podryfowała tuż za nią, zawisła nad jej ramieniem i próbowała czytać kartkowane strony pełne szatańskich diagramów i bluźnierczych ilustracji.
— Co macie? Co to takiego? — zasypywała pytaniami.
Zirytowana Helloise z głuchym łoskotem zatrzasnęła okładkę księgi. Odwróciła się do Shafiqa z wyrzutem w oczach, jakby to on miał być odpowiedzialny za wybryki wścibskiego ducha.
— Nie pokażesz biednej Marcie!! — zaszlochał nad jej uchem rozhisteryzowany duch. — Wszyscy się na mnie uwzięliście.
dotknij trawy