– Ano, byłoby. Szkoda tylko, że życie takie piękne nie jest – sposępniała i westchnęła, ale tak po prawdzie, to jakby taki ghoul powiedziałby, że nie ma nic przeciwko byciu ghoulem, to by temat odpuściła. Jasne, nekromancja była zakazana… ale przecież nikt nie ścigałby ghouli za to, że nimi są. Tak samo jak wampiry zostawia się w spokoju – chociaż tworzyć nowych niby nie można było… a jednak powstawali. Póki obie strony były zadowolone, no to co mogli więcej zrobić… Uszczęśliwiać na siłę co najwyżej. Chyba, że od kogoś biłoby takie poczucie, że jednak żałuje, że żyje w takiej postaci. No ale to były tylko takie dywagacje wychodzące w bardzo niepewną przyszłość, bo póki co były na drugim piętrze Ministerstwa z Rączką trupka i miały przed sobą bardzo bojowe zadanie. – No… Jak przez mgłę. Ale poznałam pewną inną McKinnonównę i jak na moje też była ghoulem. Może w tych plotkach było ziarno prawdy – że ich rodzina po śmierci powstaje jako ghoule, choć może ktoś tam uprawiał nekromancję w tajemnicy, cholera wie.
Na odpowiedź mężczyzny, Victoria tylko uśmiechnęła się krzywo, bo jego prośby były bardzo nietrafione – o co innego mogło im chodzić, skoro szukały koronera, albo antropologa, jak nie dlatego, że znalazły… coś. Naiwniak.
Półmartwy? Raczej nie nazwała by tak ghoula, ani wampira. No przynajmniej raz już umarli. Z drugiej strony martwi się nie ruszali, nie chodzili, nie mówili i odmawiała nazywania Sauriela trupem, więc może pytanie o półmartwych było jednak zasadne.
Victoria głośno wypuściła przez nos powietrze, przysłuchując się całej tej rozmowie i również reakcji mężczyzny, który albo był tu nowy, albo był w bardzo nieodpowiednim dla siebie miejscu, bo jednak ten Departament i trupy trochę szły ze sobą w parze.
– Nie, ale mamy sprawę bezczeszczenia grobów oraz zwłok. Więc mówisz, że ktoś już to rozwiązał? – tu zwróciła się do brygadzisty, a za chwilę swoją uwagę skupiła na powrót na Brennie. – Może im to podrzucimy i będą mieli kolejny dowód w sprawie – bo trochę bez sensu, jeśli miałyby teraz gonić za tym samym, co już zostało rozpracowane. – Najchętniej zobaczyłabym akta tej sprawy. Ciekawa jestem czy to nasz wróżbita jest w to zamieszany, czy to jednak przypadek – rozmasowała sobie kark, zastanawiając się nad tym, czy ich noc będzie dłuższa czy krótsza w związku z tym nietypowym znaleziskiem, które Brenna nadal trzymała w rękach.