18.11.2025, 20:50 ✶
— Kurwa… Czyli ktoś tam poszedł zanim ją…
Lord Liszard Malfoy westchnął w sposób, który jednoznacznie sugerował, że rozmowa z żywymi (albo Julianem, który do czystokrwistych paniczy raczej nie przynależał) była dla niego bardziej przykrym obowiązkiem niż jakąkolwiek formą współpracy ze śledczymi. Uniósł podbródek, jakby i pod tym kątem widział więcej oraz lepiej, a następnie zasiedział już nieruchomo. Każdy pociągnięty ruch farby przyjął jedyną właściwą pozycję milczącego obrazu.
Młody brygadzista westchnął ciężko, zamknął notes, wsuwając go do wewnętrznej kieszeni spodni. W powietrzu zawisła bezradność.
— Idziemy — mruknął Pepino dla zasady, mimo że wiedział, że Liszard i tak go już nie słuchał. Nie krył frustracji. — Dziękujemy za... pomoc.
Ostatnie słowa podzięki były gorzką kpiną, wciąż mieściło się natomiast w granicach służbowej uprzejmości. Tego właśnie oczekiwała od nich procedura, a etykietę, jak wiadomo, odgrywało się nawet wtedy, gdy nikt w nią nie wierzył. — No nic — dodał jeszcze. — Chyba zostaje nam jedyne, co działa w takich sytuacjach. Idziemy po Moody'ego?
Obaj ruszyli w dół schodów, udając, że śpieszno im było się do ważniejszych spraw magicznej wspólnoty i bezsensownie rozgraniczając między sobą, kto następnego dnia będzie pisał raport, a kto będzie udawał, że go nie miał.
Lord Liszard Malfoy westchnął w sposób, który jednoznacznie sugerował, że rozmowa z żywymi (albo Julianem, który do czystokrwistych paniczy raczej nie przynależał) była dla niego bardziej przykrym obowiązkiem niż jakąkolwiek formą współpracy ze śledczymi. Uniósł podbródek, jakby i pod tym kątem widział więcej oraz lepiej, a następnie zasiedział już nieruchomo. Każdy pociągnięty ruch farby przyjął jedyną właściwą pozycję milczącego obrazu.
Młody brygadzista westchnął ciężko, zamknął notes, wsuwając go do wewnętrznej kieszeni spodni. W powietrzu zawisła bezradność.
— Idziemy — mruknął Pepino dla zasady, mimo że wiedział, że Liszard i tak go już nie słuchał. Nie krył frustracji. — Dziękujemy za... pomoc.
Ostatnie słowa podzięki były gorzką kpiną, wciąż mieściło się natomiast w granicach służbowej uprzejmości. Tego właśnie oczekiwała od nich procedura, a etykietę, jak wiadomo, odgrywało się nawet wtedy, gdy nikt w nią nie wierzył. — No nic — dodał jeszcze. — Chyba zostaje nam jedyne, co działa w takich sytuacjach. Idziemy po Moody'ego?
Obaj ruszyli w dół schodów, udając, że śpieszno im było się do ważniejszych spraw magicznej wspólnoty i bezsensownie rozgraniczając między sobą, kto następnego dnia będzie pisał raport, a kto będzie udawał, że go nie miał.
Koniec sesji
you've taken your rightful place
at the table of kings
at the table of kings