25.02.2023, 03:47 ✶
Vic w oczach Cynthii była bardzo popularna i nie mogła narzekać na brak spotkań towarzyskich, a do miała przyjemną osobowość. W przeciwieństwie do wielu uczniów z domu Salazara tolerowała nawet Gryfonów, gdy ją większość z nich drażniła słabym poczuciem humoru i głupią odwagą. Na słowa przyjaciółki, kiwnęła głową z delikatnym uśmiechem. Mundurki szkolne miały zwykle ten sam pojęcie, ale na przestrzeli lat, zmieniały się detale i można było znaleźć wypisane różnice lub nawet zdjęcia w krótkiej historii szkoły, którą miły przy sobie. Nie dałoby to może dokładnego roku, ale miałyby już początek do swojego małego śledztwa na temat Jęczącej Marty. Cyjankowi nie dawało spokoju to, jak mogła zginąć w toalecie. Zwilżyła usta, raz jeszcze rozglądając się po szkolnej, nieco zaniedbanej łazience.
- Może szkoła nie chciała tego ujawniać? Może była ofiarą czarnej magii lub dzieci czarodziejów, takich wiesz z początku skorowidza. Myślę, że rodzina Black lub Malfoy dużo by zapłaciła, za uciszenie sprawy, a dyrektory byli różni. - odparła cicho nieco zamyślonym głosem, starając się dostrzec jakąś sensowną możliwość. Bo Tori miała rację! Dlaczego nikt nie napisał więcej na temat biednej Marty? Nie podali nawet nazwiska czy czystości jej krwi, które każdy duch miał — razem z datą urodzenia i śmierci! Niektóre duchy miały nawet podany powód, przez który nie znalazły się na drugiej stronie i tkwiły w zamku.
- Cóż, każdy ma swoje metody nauczania. Na szczęście łatwo samemu się doszkolić, biblioteka ma doskonale zaopatrzony dział o alchemii i zielarstwie.
Było to pocieszające, zawsze mogły pracować nad tym same. Flintówna była połączeniem Slytherinu oraz Ravenclawu, uwielbiała tkwić w książkach. Pomimo bycia kobietą, czyli przysłowiową krową na wydanie i zwiększenie wpływów, chciała od życia więcej niż urodzenie dziecka jakiemuś czystokrwistemu czarodziejowi.
Ich głośna rozmowa chyba nie działa zbyt dobrze, otwieranie kabin też nie. Nie chciała się jednak tak szybko zniechęcać, wciąż parę drewnianych drzwiczek zostało do otworzenia.
- Poltergeisty nie są chyba nagminnie występujące u nas w Szkocji i w Wielkiej Brytanii, co? Wydaje mi się, że znacznie częściej je spotkać można we Francji czy Hiszpanii.
Próbowała sobie przypomnieć, co czytała na ten temat, jednak sprawa Marty skupiała jej uwagę. Gdzie ten duch poleciał, do jeziora? Spojrzała na czarnowłosą, wywracając oczyma na jej słowa i już miała zamknąć, kiedy rozległo się zwodzenie bezpośrednio z toalety.. Może ktoś ją utopił w sedesie i nie podali tego, bo to okropna przyczyna śmierci?! Nie miała jednak serca powiedzieć tego na głos, chrząknęła więc i mocniej przytrzymała drzwiczki od kabiny, wbijając wzrok w jej wnętrze.
- Marto? - powtórzyła ze spokojem, zupełnie jakby mówiła do Castiela, bo ten ton zawsze na niego działał. Nie bardzo wiedziała, co mówić dalej: utknęłaś? Spojrzała na przyjaciółkę pytająco, bo ta miała lepsze umiejętności towarzyskie. Toaleta znów zabulgotała, a zwodzenie było coraz głośniejsze. - Marto? Jesteś może? Mogłybyśmy chwilkę porozmawiać?
Miała wrażenie, że zauważyła bąbel na powierzchni wody w muszli. Cofnęła się półkroku mimowolnie, wciąż mając w głowie śmierć przez utopienie.
- Może szkoła nie chciała tego ujawniać? Może była ofiarą czarnej magii lub dzieci czarodziejów, takich wiesz z początku skorowidza. Myślę, że rodzina Black lub Malfoy dużo by zapłaciła, za uciszenie sprawy, a dyrektory byli różni. - odparła cicho nieco zamyślonym głosem, starając się dostrzec jakąś sensowną możliwość. Bo Tori miała rację! Dlaczego nikt nie napisał więcej na temat biednej Marty? Nie podali nawet nazwiska czy czystości jej krwi, które każdy duch miał — razem z datą urodzenia i śmierci! Niektóre duchy miały nawet podany powód, przez który nie znalazły się na drugiej stronie i tkwiły w zamku.
- Cóż, każdy ma swoje metody nauczania. Na szczęście łatwo samemu się doszkolić, biblioteka ma doskonale zaopatrzony dział o alchemii i zielarstwie.
Było to pocieszające, zawsze mogły pracować nad tym same. Flintówna była połączeniem Slytherinu oraz Ravenclawu, uwielbiała tkwić w książkach. Pomimo bycia kobietą, czyli przysłowiową krową na wydanie i zwiększenie wpływów, chciała od życia więcej niż urodzenie dziecka jakiemuś czystokrwistemu czarodziejowi.
Ich głośna rozmowa chyba nie działa zbyt dobrze, otwieranie kabin też nie. Nie chciała się jednak tak szybko zniechęcać, wciąż parę drewnianych drzwiczek zostało do otworzenia.
- Poltergeisty nie są chyba nagminnie występujące u nas w Szkocji i w Wielkiej Brytanii, co? Wydaje mi się, że znacznie częściej je spotkać można we Francji czy Hiszpanii.
Próbowała sobie przypomnieć, co czytała na ten temat, jednak sprawa Marty skupiała jej uwagę. Gdzie ten duch poleciał, do jeziora? Spojrzała na czarnowłosą, wywracając oczyma na jej słowa i już miała zamknąć, kiedy rozległo się zwodzenie bezpośrednio z toalety.. Może ktoś ją utopił w sedesie i nie podali tego, bo to okropna przyczyna śmierci?! Nie miała jednak serca powiedzieć tego na głos, chrząknęła więc i mocniej przytrzymała drzwiczki od kabiny, wbijając wzrok w jej wnętrze.
- Marto? - powtórzyła ze spokojem, zupełnie jakby mówiła do Castiela, bo ten ton zawsze na niego działał. Nie bardzo wiedziała, co mówić dalej: utknęłaś? Spojrzała na przyjaciółkę pytająco, bo ta miała lepsze umiejętności towarzyskie. Toaleta znów zabulgotała, a zwodzenie było coraz głośniejsze. - Marto? Jesteś może? Mogłybyśmy chwilkę porozmawiać?
Miała wrażenie, że zauważyła bąbel na powierzchni wody w muszli. Cofnęła się półkroku mimowolnie, wciąż mając w głowie śmierć przez utopienie.