25.02.2023, 05:05 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.02.2023, 05:05 przez Cynthia Flint.)
Był znajomości i znajomości, jak to mówiła sobie zawsze jasnowłosa. Jednych trzymała blisko, bo byli użyteczni i łatwi do zmanipulowania, byli opłacalni w swojej głupocie. Garstkę nielicznych puszczała jednak głębiej, pokazując trochę cieplejszą stronę siebie. Theona zawsze uważała za popularnego, chociaż też nigdy nie przyglądała się mu dokładniej. Nie miała pojęcia, kogo do swojego życia wpuszczał, a kogo nie, jaki był w momentach, w których świat zostawał na zewnątrz. Raz jeszcze jej błękitne oczy przesunęły po twarzy mężczyzny, jakby próbowała go przeanalizować i ostatecznie znaleźć coś w jego oczach, co mogłoby być wskazówką. Traktowanie ludzi, jak puzzli, też było chyba złe, nie była pewna. Z zamyślenia wyrwał ją lament jakieś czarownicy, która próbowała powstrzymać aurorów od zabrania jej partnera na przesłuchanie do Ministerstwa. Znaleźli już podejrzanego o to zamieszanie na marszu?
Jego słowa sprawiły, że na ułamek sekundy uniosła brew, jakby niezdecydowana, jak je odebrać. Osoba tnąca zwłoki i ważąca ich serca zwykle nie była kojarzona z czymś takim jak pocieszenie. Wydała z siebie ciche mruknięcie zastanowienia, które zginęło jednak w hałasach i szlochach dookoła. Ulica Pokątna była zrujnowana i brudna, ale wciąż tętniła życiem. Odwzajemniła jego spojrzenie znów bezpośrednio, pozwalając sobie na chwilę znów zatonąć w głębi tęczówek. To był chyba jej ulubiony moment rozmów z ludźmi, gdy widzieli się oko w oko, nie twarzą w twarz.
- Kieliszek wina i sałatka? - rzuciła z delikatnym wzruszeniem ramion, prostując się na zajmowanym przez siebie stołeczku. Nie miała pojęcia, co mogłoby go pocieszyć lub umilić mu proces odrostu tych nieszczęsnych kości. Mimowolnie uśmiechnęła się pod nosem na słowa o eklerkach, które brzmiały jak życzenie młodego chłopca na poprawę humoru. Kiedy ona ostatnio pomyślała o czymś tak błahym i prostym na poprawę humoru? Ujmujące. - Dobrze, niech będą eklerki.
Niespokojne iskierki w oczach nie umknęły jej uwadze i być może były powodem, dla którego zdecydowała się mu pomóc. Może chciała przysługę? Może po prostu uznała, że ma na to ochotę, trudno było stwierdzić. Nie miała pojęcia, co ukrywał i co tu robił, wiedząc, że nie powinna pytać. Każdy miał swoje życie i swoje sprawy. Pozostało tylko mieć Cynthii nadzieję, że jutro nie zobaczy za nim listu gończego, bo mogłoby to się odbić na jej karierze, jeśli tak by pomogła stąd uciec.
Podjęła już jednak decyzję, konsekwencję weźmie na klatkę.
Uśmiechała się więc, czarując słodkim kłamstwem i uderzając w punkty, które były wartymi uderzenia w stojącej przed nią kobiecie. Ludzi nie było trudno owinąć sobie wokół palca, zwłaszcza gdy uznali się za lepszych od osoby, z którą prowadzili konwersację. Posłała mu krótkie spojrzenie, gdy ich puściła i mogli ruszyć dalej. Nikt ich nie zaczepiał, a gdy uznała wzrok mijanych ludzi za zbyt wścibski lub podejrzliwy, uśmiechała się i rzucała jakiś komentarz, biorąc go nawet pod zdrową rękę, jakby była niesamowicie przejęta jego obrażeniami.
- Mogłabym Ci zrobić gorsze rzeczy niż te krosty. Pamiętaj, że chociaż skończyłam uzdrawianie i miałam staż w szpitalu, ostatecznie pracuję z trupami. A one wiele nie mówią o moich metodach i ich efektach.
Ciężko było stwierdzić, czy żartowała, czy mówiła poważnie. Weszli w jedną z bocznych alejek, a Cynthia rozejrzała się dookoła. Nie było w zasięgu spojrzenia nikogo, komu mogłaby zgłosić swoją obecną pozycję i raport z tego, komu i z czym pomogła po tym nieszczęsnym marszu, więc uznała, że najlepszym sposobem będzie wysłanie listu, gdziekolwiek dotrą. Wyciągnęła dłoń w jego stronę, aby mogli się teleportować. Pomimo tego, że sama nie była niska i miała obcasy, Theon był olbrzymi, więc musiała zadrzeć odrobinę głowę, aby zobaczyć jego twarz. - Gotowy? Dokąd Cię zabrać?
Jego słowa sprawiły, że na ułamek sekundy uniosła brew, jakby niezdecydowana, jak je odebrać. Osoba tnąca zwłoki i ważąca ich serca zwykle nie była kojarzona z czymś takim jak pocieszenie. Wydała z siebie ciche mruknięcie zastanowienia, które zginęło jednak w hałasach i szlochach dookoła. Ulica Pokątna była zrujnowana i brudna, ale wciąż tętniła życiem. Odwzajemniła jego spojrzenie znów bezpośrednio, pozwalając sobie na chwilę znów zatonąć w głębi tęczówek. To był chyba jej ulubiony moment rozmów z ludźmi, gdy widzieli się oko w oko, nie twarzą w twarz.
- Kieliszek wina i sałatka? - rzuciła z delikatnym wzruszeniem ramion, prostując się na zajmowanym przez siebie stołeczku. Nie miała pojęcia, co mogłoby go pocieszyć lub umilić mu proces odrostu tych nieszczęsnych kości. Mimowolnie uśmiechnęła się pod nosem na słowa o eklerkach, które brzmiały jak życzenie młodego chłopca na poprawę humoru. Kiedy ona ostatnio pomyślała o czymś tak błahym i prostym na poprawę humoru? Ujmujące. - Dobrze, niech będą eklerki.
Niespokojne iskierki w oczach nie umknęły jej uwadze i być może były powodem, dla którego zdecydowała się mu pomóc. Może chciała przysługę? Może po prostu uznała, że ma na to ochotę, trudno było stwierdzić. Nie miała pojęcia, co ukrywał i co tu robił, wiedząc, że nie powinna pytać. Każdy miał swoje życie i swoje sprawy. Pozostało tylko mieć Cynthii nadzieję, że jutro nie zobaczy za nim listu gończego, bo mogłoby to się odbić na jej karierze, jeśli tak by pomogła stąd uciec.
Podjęła już jednak decyzję, konsekwencję weźmie na klatkę.
Uśmiechała się więc, czarując słodkim kłamstwem i uderzając w punkty, które były wartymi uderzenia w stojącej przed nią kobiecie. Ludzi nie było trudno owinąć sobie wokół palca, zwłaszcza gdy uznali się za lepszych od osoby, z którą prowadzili konwersację. Posłała mu krótkie spojrzenie, gdy ich puściła i mogli ruszyć dalej. Nikt ich nie zaczepiał, a gdy uznała wzrok mijanych ludzi za zbyt wścibski lub podejrzliwy, uśmiechała się i rzucała jakiś komentarz, biorąc go nawet pod zdrową rękę, jakby była niesamowicie przejęta jego obrażeniami.
- Mogłabym Ci zrobić gorsze rzeczy niż te krosty. Pamiętaj, że chociaż skończyłam uzdrawianie i miałam staż w szpitalu, ostatecznie pracuję z trupami. A one wiele nie mówią o moich metodach i ich efektach.
Ciężko było stwierdzić, czy żartowała, czy mówiła poważnie. Weszli w jedną z bocznych alejek, a Cynthia rozejrzała się dookoła. Nie było w zasięgu spojrzenia nikogo, komu mogłaby zgłosić swoją obecną pozycję i raport z tego, komu i z czym pomogła po tym nieszczęsnym marszu, więc uznała, że najlepszym sposobem będzie wysłanie listu, gdziekolwiek dotrą. Wyciągnęła dłoń w jego stronę, aby mogli się teleportować. Pomimo tego, że sama nie była niska i miała obcasy, Theon był olbrzymi, więc musiała zadrzeć odrobinę głowę, aby zobaczyć jego twarz. - Gotowy? Dokąd Cię zabrać?