19.11.2025, 20:28 ✶
Na okrzyk “Czarodzieja biją!” z lokalu, pod drzwiami którego odbywało się całe zajście, wypadło parę osób, niektórych zaniepokojonych, ale niektórych chyba nawet zadowolonych z pretekstu do awantury.
- Gobliny znów robią dym!
- Niech ktoś wezwie BUM!
Zdumienie Hannibala wzrosło jeszcze na widok węży wyczarowanych przez Olivera.
- O kurwa… - mruknął z mieszaniną zgrozy i podziwu, spoglądając to na McKinnona, to na rozpełzające się gady. Uskoczył z nieartykułowanym dźwiękiem, gdy jeden znalazł się między nim, a atakującym go wcześniej goblinem, który również niezgrabnie odpełzł w tył, nie próbując nawet wstać na nogi.
Sytuacja zdecydowanie wymknęła się spod kontroli.
Spieprzamy.
Nie trzeba mu było tego dwa razy powtarzać, zwłaszcza, że któryś z wywabionych hałasem gości wskazał na niego palcem i zawołał:
- Hej, czy to nie?...
- NIE! - odkrzyknął i teraz to on szarpnął Olivera za rękę, rzucając się do ucieczki, bez skrupułów pozostawiając gobliny oraz czarodzieja swemu losowi. W powstałym harmidrze i wrzasku nikt nie miał głowy, by ich gonić i dobrze, bo Hannibalowi wcale nie zależało ani na spotkaniu z brygadzistami, ani na byciu rozpoznanym, akurat tym razem. Szybko wyprzedził Olivera, ale pilnował, by nie zostawiać kumpla z tyłu. Po kilku chwilach biegu odgłosy zamieszania za nimi ucichły w oddali. Zatrzymali się w jakimś zaułku, cichym, słabo oświetlonym i pustym.
- Ja pierdolę - oznajmił lekko zdyszany Selwyn, a potem spojrzał na McKinnona i zaczął się śmiać - Te węże! Co to było w ogóle! Jesteś cały? Nie oberwałeś przy okazji? - zapytał poniewczasie, nadal z szerokim uśmiechem na twarzy.
Cały wcześniejszy paskudny humor wyparował z niego, przegnany adrenaliną i ucieczką. Gotów był nawet przyznać rację swemu ojcu - te kłótliwe skrzaty nie nadawały się do współpracy na polu kultury wysokiej.
Czekając, aż Oliver złapie oddech, oparł się plecami o ścianę obok niego.
- Odpalają się o te różdżki, a świetnie sobie radzą bez nich… - dotknął miejsca na brzuchu, w które trafiło goblińskie zaklęcie - No to tamto miejsce mamy chyba z głowy na dziś wieczór. Masz jakiś inny pomysł? Zabierz mnie gdzieś, to trzeba opić!
Był gotów zdać się na wybór Olivera, który znał zapewne różne dziwne przybytki (a w niektórych nawet pracował).
- Gobliny znów robią dym!
- Niech ktoś wezwie BUM!
Zdumienie Hannibala wzrosło jeszcze na widok węży wyczarowanych przez Olivera.
- O kurwa… - mruknął z mieszaniną zgrozy i podziwu, spoglądając to na McKinnona, to na rozpełzające się gady. Uskoczył z nieartykułowanym dźwiękiem, gdy jeden znalazł się między nim, a atakującym go wcześniej goblinem, który również niezgrabnie odpełzł w tył, nie próbując nawet wstać na nogi.
Sytuacja zdecydowanie wymknęła się spod kontroli.
Spieprzamy.
Nie trzeba mu było tego dwa razy powtarzać, zwłaszcza, że któryś z wywabionych hałasem gości wskazał na niego palcem i zawołał:
- Hej, czy to nie?...
- NIE! - odkrzyknął i teraz to on szarpnął Olivera za rękę, rzucając się do ucieczki, bez skrupułów pozostawiając gobliny oraz czarodzieja swemu losowi. W powstałym harmidrze i wrzasku nikt nie miał głowy, by ich gonić i dobrze, bo Hannibalowi wcale nie zależało ani na spotkaniu z brygadzistami, ani na byciu rozpoznanym, akurat tym razem. Szybko wyprzedził Olivera, ale pilnował, by nie zostawiać kumpla z tyłu. Po kilku chwilach biegu odgłosy zamieszania za nimi ucichły w oddali. Zatrzymali się w jakimś zaułku, cichym, słabo oświetlonym i pustym.
- Ja pierdolę - oznajmił lekko zdyszany Selwyn, a potem spojrzał na McKinnona i zaczął się śmiać - Te węże! Co to było w ogóle! Jesteś cały? Nie oberwałeś przy okazji? - zapytał poniewczasie, nadal z szerokim uśmiechem na twarzy.
Cały wcześniejszy paskudny humor wyparował z niego, przegnany adrenaliną i ucieczką. Gotów był nawet przyznać rację swemu ojcu - te kłótliwe skrzaty nie nadawały się do współpracy na polu kultury wysokiej.
Czekając, aż Oliver złapie oddech, oparł się plecami o ścianę obok niego.
- Odpalają się o te różdżki, a świetnie sobie radzą bez nich… - dotknął miejsca na brzuchu, w które trafiło goblińskie zaklęcie - No to tamto miejsce mamy chyba z głowy na dziś wieczór. Masz jakiś inny pomysł? Zabierz mnie gdzieś, to trzeba opić!
Był gotów zdać się na wybór Olivera, który znał zapewne różne dziwne przybytki (a w niektórych nawet pracował).