25.02.2023, 12:51 ✶
Cóż, nie, nie pochodziła ze znanej rodziny. Ot, wnuczka emigrantów z południowo-wschodniej Europy, mugoli do tego, którzy zostali obdarzeni córką będącą czarownicą. Do tego nosiła nazwisko właśnie od tej części rodziny, bo ojca nigdy na oczy nie widziała. Ot, była nikim. Okruchem, który starał się jakoś przeżyć w czarodziejskim społeczeństwie, bez zmiecenia przez potężniejsze, mało przez nią rozumiane siły.
Okruchem o wielu tajemnicach, których większość nie miała ujrzeć.
Nie spodziewała się, że dziś ktoś ją zaczepi. Na początku nawet myślała, że Skeeter szybko od niej odejdzie, tracąc zainteresowanie jej osobą, powoli jednak powoli wciągał ją w rozmowę. Miała zresztą wrażenie, że mogli nawet trochę się rozumieć.
- Więc praca kreatywna? A może tylko hobby? - zapytała, zerkając z lekkim zaciekawieniem. Nawet wyglądał na artystę. Bardziej kogoś, kto operuje pędzlami, piórem albo komponuje, niż tak jak ona zajmuje się sztuką użytkową. Tyle przynajmniej mogła stwierdzić, gdy zerknęła na jego dłonie. Różniące się od jej, z krótkimi paznokciami i palcami pokrytymi drobnymi rankami oraz odciskami.
Zastanowiła się nad jego słowami, odwracając wzrok znów na obraz, biorąc kolejny łyk szampana. A może po prostu dziś się upije? Zawsze też jakiś sposób na spędzenie dnia.
Szybko jednak wróciła myślami do sytuacji obecnej.
- Myślę, że masz rację. Choć ważne są też emocje, które odczuwamy, patrząc na dane dzieło. To one powinny wyjść na pierwszy plan, później dopiero możemy przedyskutować to, jak na nas ono wpłynęło. Bo na tym opiera się przecież sztuka, prawda? Na odczuciach. - Jej spojrzenie utkwiło znów wbite w kolie. Napawała się nią, dopiero po chwili przenosząc je na całość obrazu. Rysy twarzy kobiety, jej nieśmiały uśmiech, niewinne oczy i pozornie ułożone włosy, z których jeśli się przyjrzało, wymykały się pojedyncze kosmyki, niczym rozwiane przez wiatr.
- Te detale nie tylko mówią o jego kunszcie. Właśnie za ich pomocą próbuje pokazać historię. Tu widzę na przykład dziewczynę, którą ktoś uwięził za pomocą kosztowności w ciele dobrze ułożonej damy, choć kryje się w niej pewna niewinna dzikość nieokrzesanej dziewczynki. Widzę to w szczególności w jej oczach i pozornie eleganckiej pozie, z której jednak jakby miała za chwilę się wyrwać, zniecierpliwiona całym grzecznym siedzeniem. - Uśmiechnęła się, czując pewne zrozumienie dla anonimowej duszy utrwalonej na obrazie. Zerwij się i biegnij przed siebie, śmiej się i baw. Właśnie to chciałaby jej przekazać. Tylko zostaw mi tą kolię.
- I wcale cię nie poniosło, ciekawie z kimś porozmawiać. - Lekko wzruszyła ramionami. Czasem po kradzieży oglądali to, co udało im się zdobyć. Nie raz dyskutowali o dziełach, które mogli dotknąć, potrzymać i cieszyć się ich bezpośrednią bliskością. Choć nie raz narzekała, pamiętała, że naprawdę lubiła te chwile, gdy wymyślali najbardziej absurdalne teorie dotyczące znaczenia obrazów czy rzeźb. Nigdy by się nie przyznała na głos, ale lubiła też, gdy śmiali się z niej, gdy z pasją mówiła o kolejnym skradzionym naszyjniku, choć tak naprawdę słuchali jej z zaciekawianiem.
- Szczerze, w tych wszystkich eksponatach chyba zawsze najbardziej pasjonowała mnie czyhająca za nimi historia. - Lubiła sobie wyobrażać, co czuł malarz, gdy tworzył dzieło. Albo kto nosił ten piękny pierścionek i czego był on świadkiem.
Wciągnęła się w rozmowę. Skeeter mógł to zauważyć, w jej spojrzeniu, uśmiechu i zapomnianej lampce szampana.
Nie wiedział jednak zapewne, że właśnie rozmawia z osobą, która była jednym z serc sprawy, która tak go interesowała. Viorica jednak trzymała ten fakt schowany dość głęboko w swojej głowie. Chciała zamknąć ten rozdział, najlepiej na kilka spustów. Choć średnio jej się udawało, wyrwać z chaosu, w który żyła tyle lat. Chaosu, który w pewien sposób kochała.
Okruchem o wielu tajemnicach, których większość nie miała ujrzeć.
Nie spodziewała się, że dziś ktoś ją zaczepi. Na początku nawet myślała, że Skeeter szybko od niej odejdzie, tracąc zainteresowanie jej osobą, powoli jednak powoli wciągał ją w rozmowę. Miała zresztą wrażenie, że mogli nawet trochę się rozumieć.
- Więc praca kreatywna? A może tylko hobby? - zapytała, zerkając z lekkim zaciekawieniem. Nawet wyglądał na artystę. Bardziej kogoś, kto operuje pędzlami, piórem albo komponuje, niż tak jak ona zajmuje się sztuką użytkową. Tyle przynajmniej mogła stwierdzić, gdy zerknęła na jego dłonie. Różniące się od jej, z krótkimi paznokciami i palcami pokrytymi drobnymi rankami oraz odciskami.
Zastanowiła się nad jego słowami, odwracając wzrok znów na obraz, biorąc kolejny łyk szampana. A może po prostu dziś się upije? Zawsze też jakiś sposób na spędzenie dnia.
Szybko jednak wróciła myślami do sytuacji obecnej.
- Myślę, że masz rację. Choć ważne są też emocje, które odczuwamy, patrząc na dane dzieło. To one powinny wyjść na pierwszy plan, później dopiero możemy przedyskutować to, jak na nas ono wpłynęło. Bo na tym opiera się przecież sztuka, prawda? Na odczuciach. - Jej spojrzenie utkwiło znów wbite w kolie. Napawała się nią, dopiero po chwili przenosząc je na całość obrazu. Rysy twarzy kobiety, jej nieśmiały uśmiech, niewinne oczy i pozornie ułożone włosy, z których jeśli się przyjrzało, wymykały się pojedyncze kosmyki, niczym rozwiane przez wiatr.
- Te detale nie tylko mówią o jego kunszcie. Właśnie za ich pomocą próbuje pokazać historię. Tu widzę na przykład dziewczynę, którą ktoś uwięził za pomocą kosztowności w ciele dobrze ułożonej damy, choć kryje się w niej pewna niewinna dzikość nieokrzesanej dziewczynki. Widzę to w szczególności w jej oczach i pozornie eleganckiej pozie, z której jednak jakby miała za chwilę się wyrwać, zniecierpliwiona całym grzecznym siedzeniem. - Uśmiechnęła się, czując pewne zrozumienie dla anonimowej duszy utrwalonej na obrazie. Zerwij się i biegnij przed siebie, śmiej się i baw. Właśnie to chciałaby jej przekazać. Tylko zostaw mi tą kolię.
- I wcale cię nie poniosło, ciekawie z kimś porozmawiać. - Lekko wzruszyła ramionami. Czasem po kradzieży oglądali to, co udało im się zdobyć. Nie raz dyskutowali o dziełach, które mogli dotknąć, potrzymać i cieszyć się ich bezpośrednią bliskością. Choć nie raz narzekała, pamiętała, że naprawdę lubiła te chwile, gdy wymyślali najbardziej absurdalne teorie dotyczące znaczenia obrazów czy rzeźb. Nigdy by się nie przyznała na głos, ale lubiła też, gdy śmiali się z niej, gdy z pasją mówiła o kolejnym skradzionym naszyjniku, choć tak naprawdę słuchali jej z zaciekawianiem.
- Szczerze, w tych wszystkich eksponatach chyba zawsze najbardziej pasjonowała mnie czyhająca za nimi historia. - Lubiła sobie wyobrażać, co czuł malarz, gdy tworzył dzieło. Albo kto nosił ten piękny pierścionek i czego był on świadkiem.
Wciągnęła się w rozmowę. Skeeter mógł to zauważyć, w jej spojrzeniu, uśmiechu i zapomnianej lampce szampana.
Nie wiedział jednak zapewne, że właśnie rozmawia z osobą, która była jednym z serc sprawy, która tak go interesowała. Viorica jednak trzymała ten fakt schowany dość głęboko w swojej głowie. Chciała zamknąć ten rozdział, najlepiej na kilka spustów. Choć średnio jej się udawało, wyrwać z chaosu, w który żyła tyle lat. Chaosu, który w pewien sposób kochała.