20.11.2025, 16:36 ✶
– Niewielka strata – rzucił jeszcze, z tą złośliwością chętnie przypisywaną Ślizgonom, ale w istocie objawiającą się przecież ogólnie u wielu nadmiernie pewnych siebie, nastoletnich chłopców – o, u takich Gryfonów na przykład. Podejrzewał, że Helloise kłamie, tak naprawdę jednak nie miało to dla niego znaczenia. Tak samo, jak nie przejąłby się tym, że dziewczyna spotyka się z jakimś dorosłym, podejrzanym typem z Nokturnu: był jeszcze trochę za młody i zbyt skupiony na innych rzeczach, aby do niego dotarło, jak wielkim draniem był ten gość.
Helloise miała jednak zapewne rację.
Jego nagła uprzejmość była bardziej podejrzana niż złośliwość.
Zgodził się pod wpływem impulsu i ciekawości, skąd Helloise wzięła tę księgę i czy znajduje się w niej coś ciekawego. Ledwo jednak weszła do łazienki, Shafiq niemal natychmiast pożałował, że to zrobił. Wszedł za nią do środka z pewnym ociąganiem, a potem podparł się plecami o ścianę tuż przy wejściu, ramiona zaplatając na klatce piersiowej. Nie zwracał uwagi na wodę, która pokryła posadzkę, na uchylone drzwi kabiny, ani nawet na Martę, która wyłoniła się z sufitu i opadła obok Helloise. On miał okazję ją już tutaj spotkać: wprawdzie widział ducha może ze dwa razy, ale w jego pamięci zapisał się każdy szczegół jej wyglądu i tony, w jakie wpadała, gdy zaczynała histeryzować.
I zamiast jej współczuć zwykle myślał, że nic dziwnego, że nikt jej nie lubił.
Teraz jednak spojrzenie utkwił w umywalce. Z tej odległości nie widział węża, umieszczonego w pobliżu kranu, ale jego umysł podsuwał usłużnie obraz rysunku. Nie sprawdził – celowo – kto odpowiadał za renowację tutaj, bo nie wątpił, że nie był to Slytherin. Łazienka była zbyt nowoczesna. Ktoś z Gauntów prawdopodobnie zamaskował wejście i…
Nie chciał wiedzieć.
Chciał wiedzieć.
Pogrążony we własnych myślach, we wspomnieniach, nie zwracał najmniejszej uwagi na toczącą się obok rozmowę. Nie spojrzał nawet na książkę, która jeszcze parę sekund tak bardzo go intrygowała, myśląc o wężach i o śmiechu, rozbrzmiewającym w jego głowie.
– Jesteś tak samo okropna, jak Olivia! – oceniła Marta, pociągając nosem. – Och, dostała za swoje, kiedy umarłam. Ty też jeszcze zobaczysz!!!
Helloise miała jednak zapewne rację.
Jego nagła uprzejmość była bardziej podejrzana niż złośliwość.
Zgodził się pod wpływem impulsu i ciekawości, skąd Helloise wzięła tę księgę i czy znajduje się w niej coś ciekawego. Ledwo jednak weszła do łazienki, Shafiq niemal natychmiast pożałował, że to zrobił. Wszedł za nią do środka z pewnym ociąganiem, a potem podparł się plecami o ścianę tuż przy wejściu, ramiona zaplatając na klatce piersiowej. Nie zwracał uwagi na wodę, która pokryła posadzkę, na uchylone drzwi kabiny, ani nawet na Martę, która wyłoniła się z sufitu i opadła obok Helloise. On miał okazję ją już tutaj spotkać: wprawdzie widział ducha może ze dwa razy, ale w jego pamięci zapisał się każdy szczegół jej wyglądu i tony, w jakie wpadała, gdy zaczynała histeryzować.
I zamiast jej współczuć zwykle myślał, że nic dziwnego, że nikt jej nie lubił.
Teraz jednak spojrzenie utkwił w umywalce. Z tej odległości nie widział węża, umieszczonego w pobliżu kranu, ale jego umysł podsuwał usłużnie obraz rysunku. Nie sprawdził – celowo – kto odpowiadał za renowację tutaj, bo nie wątpił, że nie był to Slytherin. Łazienka była zbyt nowoczesna. Ktoś z Gauntów prawdopodobnie zamaskował wejście i…
Nie chciał wiedzieć.
Chciał wiedzieć.
Pogrążony we własnych myślach, we wspomnieniach, nie zwracał najmniejszej uwagi na toczącą się obok rozmowę. Nie spojrzał nawet na książkę, która jeszcze parę sekund tak bardzo go intrygowała, myśląc o wężach i o śmiechu, rozbrzmiewającym w jego głowie.
– Jesteś tak samo okropna, jak Olivia! – oceniła Marta, pociągając nosem. – Och, dostała za swoje, kiedy umarłam. Ty też jeszcze zobaczysz!!!