25.02.2023, 13:23 ✶
Wydawało jej się, że w końcu jej ekscytacja udzieliła się pannie Greengrass, co niezmiernie ją cieszyło. Zawsze milej, gdy osoba, która ma zachwalać twoje wyroby, szczerze je lubi, a nie jedynie udaje. Nie każdy umiał robić dobrą minę do złej gdy, szczerość więc zwykle okazywała się bardziej opłacalna. Przynajmniej w tym konkretnym przypadku reklamy. Bo te najczęściej ociekały fałszem, mającym zachęcić i pokazać, że to my jesteśmy najlepsi, w ty co robimy. A przecież nie każdy może być najlepszy.
Potakiwała głową na jej uwagi co do tego, kiedy może być największy szał na nową kolekcję. W jej oczach widać było szczerą radość, gdy parzyła na zaangażowanie Mackenzie, która z początku wydawała się lekko spięta.
- Do tego czasu dobrze by więc było, by jak najwięcej osób usłyszało o nowych produktach. Wiesz, będziesz musiała parę razy pokazać się z noszoną przez nas biżuterią, a gdy ktoś cię zapyta, skąd ja masz, będziesz wskazywać nazwę naszego zakładu. I nie martw się o to, czy cię ktoś zapyta, bo uwierz, będą wiedzieć zawczasu, by to zrobić. Możesz powiedzieć kilka miłych słów albo i nie. No i na pewno będziemy chcieli parę zdjęć ciebie w biżuterii, by zrobić jakiś baner albo by je wkleić do katalogu. To pewnie będzie najbardziej od ciebie wymagająca część, ale hej, może wyjdzie z tego jakiś ładny portret do powieszenia na ścianę dla ciebie! - dodała, chcąc by siedząca naprzeciwko niej kobieta myślą o korzyściach, nie o tym, co będzie musiała robić.
Sama w sumie chciałaby mieć ładne zdjęcia z sesji. Albo portret. Nigdy jednak nie miała nikogo, kto by jej zafundował taką przyjemność.
Szczerze mówiąc Viorica nawet dobrze się bawiła, mówiąc o swoich produktach, rozmawiając z Greengrass i jedząc dobre jedzenie. Nawet po tym, jak odłożyła już kufer na bok. I byłoby bardzo sielankowo, gdyby nie nagłe wtrącenie o brakującym portfelu.
To miała być kwestia Zamfir.
Cholera.
Trybiki w jej głowie zaczęły się kręcić, zastanawiała się, czy powinna się teraz przyznawać do tego, że sama nie ma przy sobie gotówki, czy oznajmić to dopiero, gdy Mackenzie wróci.
W końcu uśmiechnęła się tylko do niej, udając, że w jej głowie nie kiełkuje lekka panika, a następnie skinęła głową.
- Poczekam - oznajmiła. A potem podszedł do niej kelner, zauważając zapewne, że jedna z kobiet wychodzi.
- Czy podać pani rachunek? - zapytał, mierząc ją spojrzeniem.
- Tak, tak - oznajmiła, unosząc szerzej kąciki ust, choć w głębi duszy krzyczała, mając nadzieję, że nie została właśnie wystawiona w sposób, w który wkręcała innych.
Czuła na sobie spojrzenie obsługi, gdy mijały kolejne minuty, rachunek z zatrważająco sporą sumą leża na stole, a ona czekała, popijając wino, udając, że właśnie nie odmawia w duchu modłów, by Greengrass się pospieszyła. Cóż, zawsze mogła zniknąć w łazience. Ten motyw też już przerabiała.
Potakiwała głową na jej uwagi co do tego, kiedy może być największy szał na nową kolekcję. W jej oczach widać było szczerą radość, gdy parzyła na zaangażowanie Mackenzie, która z początku wydawała się lekko spięta.
- Do tego czasu dobrze by więc było, by jak najwięcej osób usłyszało o nowych produktach. Wiesz, będziesz musiała parę razy pokazać się z noszoną przez nas biżuterią, a gdy ktoś cię zapyta, skąd ja masz, będziesz wskazywać nazwę naszego zakładu. I nie martw się o to, czy cię ktoś zapyta, bo uwierz, będą wiedzieć zawczasu, by to zrobić. Możesz powiedzieć kilka miłych słów albo i nie. No i na pewno będziemy chcieli parę zdjęć ciebie w biżuterii, by zrobić jakiś baner albo by je wkleić do katalogu. To pewnie będzie najbardziej od ciebie wymagająca część, ale hej, może wyjdzie z tego jakiś ładny portret do powieszenia na ścianę dla ciebie! - dodała, chcąc by siedząca naprzeciwko niej kobieta myślą o korzyściach, nie o tym, co będzie musiała robić.
Sama w sumie chciałaby mieć ładne zdjęcia z sesji. Albo portret. Nigdy jednak nie miała nikogo, kto by jej zafundował taką przyjemność.
Szczerze mówiąc Viorica nawet dobrze się bawiła, mówiąc o swoich produktach, rozmawiając z Greengrass i jedząc dobre jedzenie. Nawet po tym, jak odłożyła już kufer na bok. I byłoby bardzo sielankowo, gdyby nie nagłe wtrącenie o brakującym portfelu.
To miała być kwestia Zamfir.
Cholera.
Trybiki w jej głowie zaczęły się kręcić, zastanawiała się, czy powinna się teraz przyznawać do tego, że sama nie ma przy sobie gotówki, czy oznajmić to dopiero, gdy Mackenzie wróci.
W końcu uśmiechnęła się tylko do niej, udając, że w jej głowie nie kiełkuje lekka panika, a następnie skinęła głową.
- Poczekam - oznajmiła. A potem podszedł do niej kelner, zauważając zapewne, że jedna z kobiet wychodzi.
- Czy podać pani rachunek? - zapytał, mierząc ją spojrzeniem.
- Tak, tak - oznajmiła, unosząc szerzej kąciki ust, choć w głębi duszy krzyczała, mając nadzieję, że nie została właśnie wystawiona w sposób, w który wkręcała innych.
Czuła na sobie spojrzenie obsługi, gdy mijały kolejne minuty, rachunek z zatrważająco sporą sumą leża na stole, a ona czekała, popijając wino, udając, że właśnie nie odmawia w duchu modłów, by Greengrass się pospieszyła. Cóż, zawsze mogła zniknąć w łazience. Ten motyw też już przerabiała.