– Bo kryje. Oglądałam jak jej wysuszone i martwe ciało ponownie obrasta… hmmm… tkanką. W sensie dosłownie mam to na myśli. Mięsem, żyłami, skórą. Jak odtwarzały się gałki oczne – na twarzy Victorii pojawiło się mimowolne obrzydzenie, gdy przypomniała sobie leżące na stole w zakładzie pogrzebowym ciało wysuszone na wiór, które nagle zaczęło… wracać do życia. Nigdy wcześniej i nigdy później nie była świadkiem czegoś tak osobliwego i tak dogłębnie obrzydliwie zatrważającego. Aż dziw, że się wtedy nie zrzygała, chociaż prawdę powiedziawszy nie doszło do tego tylko dlatego, jak bardzo zaskoczona była całą sytuacją. Nie dało się oderwać od tego oczu. – Dlatego wydaje mi się, że była ghoulem, bo czym innym… Ale nie wiem jak ich ciała zachowują się, gdyby im odciąć kończynę – dodała jeszcze, bo to dość intensywne doświadczenie z ghoulką było zarazem jedynym, jakie w ogóle sobie przypominała, dopasowując do ichniejszego rodzaju.
– Czyli sprawa rozwiązana połowicznie – mruknęła. I zapewne nadal w toku. Victoria była ciekawa w jaki sposób powiązali pierwszą z odciętych rąk z rozkopanymi grobami przy Little Whinging, ale wiedziała, że od tego typka nie dowiedzą się szczegółów. Pewnie zapamiętał tę sprawę ze względu na szok, bo jednak nie często ogląda się odciętą i ciągle ruchliwą rączkę. A na pewno ciepłą – bo po prawdzie ani ona ani Brenna nie widziały, jak ręka się porusza. Zrobiła to tylko… w ciemności. A czy ta ciemność musiała mieć konkretną specyfikę? Czy pod jej osłoną robiono coś jeszcze?
– A tak. Zastanawia mnie w jakich warunkach ta dłoń się porusza – zwróciła się do Brenny, patrząc z zastanowieniem na zawiniątko, które trzymała. – Ale tak, trzeba ją jakoś zabezpieczyć, żeby znowu nie próbowała kogoś łapać. Myślisz, że żeby się poruszyła, potrzeba zgasić wszystkie światła? – mówiła to częściowo również dlatego, żeby odrobinkę pobawić się z biednym brygadzistą, który, o ile dobrze myślała, zacznie za chwilkę panikować i upewni się, żeby do końca jego zmiany światło było zapalone. – I tak, wracajmy na Nokturn… Może znowu się coś przyklei – mruknęła, częściowo jednak zadowolona, że sprawą już się ktoś zajmował, znaczy, że nie będą musiały przynajmniej szukać ciała, do którego Rączka należała – bo w tę sprawę mieszać się nie planowała. Przeczytanie akt to co innego, właśnie dlatego, że była ciekawa, czy to się jakkolwiek łączy z ich niedorobionym wróżbitą. – A Maya jest tu teraz? – zapytała jeszcze. Jeśli była, to może mogłaby je dla nich przygotować, gdy one będą drugi raz przekopywać mieszkanie czarnoksiężnika. Uważniej. Znacznie uważniej niż za pierwszym razem.