Wood uważała, że Erik ma rację. Nie powinni zniżać się do tego poziomu, nie powinni sięgać po podobne narzędzia, bo przecież wtedy będą tacy sami jak ich przeciwnicy. - Zgadzam się, nie wyobrażam sobie, że nagle mielibyśmy zacząć zabijać ludzi. - Nazywała rzeczy po imieniu, bo przecież o tym rozmawiali na dzisiejszym spotkaniu. Powinni ich wyłapywać, zamykać, a nie zabijać i nie miała zamiaru zmienić zdania, chyba, że chodziło o obronę własną, to było co innego.
- Do niektórych chyba trzeba mówić łopatologicznie. - Skoro nie byli w stanie zrozumieć prostego przekazu, Ruda nie zamierzała się szczypać, mówiła wprost to, o czym myślała. Nie podobało jej się to w jaki sposób przebiegła tamta rozmowa.
Odetchnęła głośno na słowa Brenny. Nie do końca wiedziała, co mieli na myśli, czy naprawdę sądzili, że rzemieślnicy, czy medycy rzucą się do walki? Przecież to było dla nich samobójstwo, straciliby cennych ludzi, którzy mogli pomóc im w inny sposób. - Nie wiem, nie wyobrażam sobie tego, to droga do autodestrukcji. - Przynajmniej jej zdaniem, na szczęście podczas tej rozmowy nie musiała gryźć się w język, Longbottomowie wiedzieli do czego zmierza i mieli podejście podobne do tego jej, rozumieli, że każdy miał swoje miejsce, swoją fukncję podczas tej wojny. - To byłaby rzeź. - i nie, nie zamierzała zmienić zdania.
- Możemy zorganizować szkolenie z fal, jeśli ktoś będzie chciał się ich nauczyć, nie ma lepszego sposobu komunikacji od nich. - Widziała przecież, jak to ułatwiło jej i Brennie utrzymywanie kontaktu podczas akcji. Nie sądziła jednak, że każdy będzie w stanie to opanować. Lusterka, te też miały sens, tylko ile będą w stanie ich zorganizować?