• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[19.09. ranek] Lothlórien

[19.09. ranek] Lothlórien
szamanka
Kochajcie mnie, kochajcie, wy
—
 gęstwy zieleni
I wy, senne gromady powikłanych cieni
wiek
33
sława
III
krew
czysta
genetyka
—
zawód
alchemiczka, zielarka, leśnicza, stwórczyni
Tchnie czymś dzikim, nosi na sobie okruchy lasu: czasem we włosy zaplącze się uschnięta gałązka, czasem w materiał szaty wczepią nasiona czy wkleją niteczki pajęczyn, a czasem sama czarownica dokłada intencjonalnie atrybuty natury: ozdoby z ptasich piór, polnych kwiatów czy zwierzęcych kłów. Ciągnie się za nią woń suchych traw, żywicy i palonych kadzideł. Kobieta szczupła i przeciętnego wzrostu (164 cm), niebieskie oczy. Długie blond włosy o średnim skręcie, rzadko ułożone i wystylizowane, zwykle znajdzie się wśród nich kołtun. Spódnice szat Helloise są długie i mają głębokie kieszenie, w których zawsze znajdzie się nieco ziarna dla ptaków. Lubi mięsiste tkaniny, warstwy, ubrania swobodnie płynące za sylwetką, nie boi się wzorów ani koloru, choć wybiera głównie barwy głębokie i niezbyt nasycone lub bliskie ziemi: zielenie, brązy, zgaszone pomarańcze. Stawia przede wszystkim na praktyczność: materiały solidne, które posłużą długie lata i nie zaszkodzi im praca w ogrodzie. Zamiast sakwy często nosi pas na wzór dawnych châtelaine, do którego na skórzanych rzemykach przymocowane są drobne przedmioty: różdżka, futeralik z nożem, woreczek soli czy miniaturowe buteleczki eliksirów, w tym zawsze jedna z solami trzeźwiącymi. Helloise nie nosi klasycznej biżuterii. Posiada jedynie ozdoby z drewnianych koralików i elementów zwierzęcych.

Helloise Rowle
#4
24.11.2025, 18:02  ✶  
W oczach, które patrzyły na wilgowrona, malowały się dziecięce pokłady świeżej fascynacji oprawione w okrzepłe warstwy przyrodniczej mądrości. Każde piórko widziały osobno, podążały ciekawsko za krzywizną ptasiego dzioba, jakby nie wiedziały, gdzie się skończy. Oczy Helloise chwytały każde skubnięcie ziarenka — zastanawiały się, dlaczego padło akurat ten okruch, a nie drugi leżący tuż obok. Próbowała zrozumieć, w jakich kierunkach fruwały leciutkie ptasie myśli.
Oto oczy, które potrafiły się zachwycić. Serce, które wzruszało cierpienie drugich istot. Dusza, która chłonęła ich ból z przejmującą intensywnością. Ciało, które szukało drogi, by go wyciszyć — ukoić czy położyć kres.
Leniwe i półprzytomne wcześniej spojrzenie Helloise stężało, gdy ptaszek padł w konwulsji. Miniaturowy horror rozgrywający się na podłodze jej chaty przypominał surrealistyczny sen czy halucynację, a żadne nie było jej przecież obce. Jakie były szanse, że na podłodze jej chaty trzaskały właśnie kości szkolnej koleżanki? Jakie były szanse, że to wszystko jest jedynie w jej głowie? Granica między światem a jej umysłem dawno nie miała znaczenia. Czarownica tylko więc patrzyła, pochłonięta makabrycznym spektaklem. Kaleczył jej uszy bolesnym zawodzeniem, którego nie dało się zignorować. Przytrzymywał wzrok dziwacznym, niekomfortowym dramatem. Ręce czarownicy zastygły w pół gestu niezdecydowanego, czy będzie niósł ratunek, czy koniec. Przytłoczyła kobietę intensywność — nie zrobiła więc nic prócz patrzenia.
I patrzyła w milczeniu wciąż jeszcze, gdy Lorien zaczęła mówić. Helloise klęczała nad Crouchówną. Próbowała zrozumieć, czy gdy spuści dłoń na poranione ramię, czy trafi w zimną mgłę majaków, czy poczuje wtedy krew — prawdziwą, ciepłą, lepką między palcami. Nie odważyła się początkowo. Złapała jedno z piórek rozsypanych po podłodze, aby oglądać je z natarczywą ciekawością. Przesunęła palcem w górę jego cieniutkiego kręgosłupa, od którego odchodziły delikatne chorągiewki. Tak łatwo byłoby zniszczyć ich gładki układ. Ułożone teraz promyk przy promyku — a wystarczyłoby przeczesać je mocniej paznokciem pod włos, nastroszyć. Nigdy nie wróciłyby już do poprzedniego kształtu.
Helloise westchnęła i spojrzała na Lorien z jakąś mglistą przytomnością mogącą świadczyć o tym, że wreszcie zrozumiała, co się stało i kto znalazł się przed nią. Otworzyła usta, ale zamknęła je zanim wydobył się z nich jakikolwiek dźwięk — zrezygnowała.
Szeleszcząc szatami, położyła się obok Lorien na podłodze. Jasne loki rozsypały się w skołtuniony nimb wokół jej głowy, pomieszały z ciemnymi puklami. Leżała z ramionami spuszczonymi wzdłuż ciała, a pod opuszkami palców czuła kłujące końcówki piórek — nie potrafiła powstrzymać się przed maltretowaniem ich, jedno znalezisko po drugim. Nie spuszczała przy tym wzroku z sylwetki panny Crouch. Cisza się przedłużała.
— Jak wyglądają twoje czasy minione? — zapytała w końcu cicho. — Były ładne? Powinny być ładne, jeśli masz je kiedyś śnić już zawsze. — Zamyśliła się znów.
Tym razem, odpływając, odwróciła głowę. Patrzyła na smutną garstkę piór, które bezwiednie połamała — ptasie strzępki opadłe na wytarte deski parkietu, wmieszane między kurz a drewniane strużyny.
— Nie chowam się przed światem — odparła mętnie. Śledziła wychodzącego spomiędzy donic pajączka. Długie odnóża stąpały na wysokości wzroku czarownicy przytulającej do podłogi policzek. Prawie tak, jakby widzieli ten sam świat. Och, chciała zobaczyć jego świat. Jak widział jej własne oczy mały pajęczak, gdy stawał naprzeciwko? Czy gdyby ścisnęła płuca, jej oddech byłby zawieruchą? Zaległa na ziemi czarownica wyznaczała granicę jego świata. Był zbyt mały, by spojrzeć poza nią. — Tutaj naprawdę go doświadczam… bez tego… co powinnam tam właściwie robić? — Na chwilę jej twarz rozjaśnił pobłażliwy uśmiech wizji alternatywnego świata, w którym kroczyła co rano korytarzami Ministerstwa. — Co ty robisz? Czy tatuś dał ci prawdziwe więzienie? — zapytała dorosła kobieta słowami dziecka, które wierzyło we wszechmoc rodziców potrafiących świat ukształtować w idealny plac zabaw dla swojej małej księżniczki. Jej własny tatuś dał jej przecież ów wymarzony domek dla lalek na odludziu, żeby zamknąć usta swojemu rozwydrzonemu potworkowi. Helloise postawiła dłoń na drodze pajączka. Przestawiała ją niczym ściany więzienia, dopóki nie odważył się wspiąć na jej palce. Odwróciła się wówczas z powrotem do Lorien. — Może trochę chowam się przed ludźmi, ale… są tu więcej niż mile widziani, jeśli tylko zechcą mnie poszukać.
Pozwoliła obłazić się pająkowi. Między palcami i nadgarstkami splatała dla niego na odbarwionej kolorami ziemi skórze pagórki i doliny, małe przełęcze, mosty. Wędrował po ruchomej wyspie jej uniesionych rąk, dopóki jej dłoń nie spłynęła ostrożnie na obojczyk leżącej obok czarownicy, aby dać pajęczakowi nowe miejsce do eksplorowania. Pozostawiła go na wyeksponowanej kości i pilnowała jego ścieżek kątem oka, gdy jej ciepła ręka przesunęła się nieco dalej, w miękkie zagłębienie u podstawy szyi Lorien. Wiedźma szukała pod skórą pulsu. Patrzyła na unoszącą się pierś, słuchała oddechu. Wypatrywała znaku, że pod żebrami Crouch szamocze się uwięziony wilgowron, że to trzepot jego skrzydeł wyznacza rytm jej serca.


dotknij trawy
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Helloise Rowle (3301), Lorien Mulciber (3140)




Wiadomości w tym wątku
[19.09. ranek] Lothlórien - przez Lorien Mulciber - 21.09.2025, 15:17
RE: [19.09. ranek] Lothlórien - przez Helloise Rowle - 23.09.2025, 22:38
RE: [19.09. ranek] Lothlórien - przez Lorien Mulciber - 19.10.2025, 18:35
RE: [19.09. ranek] Lothlórien - przez Helloise Rowle - 24.11.2025, 18:02
RE: [19.09. ranek] Lothlórien - przez Lorien Mulciber - 26.11.2025, 22:47
RE: [19.09. ranek] Lothlórien - przez Helloise Rowle - 11.01.2026, 09:38
RE: [19.09. ranek] Lothlórien - przez Lorien Mulciber - 09.03.2026, 14:46
RE: [19.09. ranek] Lothlórien - przez Helloise Rowle - 25.03.2026, 23:44

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa