26.11.2025, 22:04 ✶
Jesienna aura nie chciała dać za wygraną tej, którą pozostawiła po sobie noc pełna płomieni. Złote liście spadały tak gęsto, jakby chciały ukryć ślady popiołów, utworzonym przez siebie dywanem. Im niżej słońce było, tym chłodniejszą noc zapowiada i szkoda tylko, że pełną chmur i dymu, przez co dostrzeżenie czegokolwiek ze stolicy było niemożliwe. Już światła wystarczająco to utrudniały. Chociaż jej spojrzenie głównie skupione było na Louvainie, czasem przemykało po porośniętych bluszczem kolumnach, po pustych ławkach, na których ktoś kiedyś wyrył za pomocą kluczyka jakieś słowa, po kołyszących się, coraz nagich gałęziach drzew. To poczucie, że coś się zmieniło, nie dawało jej spokoju, tląc się głęboko w środku.
Drgnęła, czując, jak pasmo włosów przemknęło jej po szyi, ale wciąż tkwiła w miejscu, mając go przed sobą. Nie brzmiała tak chłodno, jak zwykle, ale może nie chciał tego dostrzec. W jej tonie pojawiało się ciepło, drobne drżenia, być może ślad jakiegoś zawstydzenia, które przypominało zrzucenie z siebie ubrania. Ciężko było przebrnąć przez swoje własne mury, ale pojawiało się w nich coraz więcej szczelin. Zadarła podbródek, nie kuląc się przed jego reakcją i spojrzeniem, wychodząc naprzeciw onyksowym tęczówką. Zrozumiałe, że trudno było mu w to uwierzyć, przecież znał ją tylko taką. Nie widział tego, jaka była wcześniej i w jaki sposób okazywała uczucia, nie miał ku temu okazji. Jego słowa jak zwykle były precyzyjne, wymierzone. Słodko – gorzkie, bo miały trochę prawdy, ale też przedstawiały jej obraz tego, jak ją postrzegał.
Milczała jeszcze chwilę, gdy się odsunął. Nie zaprotestowała, ale jej głowa drgnęła, jakby czemuś zaprzecza. Westchnęła cicho, jej wzrok nawet na sekundę nie umknął z jego twarzy, pozwalała mu na cofnięcie swojej dłoni. - Problem w tym Louvain, że nie kłamie. Jeśli chcesz, możesz sprawdzić, masz wprawę w zaklęciach rozpraszających, prawda? - zaczęła wciąż spokojnie, chociaż przez ułamek sekundy pojawiła się zadziorna, nieco figlarna nuta, jakby celowo chciała go sprowokować. Uniosła dłoń, zgarniając jasne pasmo włosów za ucho. Mógł sprawdzić, niczego nie udawała.- Myślisz, że dlaczego zaczęłam się wyciszać, pozbywać się emocji? Wybierać je sobie? Nigdy po prostu nie poznałeś mnie od tej strony, ale to nie znaczy, że nie wiem, czym jest miłość i bliskość, jak chaotycznie uzależniające to potrafi być. - przerwała na chwilę, bo zachciało się jej śmiać na samo wspomnienie tego. Zrobiła krok na bok, krzyżując ręce na klatce piersiowej, a jej dłonie zacisnęły się na materiale płaszcza, na wysokości ramion. - Największa słabość i jednocześnie największe źródło siły, zabawne.
Dodała już ciszej jakby do samej siebie. Odchyliła głowę do tyłu, spoglądając na jedną z latarni, nieopodal której się znajdowali. Zaczęła mrugać, jakby ktoś rzucał na nią lums i nox, nie mogąc się zdecydować. Ćmy też nie wiedziały, czy powinny znaleźć się w jej blasku. Rozluźniła dłonie, znów się wyprostowała i obróciła tak, żeby mieć go przed sobą. Chciała kontynuować, ale ją ubiegł. - Nie mogę Cię do tego zmusić. - przytaknęła cicho na jego słowa, przenosząc wzrok na jego dłoń, która przez chwilę trzymała jej własną. Nie chciała jednak uciekać spojrzeniem na długo, nie dzisiejszego wieczora. Znów więc odnalazła jego spojrzenie, lecąc do niego jak nocne motyle do ognia, nie dając mu dziś odetchnąć od swoich niebieskich oczu. - Mylisz się. Wiem, jak jest czuć, tylko po prostu tego nie chciałam.
Cisza. Wciąż ją lubiła, wciąż odnajdywała spokój i sens w milczeniu, doszukując się więcej w gestach czy małych czynach, ale dziś było jej wyjątkowo dużo, co było do niego niepodobne. Nigdy by nie przypuszczała, że Louvain pragnął takiego rodzaju miłości, o jakiej pisano w książkach. Nierozsądnej. Dzikiej. Szalonej. Zapierającej dech w piersiach, sprawiającej, że noce był zawsze zbyt krótkie, wypełnionej fascynacją i pewnością, że cokolwiek się nie wydarzy, druga osoba będzie obok. Bo nie tylko jest kochanką i partnerem, ale też przyjacielem, który był zdolny do zrobienia wszystkiego dla drugiej osoby. Do każdego poświęcenia.
- Hmm? - mruknęła, wyrwana z zamyślenia, gdy się zbliżył. Uśmiechnęła się lekko jego stwierdzeniem, bo przecież ona dopiero zaczynała. Wybrała po prostu na początek te najtrudniejsze pytania, na które on wcale nie chciał odpowiadać. A może nie znał odpowiedzi? Coś w jej oczach zabłysło, gdy się nachylił. Przez chwilę patrzyła na jego usta, czując zapach jego perfum uderzający do jej nozdrzy, ale zaraz podniosła wzrok, odnajdując onyksowe tęczówki. Nie da mu dziś z tym spokoju, nie da mu satysfakcji, że uciekła od czegoś wzrokiem. Nie zdawał sobie sprawy, jak intensywne mogły być powroty do świata, w który pozwalało się przekroczyć drugiej osobie swoje granice. Nie odpowiedziała od razu, pozwalając sobie na kilka sekund trwania w tej bańce chłodu i pozornej bliskości. Nie powiedziała mu, do czego był jej potrzebny, bo przecież nie odpowiedział na jej pytania. Nie były według niego istotne, nie były prawidłowo zadane, Lestrange tego wieczora nie zadał też żadnych swoich pytań, więc to ono najmocniej rozbrzmiało w jej uszach. Gdyby zadał je miesiąc temu, odpowiedź byłaby zupełnie inna, bo w gruncie rzeczy uważała, że ma wszystko, czego potrzebowała w swoim małym, chłodnym świecie. Mogła się rozwijać, miała sporo niezależności, jak na kobietę i mogła dotrzymywać obietnic. A teraz? Teraz gdy znów wszystko nabierało kolorów, wydawało się jej to absolutnym minimum. Ciężko było jednak sprecyzować wszystkie te słowa, postanowiła więc zacząć od najprostszego. Kąciki ust jej drgnęły, jakby powstrzymywała parsknięcie niedowierzania na samą siebie. - Wszystkiego. - odezwała się w końcu, przerywając kolejną ciszę tego wieczora, znacznie głośniej niż opadające na ścieżkę liście. Podobnie, jak on wcześniej, też zrobiła pół kroku w jego stronę, zmniejszając dystans między nimi. Dostrzegła w jego oczach pojawiające się zirytowanie, więc kontynuowała, nie chcąc dać mu dojść do słowa, nie chcąc pozwolić mu na wybuch. - Chcę znaleźć siebie na nowo, przypomnieć sobie to, o czym zapomniałam. Poczuć. Wypełnić pustkę. - jej ramiona delikatnie drgnęły, gdy spojrzenie kobiety przemknęło z jego oczu tak, że obejmowało teraz całą jego twarz. Tym razem milczenie trwało może dwie sekundy, nie dłużej. Wciąż ich twarze były blisko siebie, a ona zadarła głowę tak, że jej oddech niemalże rozbijał się na jego wargach. - Ciebie. I chcę też wszystkiego od Ciebie. - ostatnie słowa wypowiedziała ciszej, nie robiąc jednak nic więcej. Teraz to zależało przecież tylko od Lou, a ona, chcąc czy nie, musiała mu pozwolić. Bo jednocześnie mogło być za późno, ale też mógł być to ostatni, idealny moment.
Drgnęła, czując, jak pasmo włosów przemknęło jej po szyi, ale wciąż tkwiła w miejscu, mając go przed sobą. Nie brzmiała tak chłodno, jak zwykle, ale może nie chciał tego dostrzec. W jej tonie pojawiało się ciepło, drobne drżenia, być może ślad jakiegoś zawstydzenia, które przypominało zrzucenie z siebie ubrania. Ciężko było przebrnąć przez swoje własne mury, ale pojawiało się w nich coraz więcej szczelin. Zadarła podbródek, nie kuląc się przed jego reakcją i spojrzeniem, wychodząc naprzeciw onyksowym tęczówką. Zrozumiałe, że trudno było mu w to uwierzyć, przecież znał ją tylko taką. Nie widział tego, jaka była wcześniej i w jaki sposób okazywała uczucia, nie miał ku temu okazji. Jego słowa jak zwykle były precyzyjne, wymierzone. Słodko – gorzkie, bo miały trochę prawdy, ale też przedstawiały jej obraz tego, jak ją postrzegał.
Milczała jeszcze chwilę, gdy się odsunął. Nie zaprotestowała, ale jej głowa drgnęła, jakby czemuś zaprzecza. Westchnęła cicho, jej wzrok nawet na sekundę nie umknął z jego twarzy, pozwalała mu na cofnięcie swojej dłoni. - Problem w tym Louvain, że nie kłamie. Jeśli chcesz, możesz sprawdzić, masz wprawę w zaklęciach rozpraszających, prawda? - zaczęła wciąż spokojnie, chociaż przez ułamek sekundy pojawiła się zadziorna, nieco figlarna nuta, jakby celowo chciała go sprowokować. Uniosła dłoń, zgarniając jasne pasmo włosów za ucho. Mógł sprawdzić, niczego nie udawała.- Myślisz, że dlaczego zaczęłam się wyciszać, pozbywać się emocji? Wybierać je sobie? Nigdy po prostu nie poznałeś mnie od tej strony, ale to nie znaczy, że nie wiem, czym jest miłość i bliskość, jak chaotycznie uzależniające to potrafi być. - przerwała na chwilę, bo zachciało się jej śmiać na samo wspomnienie tego. Zrobiła krok na bok, krzyżując ręce na klatce piersiowej, a jej dłonie zacisnęły się na materiale płaszcza, na wysokości ramion. - Największa słabość i jednocześnie największe źródło siły, zabawne.
Dodała już ciszej jakby do samej siebie. Odchyliła głowę do tyłu, spoglądając na jedną z latarni, nieopodal której się znajdowali. Zaczęła mrugać, jakby ktoś rzucał na nią lums i nox, nie mogąc się zdecydować. Ćmy też nie wiedziały, czy powinny znaleźć się w jej blasku. Rozluźniła dłonie, znów się wyprostowała i obróciła tak, żeby mieć go przed sobą. Chciała kontynuować, ale ją ubiegł. - Nie mogę Cię do tego zmusić. - przytaknęła cicho na jego słowa, przenosząc wzrok na jego dłoń, która przez chwilę trzymała jej własną. Nie chciała jednak uciekać spojrzeniem na długo, nie dzisiejszego wieczora. Znów więc odnalazła jego spojrzenie, lecąc do niego jak nocne motyle do ognia, nie dając mu dziś odetchnąć od swoich niebieskich oczu. - Mylisz się. Wiem, jak jest czuć, tylko po prostu tego nie chciałam.
Cisza. Wciąż ją lubiła, wciąż odnajdywała spokój i sens w milczeniu, doszukując się więcej w gestach czy małych czynach, ale dziś było jej wyjątkowo dużo, co było do niego niepodobne. Nigdy by nie przypuszczała, że Louvain pragnął takiego rodzaju miłości, o jakiej pisano w książkach. Nierozsądnej. Dzikiej. Szalonej. Zapierającej dech w piersiach, sprawiającej, że noce był zawsze zbyt krótkie, wypełnionej fascynacją i pewnością, że cokolwiek się nie wydarzy, druga osoba będzie obok. Bo nie tylko jest kochanką i partnerem, ale też przyjacielem, który był zdolny do zrobienia wszystkiego dla drugiej osoby. Do każdego poświęcenia.
- Hmm? - mruknęła, wyrwana z zamyślenia, gdy się zbliżył. Uśmiechnęła się lekko jego stwierdzeniem, bo przecież ona dopiero zaczynała. Wybrała po prostu na początek te najtrudniejsze pytania, na które on wcale nie chciał odpowiadać. A może nie znał odpowiedzi? Coś w jej oczach zabłysło, gdy się nachylił. Przez chwilę patrzyła na jego usta, czując zapach jego perfum uderzający do jej nozdrzy, ale zaraz podniosła wzrok, odnajdując onyksowe tęczówki. Nie da mu dziś z tym spokoju, nie da mu satysfakcji, że uciekła od czegoś wzrokiem. Nie zdawał sobie sprawy, jak intensywne mogły być powroty do świata, w który pozwalało się przekroczyć drugiej osobie swoje granice. Nie odpowiedziała od razu, pozwalając sobie na kilka sekund trwania w tej bańce chłodu i pozornej bliskości. Nie powiedziała mu, do czego był jej potrzebny, bo przecież nie odpowiedział na jej pytania. Nie były według niego istotne, nie były prawidłowo zadane, Lestrange tego wieczora nie zadał też żadnych swoich pytań, więc to ono najmocniej rozbrzmiało w jej uszach. Gdyby zadał je miesiąc temu, odpowiedź byłaby zupełnie inna, bo w gruncie rzeczy uważała, że ma wszystko, czego potrzebowała w swoim małym, chłodnym świecie. Mogła się rozwijać, miała sporo niezależności, jak na kobietę i mogła dotrzymywać obietnic. A teraz? Teraz gdy znów wszystko nabierało kolorów, wydawało się jej to absolutnym minimum. Ciężko było jednak sprecyzować wszystkie te słowa, postanowiła więc zacząć od najprostszego. Kąciki ust jej drgnęły, jakby powstrzymywała parsknięcie niedowierzania na samą siebie. - Wszystkiego. - odezwała się w końcu, przerywając kolejną ciszę tego wieczora, znacznie głośniej niż opadające na ścieżkę liście. Podobnie, jak on wcześniej, też zrobiła pół kroku w jego stronę, zmniejszając dystans między nimi. Dostrzegła w jego oczach pojawiające się zirytowanie, więc kontynuowała, nie chcąc dać mu dojść do słowa, nie chcąc pozwolić mu na wybuch. - Chcę znaleźć siebie na nowo, przypomnieć sobie to, o czym zapomniałam. Poczuć. Wypełnić pustkę. - jej ramiona delikatnie drgnęły, gdy spojrzenie kobiety przemknęło z jego oczu tak, że obejmowało teraz całą jego twarz. Tym razem milczenie trwało może dwie sekundy, nie dłużej. Wciąż ich twarze były blisko siebie, a ona zadarła głowę tak, że jej oddech niemalże rozbijał się na jego wargach. - Ciebie. I chcę też wszystkiego od Ciebie. - ostatnie słowa wypowiedziała ciszej, nie robiąc jednak nic więcej. Teraz to zależało przecież tylko od Lou, a ona, chcąc czy nie, musiała mu pozwolić. Bo jednocześnie mogło być za późno, ale też mógł być to ostatni, idealny moment.