27.11.2025, 06:11 ✶
- Dobrze - słowo zadźwięczało między nimi po chwili ciszy, skrzętnie wypełniając całą przestrzeń, jaką stworzył mu milczeniem Leviathan. Dobrze - nie chciała niczego zgłaszać, więc nie zamierzał na nią naciskać. Proponował to bardziej dla zasady niż z faktycznego przekonania, że Ministerstwo Magii, a już w szczególności Departament Przestrzegania Prawa, jest w stanie wymierzyć jakąkolwiek sprawiedliwość. Byli pociesznie nieudolni, w najlepszym wypadku, bo nawet kiedy śmierciożercom potykały się nogi, ci wciąż niekoniecznie umieli ich złapać. Dlaczego więc z mugolakami miałoby być inaczej? Dobrze - coś w kluczu basowym tego słowa, pobrzękiwało ze zwykłym zadowoleniem. Nie żyli, więc nie będą już sprawiać problemów. Życie oddało im z nawiązką za przewiny wobec Astorii i to mu wystarczało. A jeśli chociażby zostaliby ranni, co mieściło się w dodanym przez nią 'prawdopodobnie' to też nie było to niczym niewłaściwym. Kalectwo zdawało się momentami straszniejsze od śmierci.
- Rodolphus - powtórzył za nią, szukając w pamięci twarzy, która pasowała do imienia. Nie było to aż takie trudne, jeśli chociaż odrobinę interesowało się magiczną arystokracją. Jemu Lestrange kojarzył się z jakąś dziwną pedantycznością i sztywnością, chociaż musiał jej przyznać że słowo 'dupek' też całkiem dobrze mogło do niego pasować. - Nie zdziwiłbym się. W końcu niewymowni tak bardzo kochają te swoje sekreciki - wzruszył ramionami, niby to zbywająco, ale w jego tonie pobrzmiewała jakaś chłodna drwina. Departament Tajemnic chyba z żadnym innym wydziałem ministerstwa, nie miał pozytywnych kontaktów. Niewymowni byli specyficzni, a korytarze ich sal często sprawiały, że ktoś przypadkowo znikał. Nikt kto tam pracował nie mógł być normalny i za normalnego uważany.
- Chciałem wykupić Magiczną Menażerię. Nazwa ma już swoją renomę, działa na Pokątnej od bardzo długiego czasu. Swoją pierwszą sowę tam kupowałem - prychnął rozbawiony przywoływanym wspomnieniem. - Ale została potraktowana dokładnie tak samo jak i reszta podobnych jej lokali. - kiwnął głową, przyjmując propozycję by się napić. Nieprzyjemny zapach wiszący w powietrzu, przyklejał się do gardła nawet jeśli dym z ulic i lokali już dawno został wywiany. Ciemne chmury jednak wciąż wisiały nad Londynem, jakby ostrzegawczo. - A twój rodzinny dom albo galeria? Wszystko z nimi dobrze?
- Rodolphus - powtórzył za nią, szukając w pamięci twarzy, która pasowała do imienia. Nie było to aż takie trudne, jeśli chociaż odrobinę interesowało się magiczną arystokracją. Jemu Lestrange kojarzył się z jakąś dziwną pedantycznością i sztywnością, chociaż musiał jej przyznać że słowo 'dupek' też całkiem dobrze mogło do niego pasować. - Nie zdziwiłbym się. W końcu niewymowni tak bardzo kochają te swoje sekreciki - wzruszył ramionami, niby to zbywająco, ale w jego tonie pobrzmiewała jakaś chłodna drwina. Departament Tajemnic chyba z żadnym innym wydziałem ministerstwa, nie miał pozytywnych kontaktów. Niewymowni byli specyficzni, a korytarze ich sal często sprawiały, że ktoś przypadkowo znikał. Nikt kto tam pracował nie mógł być normalny i za normalnego uważany.
- Chciałem wykupić Magiczną Menażerię. Nazwa ma już swoją renomę, działa na Pokątnej od bardzo długiego czasu. Swoją pierwszą sowę tam kupowałem - prychnął rozbawiony przywoływanym wspomnieniem. - Ale została potraktowana dokładnie tak samo jak i reszta podobnych jej lokali. - kiwnął głową, przyjmując propozycję by się napić. Nieprzyjemny zapach wiszący w powietrzu, przyklejał się do gardła nawet jeśli dym z ulic i lokali już dawno został wywiany. Ciemne chmury jednak wciąż wisiały nad Londynem, jakby ostrzegawczo. - A twój rodzinny dom albo galeria? Wszystko z nimi dobrze?
We said we're going to conquer new frontiers
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast