— Wezmę je na warsztat w Departamencie, niech się pobawią i popatrzą, jak się czegoś więcej dowiem, to dam wam znać — podsumował kwestię owoców z Mabon Morpheus, kończąc w sumie rozmowę na ten temat. Pokiwał głową na wyjaśnienie ojca. Sam wahał się nad tym, czy pójść na przyjęcie Yaxleyów, nie był pewien, czy ma odpowiednie ubranie na tę okazję, ale wygrzebał coś z dna szafy w apartamencie Shafiqa, znalazł bardzo szybko krawcową gotową coś dla niego uszyć, nawet jeżeli nie było w jego zwykłym stylu.
Jeszcze nie wiedział, że to był chichot losu i miał wyglądać w nowej szacie, jakby przybył w trójkę z Vakelm i jego żoną.
— Kupiłem im jajko ze srebra, w którym są sztućce.
Sztućce kosztowały bardzo dużo pieniędzy, sprowadzone z Włoch, ale kto by na to patrzył. Polecono mu to jako prezent dla nowożeńców i tyle.
Noc mijała, a jego straszyła ciemna Warownia, ku której wciąż uciekał mu wzrok. Był tak zmęczony, więc w pewnym momencie przymilkł i przesuwał dania z prawej na lewą po talerzu. Wypił za to zdecydowanie za dużo. Trochę szumiało mu w głowie, a obraz był zamazany na brzegach. Kieliszki wchodziły zbyt płynnie i roztapiały pewne skamieniałe sentymenty.
Zapatrzył się na Dorę pustym wzrokiem, a świeca między nimi zgasła sama z siebie. Dym skulił się i popłynął w górę.
Przewaga: Wróżbiarstwo III — wróżba dla Dory
Dziadek do orzechów (kłopoty przemijają)
— Kłopoty przeminą — powiedział do niej tym dziwnym, nieco głuchym głosem, gdy wieszczenie przychodziło do niego samoistnie, bez jego woli czy udziału. — Widzę ich koniec w twojej przyszłości, Doro.
Uśmiechnął się do dziewczyny. Jej takich wróżb było potrzeba na pęczki.