30.11.2025, 21:49 ✶
Rozmowy przy Longbottomowym stole toczyły się jeszcze długo — na tyle długo, że dopiero Godryk, zbierający się do odejścia ze stołu zasygnalizował rodzinie, że było już późno. Ale, tak jak głowa rodziny wycofała się, aby odpocząć, tak reszta familii przysiedziała jeszcze trochę. Zaczęli się zbierać dopiero wtedy, kiedy wosk z dopalających się świec zaczął skapywać na obrus.
Zaczęto zatem przygotowywać się do dobrze znanego, tradycyjnego rytuału, który znał każdy, kto choć raz gotował górę jedzenia na spotkanie rodzinne. Chodzi bowiem o… sprzątanie. I w towarzystwie Tessy, która cząstkę swojej młodości (ledwie tydzień, bo dłużej nie wytrzymała), przepracowała w pubie jako kelnerka, objęto dokładny tor działania. Należało zebrać w jedną kupę wszystkie talerze, a na górze ułożyć sztućce. Resztki z kolacji skompresowano do kilku talerzy, które kolorami pasowały do osób, mających potem dostać ów wiktuały ze sobą. Tessa zaklepała trochę ciasta i pasztecików— miała w zamiarze przekazać to potem Anthony’emu, a także rodzinie Bletchey’ów, którzy zatrzymywali się razem z nią u Shafiqa.
Wszyscy zgodnie wycałowali się nawzajem; poklepano się po plecach, po policzkach i uszczypnięto w nosy. Życzono sobie dobranoc i miłego, przyszłego tygodnia.
Potem rozeszli się, a jedyną oznaką, że cokolwiek działo się w ogrodzie Warowni, był nikły zapach pieczonych dyni.
Zaczęto zatem przygotowywać się do dobrze znanego, tradycyjnego rytuału, który znał każdy, kto choć raz gotował górę jedzenia na spotkanie rodzinne. Chodzi bowiem o… sprzątanie. I w towarzystwie Tessy, która cząstkę swojej młodości (ledwie tydzień, bo dłużej nie wytrzymała), przepracowała w pubie jako kelnerka, objęto dokładny tor działania. Należało zebrać w jedną kupę wszystkie talerze, a na górze ułożyć sztućce. Resztki z kolacji skompresowano do kilku talerzy, które kolorami pasowały do osób, mających potem dostać ów wiktuały ze sobą. Tessa zaklepała trochę ciasta i pasztecików— miała w zamiarze przekazać to potem Anthony’emu, a także rodzinie Bletchey’ów, którzy zatrzymywali się razem z nią u Shafiqa.
Wszyscy zgodnie wycałowali się nawzajem; poklepano się po plecach, po policzkach i uszczypnięto w nosy. Życzono sobie dobranoc i miłego, przyszłego tygodnia.
Potem rozeszli się, a jedyną oznaką, że cokolwiek działo się w ogrodzie Warowni, był nikły zapach pieczonych dyni.
Koniec sesji
It's such an ancient pitch
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you
But one I wouldn't switch
'Cause there's no nicer witch than you