01.12.2025, 07:57 ✶
Hannibal przewrócił oczami, słysząc pytanie skierowane do Henry’ego. Oczywiście, Ellie troszczyła się o niego, biednego i uciśnionego, bo nie tylko on jeden miał swoją pracę do wykonania! Hannibal miał wrażenie, że Henry zaczyna trzaskać talerzami w kuchni czy czymkolwiek, co akurat miał w ręce zawsze wtedy, kiedy on przechadzał się po pokoju, ćwicząc swoją rolę. Że wzdycha rozpaczliwie i zwraca oczy do nieba, jakby był w Kowenie a nie we własnym domu za każdym razem, kiedy Hannibal zaczyna śpiewać - a przecież wcale nie śpiewał religijnych pieśni i brzmiał zdecydowanie lepiej, niż wtedy, gdy męczył go kaszel.
Próbował być wyrozumiały. Wiedział, że przyjęcie pod swój dach znajomego, z którym dotąd utrzymywał dość sporadyczne kontakty, musi być obciążeniem dla Lockharta - zarówno ze względu na jego przyzwyczajenia i raczej spokojny charakter, jak i na zarobki i rozmiary mieszkania. Ogarnął zatem wizytę uzdrowiciela, zaoferował pokrycie części wydatków na jedzenie albo zamawianie gotowego po to, żeby Henry nie musiał robić codziennie za kucharkę, a nawet uzupełniał potajemnie zapasy w lodówce, by na coś się przydać i okazać swoją wdzięczność. A jednak wciąż wcale nie czuł się mile widziany, mimo, że starał się już od tygodnia, tyle, ile mieszkali razem.
Pierwszym odruchem Hannibala było oczywiście postarać się bardziej, ale Henry wydawał się wręcz obrażony za każdym razem, kiedy Hannibal wykazuje inicjatywę. Selwyn nie miał pojęcia, dlaczego i zaczynało go to wkurzać.
Teraz jednak o dziwo kumpel nie wstał i nie zamknął się w swoim pokoju w cierpiętniczym milczeniu.
Nie przeszkadzacie mi. Serio.
Łaskawca.
Selwyn usiadł w niedbałej pozycji, z nogami wciąż na kanapie, wysunął dłoń przed siebie i zatrzepotał palcami w powietrzu. Uśmiechnął się do Electry.
- Nikt jeszcze nie narzekał na moje palce… - powiedział tonem przechwałki. No, nikt poza instruktorem pianina za dzieciaka - Ech, może powinienem zrobić sobie przerwę. Szycie jakoś szybciej idzie. I mniej męczy.
Do jednej wyciągniętej dłoni dołączyła druga i Hannibal zaczął je wyginać w najróżniejsze strony, rozciągając pospinane nadgarstki i przedramiona.
Wcale, ale to wcale nie rzucił w stronę Henry’ego ukradkowego spojrzenia, bo wcale, ale to wcale nie interesowało go jego dłubanie w aparacie (a już na pewno nie podziwiał tego, jak Henry potrafi rozmontować i zmontować swój sprzęt tak, że na stole nie zostaje garść zagubionych śrubek, jak to się przytrafiło jemu samemu, kiedy próbował odczyścić z sadzy swoją maszynę do szycia).
Próbował być wyrozumiały. Wiedział, że przyjęcie pod swój dach znajomego, z którym dotąd utrzymywał dość sporadyczne kontakty, musi być obciążeniem dla Lockharta - zarówno ze względu na jego przyzwyczajenia i raczej spokojny charakter, jak i na zarobki i rozmiary mieszkania. Ogarnął zatem wizytę uzdrowiciela, zaoferował pokrycie części wydatków na jedzenie albo zamawianie gotowego po to, żeby Henry nie musiał robić codziennie za kucharkę, a nawet uzupełniał potajemnie zapasy w lodówce, by na coś się przydać i okazać swoją wdzięczność. A jednak wciąż wcale nie czuł się mile widziany, mimo, że starał się już od tygodnia, tyle, ile mieszkali razem.
Pierwszym odruchem Hannibala było oczywiście postarać się bardziej, ale Henry wydawał się wręcz obrażony za każdym razem, kiedy Hannibal wykazuje inicjatywę. Selwyn nie miał pojęcia, dlaczego i zaczynało go to wkurzać.
Teraz jednak o dziwo kumpel nie wstał i nie zamknął się w swoim pokoju w cierpiętniczym milczeniu.
Nie przeszkadzacie mi. Serio.
Łaskawca.
Selwyn usiadł w niedbałej pozycji, z nogami wciąż na kanapie, wysunął dłoń przed siebie i zatrzepotał palcami w powietrzu. Uśmiechnął się do Electry.
- Nikt jeszcze nie narzekał na moje palce… - powiedział tonem przechwałki. No, nikt poza instruktorem pianina za dzieciaka - Ech, może powinienem zrobić sobie przerwę. Szycie jakoś szybciej idzie. I mniej męczy.
Do jednej wyciągniętej dłoni dołączyła druga i Hannibal zaczął je wyginać w najróżniejsze strony, rozciągając pospinane nadgarstki i przedramiona.
Wcale, ale to wcale nie rzucił w stronę Henry’ego ukradkowego spojrzenia, bo wcale, ale to wcale nie interesowało go jego dłubanie w aparacie (a już na pewno nie podziwiał tego, jak Henry potrafi rozmontować i zmontować swój sprzęt tak, że na stole nie zostaje garść zagubionych śrubek, jak to się przytrafiło jemu samemu, kiedy próbował odczyścić z sadzy swoją maszynę do szycia).