01.12.2025, 13:33 ✶
Dla Flinta nigdy nie liczyło się coś konkretnego. Chodziło o to, żeby dzielić się tym, co wyprodukowały nasze ręce. On dawał rodzicom średnio estetyczne laurki, oni jemu to, co ojciec przywiózł zza morza i co ugotowała matka. Bo o to w tym chodziło, tak? Zawsze mówili sobie z siostrą, że ta wspólnota jest najważniejsza na świecie. Chodziło o sam fakt dzielenia się, a nie to czym się dzieliło.
Matka nadała mi takie imię,
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr