02.12.2025, 23:26 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.12.2025, 23:29 przez Anthony Shafiq.)
Kula pozostała.
Pozostało też wiszące w powietrzu pytanie.
Pozostały odbicia przypatrujące się porażce.
Nie było w tym wiele magii. Czysta psychologia. Urzeczywistniony koszmar bycia obserwowanym cały czas… Nieskończoną ilość razy. I w każdej chwili każda z Eden mogła wstać, zrobić, powiedzieć coś innego. Jakby dusza została porwana na kawałeczki, ułożone następnie z porażającą układ nerwowy precyzją.
Czy to co myślała, co czuła, nie było tylko odbiciem?
Czegoś.
Kogoś.
Anthony wpatrywał się w nią i czekał, a gdy uniosła różdżkę po to by ją finalnie opuścić, uśmiechnął się do niej. Ciepło i łagodnie. Dziwacznie i przerażająco w kontekście do miejsca w którym ją zamknął. Gdzie byłī drzwi? Za jej plecami, czy za jego?
— Rzeczy, które przychodzą nam z łatwością, tu stają się niebywałym wysiłkiem woli, ducha, a nawet ciała. Pewnego dnia, zostałem zabrany do podobnej sali, gdy byłem w Japonii. Opuszczając tamto miejsce zrozumiałem, że aby pojąć naturę magii, trzeba przekraczać siebie zawsze. Obserwować swoje działania z każdego kąta. Słuchać głosu największego krytyka, którym jesteśmy my sami, w swoich głowach, w swoich sercach. Wsłuchać się i poczuć… jak to przepływa i odpływa. A wtedy, gdy strach zdaje isę być tylko chłodnym deszczem, a nie pasożytem trawiącym nasze wnętrzności… Przychodzi wolność i zrozumienie.
Uniósł dłoń i skupił się, by samemu rzucić pozornie na ściany okrycie. Pozbawioną transparentności płachtę, mogącą ukoić przez moment dezorientację w tym niepokojącym pomieszczeniu. Tak na prawdę jednak, spróļował rzucić magię zauroczeń na nią. Czy jej umysł poczuje? Powinien, w końcu odbyła autorski staż. A może nie poczuje? Sam był ciekaw. Sam szukał, a odbicia obserwowały każdy ruch. A usta, jego własne usta, szeptały mu najsroższą krytykę, którą mógł usłyszeć. Koncentracja była kluczem.
Pierwsza próba… nieudana. Zaśmiał się sam z siebie, podobnie jak pozostałe oblicza. Mistrz i uczeń, uczeń i mistrz, kto był odbiciem kogo? Zamiast jednak mówić coś więcej, spróbował drugi raz, ponownie bez różdżki.
Druga próba
Tak. Tym razem był bliżej. Wciąż jednak umykał mu splot zauroczenia. Zabawne, jak wiele lat człowiek poświęcał, by chronić się przed tą magią aby teraz… szukać.
Odetchnął.
- Jeszcze raz. Najpierw Ty. Potem ja. Zainspiruj mnie. - To mogło brzmieć protekcjonalnie, Anthony jednak w swoich gestach i słowach dobieranych w te gęste warkocze znaczeń przypominał bardziej nieco ekscentrycznego nauczyciela i nawet dyskomfort tego miejsca, nie infekował go w żaden sposób. Chociaż tyle. Aż tyle.
Pozostało też wiszące w powietrzu pytanie.
Pozostały odbicia przypatrujące się porażce.
Nie było w tym wiele magii. Czysta psychologia. Urzeczywistniony koszmar bycia obserwowanym cały czas… Nieskończoną ilość razy. I w każdej chwili każda z Eden mogła wstać, zrobić, powiedzieć coś innego. Jakby dusza została porwana na kawałeczki, ułożone następnie z porażającą układ nerwowy precyzją.
Czy to co myślała, co czuła, nie było tylko odbiciem?
Czegoś.
Kogoś.
Anthony wpatrywał się w nią i czekał, a gdy uniosła różdżkę po to by ją finalnie opuścić, uśmiechnął się do niej. Ciepło i łagodnie. Dziwacznie i przerażająco w kontekście do miejsca w którym ją zamknął. Gdzie byłī drzwi? Za jej plecami, czy za jego?
— Rzeczy, które przychodzą nam z łatwością, tu stają się niebywałym wysiłkiem woli, ducha, a nawet ciała. Pewnego dnia, zostałem zabrany do podobnej sali, gdy byłem w Japonii. Opuszczając tamto miejsce zrozumiałem, że aby pojąć naturę magii, trzeba przekraczać siebie zawsze. Obserwować swoje działania z każdego kąta. Słuchać głosu największego krytyka, którym jesteśmy my sami, w swoich głowach, w swoich sercach. Wsłuchać się i poczuć… jak to przepływa i odpływa. A wtedy, gdy strach zdaje isę być tylko chłodnym deszczem, a nie pasożytem trawiącym nasze wnętrzności… Przychodzi wolność i zrozumienie.
Uniósł dłoń i skupił się, by samemu rzucić pozornie na ściany okrycie. Pozbawioną transparentności płachtę, mogącą ukoić przez moment dezorientację w tym niepokojącym pomieszczeniu. Tak na prawdę jednak, spróļował rzucić magię zauroczeń na nią. Czy jej umysł poczuje? Powinien, w końcu odbyła autorski staż. A może nie poczuje? Sam był ciekaw. Sam szukał, a odbicia obserwowały każdy ruch. A usta, jego własne usta, szeptały mu najsroższą krytykę, którą mógł usłyszeć. Koncentracja była kluczem.
Podjęcie próby wyczarowania prymitywnej iluzji ściany w kolorze szarym
Rzut O 1d100 - 23
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Pierwsza próba… nieudana. Zaśmiał się sam z siebie, podobnie jak pozostałe oblicza. Mistrz i uczeń, uczeń i mistrz, kto był odbiciem kogo? Zamiast jednak mówić coś więcej, spróbował drugi raz, ponownie bez różdżki.
Druga próba
Rzut O 1d100 - 45
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Tak. Tym razem był bliżej. Wciąż jednak umykał mu splot zauroczenia. Zabawne, jak wiele lat człowiek poświęcał, by chronić się przed tą magią aby teraz… szukać.
Odetchnął.
- Jeszcze raz. Najpierw Ty. Potem ja. Zainspiruj mnie. - To mogło brzmieć protekcjonalnie, Anthony jednak w swoich gestach i słowach dobieranych w te gęste warkocze znaczeń przypominał bardziej nieco ekscentrycznego nauczyciela i nawet dyskomfort tego miejsca, nie infekował go w żaden sposób. Chociaż tyle. Aż tyle.