• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 16 Dalej »
[12.1952] it's beginning to lot a lot like... | Prudence, Aloysius

[12.1952] it's beginning to lot a lot like... | Prudence, Aloysius
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#4
03.12.2025, 00:38  ✶  
Kiedy tylko zobaczyłem uśmiech, który pojawił się na jej twarzy, miałem wrażenie, że zrobiło się odrobinę cieplej, chociaż śnieg walił nam na głowy jakby miał ambicję przysypać całą szkołę. To było coś absolutnie typowego - ja ledwo zdążyłem wyjść z szatni, a ona już wyglądała tak, jakby zobaczyła coś… Dobrego? Ważnego? I jasne, wiedziałem, że to nie powinno nic znaczyć, przyjaciele mogą się do siebie uśmiechać, ale kiedy uśmiechała się do mnie, zawsze czułem coś w żołądku, niepokojąco przyjemnego, potrafiła mnie tym kompletnie rozbroić. Nie potrafiłem nie reagować na ten uśmiech - robił mi jakieś głupie rzeczy z sercem, jakby nagle chciało podskoczyć, a potem udawało, że nic się nie stało. Prue się cieszyła, ja mówiłem sobie, że to nic takiego, przyjaciele tak robią - pewnie, tak powinno być. Tylko czemu za każdym razem czułem to dziwne, ciepłe ukłucie pod żebrami, jakby ktoś tam zamontował mi detektor jej obecności?
Parsknąłem cicho pod nosem. Tak, mogłem być, ale nie chciałem.
- Nie wiem, kto ci nagadał, że umiem znikać. Ja po prostu… Chodzę jak człowiek, tylko czasem szybciej. - Udawałem oburzonego, ale oczy uciekały mi w bok, bo kiedy patrzyła tak wprost, czułem się trochę za bardzo odkryty. Przyglądała mi się bardzo dokładnie, a ja od razu poczułem, że zaczynam się zachowywać jak idiota - wyprostowałem się o milimetr, poprawiłem szalik, który i tak leżał krzywo, odgarnąłem włosy z czoła, chociaż wróciły na miejsce po trzech sekundach - zawsze tak robiłem, kiedy patrzyła. Czułem się wtedy… Zauważony, w ten bardzo specyficzny sposób, to było jednocześnie przyjemne i trochę przerażające. Patrzyła na mnie długo i intensywnie, jakby miała w oczach jakieś specjalne zaklęcie diagnostyczne. Zawsze wtedy prostowałem plecy, jakbym musiał nagle udowodnić, że naprawdę mam wszystkie kończyny na miejscu, kiedy usłyszała, że oberwałem tłuczkiem, jej mina zmieniła się tak szybko, że nawet mnie to lekko wystraszyło.
- Ej, nie patrz tak. - Uniosłem obronnie ręce, ale zaraz jedną schowałem, bo bark mnie ciągnął. - Pruey, przysięgam, że żyję. To nic, jakby bolało… To bym powiedział. - Kłamałem jak z nut, ale trzynastolatek ma swoje dumy.
Uniósłem brwi, próbując wyglądać poważnie.
- Nie będę smarowany żadną tajemniczą maścią, Pruey. Nigdy nie wiadomo, co twój tata tam miesza. Może by mi wyrosły skrzela, a ja, no, latam, nie pływam. - Ale w głosie miałem miękki śmiech, ten, który pojawiał się tylko przy niej. Byłem pewien, że gdyby naprawdę mnie bolało, pozwoliłbym jej zrobić wszystko - nawet posmarować bark czymś, po czym pachniałbym dwa dni ziołowym czymś.
Wywróciłem oczami, ale łagodnie.
- Ty i to twoje „chowanie się”. - Pochyliłem się trochę, żeby móc spojrzeć jej w twarz. - Pruey, ludzie zadają pytania, bo to jest… Normalne, zazwyczaj, a jak cię o coś kijowego zapytają, możesz po prostu nie odpowiadać, to moja metoda. Działa świetnie. - Brzmiało to głupio, ale to było jedyne, na co było mnie stać przy niej - na głupie rzeczy. Strzepnąłem jej śnieg z ramion, a ona nic nie powiedziała przez moment, jakby to było coś wielkiego. Dla mnie… Trochę było. Parsknąłem, patrząc na nią z góry, przez kosmyki przyklejone do czoła od śniegu. Wykrzywiłem usta w czymś w rodzaju uśmiechu, bardziej zadziornego niż zwykle.
- No, jasne, że polecę. - Odpowiedziałem bez wahania. - Jak się przewracasz, to jestem twoją amortyzacją, to część umowy przyjaźni. Małym druczkiem. - Ścisnąłem jej dłoń odrobinę mocniej, żeby wiedziała, że może iść pewniej. Śnieg pod butami skrzypiał w rytm naszych kroków, a mimo wszystko, Prue szła naprawdę ostrożnie, jakby stąpała po cienkim lodzie nad przepaścią, więc ja dostosowałem tempo, nawet jeśli oznaczało to, że będziemy szli trzy razy dłużej - nie żałowałem ani trochę. Na ułamekl sekundy zerknąłem na nasze dłonie - jej palce były wąskie, drobne i chłodne, moje całe czerwone od zimna, ale w jakiś sposób wciąż cieplejsze od jej. To było dość… Krępujące, że to zauważyłem, jeszcze bardziej krępujące, że serce zrobiło mi coś głupiego w klatce - takie mocniejsze pchnięcie, jakby się na moment potknęło razem z nią. Przewróciłem oczami - tak teatralnie, jak tylko mogłem, ale i tak w końcu spojrzałem na nią z ukosa, jednym z tych moich krótkich, trochę nieśmiałych spojrzeń, które nie miały prawa istnieć, skoro byłem „cool graczem od Quidditcha”, jak mówił Rasmus.
- Żeby nie było, to nie jest tak, że ja od razu padnę jak kłoda, bo ty stracisz równowagę. - Mruknąłem, lekko ściszonym głosem, chociaż nie wiedziałem, czemu go ściszałem. - Mam… Refleks. - Brzmiało to jak przechwałki, ale w mojej głowie to był fakt - przecież łapałem znicze, unikałem tłuczków, no, zazwyczaj unikałem. Te słowa powiedziałem niby zwyczajnie, ale prawda była taka, że bardzo chciałem, żeby to brzmiało… Pewnie. Dorosło? Może nawet odrobinę imponująco, jakbym był kimś, kto potrafił ją ochronić przed wszystkimi śliskimi powierzchniami świata. Po dwóch krokach ona, oczywiście, lekko się zachwiała, złapałem ją mocniej - refleks gryfońskiego ścigającego, po raz pierwszy użyty do czegoś, co naprawdę miało znaczenie, przynajmniej dla mnie.
Zsunąłem spojrzenie w dół, na nasze dłonie - jej palce naprawdę były lodowate, ścisnąłem je więc odrobinę mocniej, kompletnie mimowolnie.
- Poza tym, jak już mam z kimś lecieć na ziemię, to wolę z tobą. - Wymsknęło mi się zanim zdążyłem to przemyśleć, po czym zrobiło mi się gorąco w kark. - Nie… Że chcę się wywalać. Tylko… Wiesz. Że jesteś… Lżejsza. To może będzie mniej bolało. - Kapitalne wyjście z sytuacji, Rookwood, naprawdę mistrz.
Szliśmy po ścieżce, ostrożnie, a śnieg robił się coraz mniej sypki. Zamek świecił pojedynczymi oknami, w oddali słyszeliśmy jakieś grupki uczniów wracających z biblioteki czy zajęć dodatkowych, ale świat, ten prawdziwy, kończył się na tej cienkiej warstwie lodu pod naszymi butami i na ciepłych punktach, w których stykały się nasze dłonie.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (5182), Prudence Fenwick (4844)




Wiadomości w tym wątku
[12.1952] it's beginning to lot a lot like... | Prudence, Aloysius - przez Prudence Fenwick - 02.12.2025, 15:35
RE: [12.1952] it's beginning to lot a lot like... | Prudence, Aloysius - przez Benjy Fenwick - 02.12.2025, 21:21
RE: [12.1952] it's beginning to lot a lot like... | Prudence, Aloysius - przez Prudence Fenwick - 02.12.2025, 22:15
RE: [12.1952] it's beginning to lot a lot like... | Prudence, Aloysius - przez Benjy Fenwick - 03.12.2025, 00:38
RE: [12.1952] it's beginning to lot a lot like... | Prudence, Aloysius - przez Prudence Fenwick - 03.12.2025, 13:56
RE: [12.1952] it's beginning to lot a lot like... | Prudence, Aloysius - przez Benjy Fenwick - 03.12.2025, 15:30
RE: [12.1952] it's beginning to lot a lot like... | Prudence, Aloysius - przez Prudence Fenwick - 03.12.2025, 20:14
RE: [12.1952] it's beginning to lot a lot like... | Prudence, Aloysius - przez Benjy Fenwick - 03.12.2025, 21:59
RE: [12.1952] it's beginning to lot a lot like... | Prudence, Aloysius - przez Prudence Fenwick - 04.12.2025, 00:29
RE: [12.1952] it's beginning to lot a lot like... | Prudence, Aloysius - przez Benjy Fenwick - 04.12.2025, 01:24
RE: [12.1952] it's beginning to lot a lot like... | Prudence, Aloysius - przez Prudence Fenwick - 04.12.2025, 13:05
RE: [12.1952] it's beginning to lot a lot like... | Prudence, Aloysius - przez Benjy Fenwick - 04.12.2025, 21:45

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa