Wymacała swoją różdżkę – ta była cała i na miejscu, całe szczęście, czego nie mogła niestety powiedzieć o sobie, bo czuła, że żołądek ma związany w supeł i że boleśnie stłukła sobie kolana. Bolały ją też dłonie po tym, jak się wywróciła i ciało dość odruchowo i naturalnie poleciało właśnie na nie. Oddychała teraz głęboko, wdychając znajomy, kojący zapach wrzosów, gdy nagle usłyszała szelest, jakby materiału i kroki na ubitej ziemi, a zaraz za tym dołączył do tego głos. Całkowicie obcy i… męski.
– Ja… chyba tak – odparła z westchnieniem, patrząc w kierunku nieznajomego, nie do końca rozumiejąc co się właściwie dzieje. Znaczy… rozumiała jedno: teleportowała się nie tam, gdzie chciała, może nawet była bliska rozszczepienia, a jej żołądek jak zwykle nie wytrzymał. Dość odruchowo podała mężczyźnie dłoń – prawą, nie tą, którą przetarła usta, i z wdzięcznością, choć trochę skołowana, pozwoliła sobie pomóc wstać. Rozejrzała się przy tym na boki po absolutnie nieznanej jej okolicy, a zaraz po tym, jakby dotarło do niej, że naprawdę mogła się rozszczepić i dość nerwowo zaczęła oglądać swoje ciało. Dłonie, ręce, obróciła się nawet, żeby się upewnić, że nie ma jakichś ran na plecach, ale… wyglądało na to, że była cała.
No może ubyło jej odrobinę dumy, ale tę zaraz spróbowała schować do kieszeni, by się nie zarumienić z zakłopotaniem.
– Dziękuję za pomoc – powiedziała w końcu, gdy uświadomiła sobie, że nawet nie podziękowała, a gdy nieznajomy zwrócił uwagę na to, że idzie burza, odruchowo uniosła głowę, żeby spojrzeć na ciemniejące niebo. To faktycznie zdawało się być niżej, niż w rzeczywistości. Cholera, niedobrze. I jeszcze… Na kolejną wzmiankę Lazarus miał pełna uwagę Ginevry. – Jak to nie działa? – może i zapytała trochę bez sensu i choć mówiła z ewidentnie obcym, egzotycznym akcentem, to rozumiała doskonale co do niej powiedział, po prostu nie mieściło jej się to w głowie. Rozszerzyła nawet oczy w zdziwieniu i raz jeszcze spojrzała to w lewo, to w prawo…. No nic tu nie było, czemu teleportacja miała nie działać? Dlaczego akurat tutaj? Znajdowała się tu jakaś bariera antyteleportacyjna? Na takim wypiździewie?
– Nie… Może… mmm może nadal w Walii? Widziałam tu pola wrzosowisk – poza tym, miało to dla niej sens, bo właśnie stamtąd się teleportowała, nie tak? Skąd miała wiedzieć, że wywiało ją kompletnie nie tam gdzie chciała… Skąd miała wiedzieć, jak bardzo nieznajomego wywiało? Z tymi słowami tknęło ją, wyciągnęła różdżkę i wycelowała ją w swoją drugą dłoń, chcąc ją wyczyścić. Tak samo zresztą jak to, co napaskudziła na ziemi.
// Kształtowanie ◉◉◉○○ – na wyczarowanie czyszczącej piany
Akcja nieudana
Niewiele to jednak dało, z jej różdżki poleciało tylko kilka smętnych kropel, na co McGonagall zmarszczyła brwi i w tej chwili zagrzmiało, aż podskoczyła, a chwilę później oboje mogli poczuć pierwsze, zimne krople na twarzy. Wytarła dłoń o jeden z wrzosów i sama gotowa była pobiec w kierunku tych drzew, choć czy było to specjalnie mądre, skoro ewidentnie zbliżała się burza? Nie miała z tym zbyt dużego doświadczenia.