03.12.2025, 10:08 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.12.2025, 10:45 przez Anthony Shafiq.)
Zdawało mu się, że oczy Jonathana lśniły inaczej, że jego twarz zatopiona w barwach, twarz estety degustującego wzrokiem rozciągającą się przed nim i przy nim i wokół niego paletę odbija te wszystkie emocje, które były biegunowe od stanu, jaki towarzyszył mu niedługo po przebudzeniu. Jonathan zdawał się zawsze, a teraz tym bardziej, niespożytym źródłem energii, pasji i apetytu na życie, a Anthony musiał zmierzyć się z prawdą, że Jonathan miał również niespożyty apetyt na niego właśnie.
Prawie go nie usłyszał, zbyt ogłuszony waleniem własnego serca, teraz w tej psychicznej nagości, w której stanął przed nim nie na moment, a na czas odliczany minutami, może… może godzinami? Szarość lęku spotkała się z żółcią radości, mieszając się ze sobą i w sobie w obezwładniającą ekscytację.
Zdawało mu się, że czuje jak magia trzeciego oka dotyka go delikatnie, bada i poddaje próbie, zupełnie jakby ktoś położył dłoń na najdelikatniejszym fragmencie odsłoniętego ciała. Zaufanie. Tego chciał, tego szukał, to dostawał i dawał, teraz tak bardzo dawał. Bardzo świadomie tłumił odruch obronny, klatka piersiowa drżała nieregularnym, świszczącym oddechem.
– Kocham… – urwał na moment, nie chcąc rzucać słów na wiatr, nie chcąc by wyznanie nie miało pokrycia w rzeczywistości. Czy rzeczywiście to doświadczenie było dla niego przyjemne? Jak często byłby w stanie po nie sięgać? Na oślep szukał ust czy skóry, czy czegokolwiek w czym mógłby utonąć słowa, które potrzebowały potwierdzenia. W końcu jednak znalazł odpowiedź, rozkochany we wrażeniu, które niosło ze sobą przekonanie synergii w jaką wpadali. Owe odsłonięcie, sprawiało niekłamaną przyjemność Jonathanowi a on chciał, tak bardzo chciał mu sprawiać przyjemność. – kocham, gdy to robisz – dokończył w końcu, choć w obecnej chwili rzeczywiście preferowałby, żeby Jonathan robił to ze zdecydowanie bliższego dystansu.
Prawie go nie usłyszał, zbyt ogłuszony waleniem własnego serca, teraz w tej psychicznej nagości, w której stanął przed nim nie na moment, a na czas odliczany minutami, może… może godzinami? Szarość lęku spotkała się z żółcią radości, mieszając się ze sobą i w sobie w obezwładniającą ekscytację.
Zdawało mu się, że czuje jak magia trzeciego oka dotyka go delikatnie, bada i poddaje próbie, zupełnie jakby ktoś położył dłoń na najdelikatniejszym fragmencie odsłoniętego ciała. Zaufanie. Tego chciał, tego szukał, to dostawał i dawał, teraz tak bardzo dawał. Bardzo świadomie tłumił odruch obronny, klatka piersiowa drżała nieregularnym, świszczącym oddechem.
– Kocham… – urwał na moment, nie chcąc rzucać słów na wiatr, nie chcąc by wyznanie nie miało pokrycia w rzeczywistości. Czy rzeczywiście to doświadczenie było dla niego przyjemne? Jak często byłby w stanie po nie sięgać? Na oślep szukał ust czy skóry, czy czegokolwiek w czym mógłby utonąć słowa, które potrzebowały potwierdzenia. W końcu jednak znalazł odpowiedź, rozkochany we wrażeniu, które niosło ze sobą przekonanie synergii w jaką wpadali. Owe odsłonięcie, sprawiało niekłamaną przyjemność Jonathanowi a on chciał, tak bardzo chciał mu sprawiać przyjemność. – kocham, gdy to robisz – dokończył w końcu, choć w obecnej chwili rzeczywiście preferowałby, żeby Jonathan robił to ze zdecydowanie bliższego dystansu.