03.12.2025, 20:38 ✶
— Średnio się znam na klątwach — przyznała, mimo że gdzieś w środku aż ją korciło, aby się obruszyć. Padanie ofiarą klątw trafiało się jej nazbyt często, jak na przełom sezonu wakacyjno-szkolnego.
Odpowiedzi, którą usłyszeć pragnęła, od mistrza i tak nie dostała, ponieważ wpatrywał się w plakat z jej kuzynem, więc Mona zaczęła się zastanawiać, czy przypadkiem nie umknęło jej coś istotnego. W ostatnich dniach było jej wszędzie pełno, za głośna, za widoczna, zbyt wiele wymagała od innych — w końcu zmusiła się, aby zamknąć buzię na kłódkę. Cokolwiek by się nie działo, Anthony z pewnością miał swoje problemy na głowie.
Stali przed rodzinnym teatrem na Alei Horyzontalnej, kiedy padł ten tytuł. Rowle podniosła głowę odruchowo, spodziewając się krewnego Selwynów. Ten świat nie miał tego dnia natomiast najmniejszego zamiaru spełniać jej oczekiwań i sama nie była gotowa na zderzenie dwóch prawd o jednej twarzy, kiedy pękła jej cała teoria o lustrzanym świecie.
Jej kuzyn nigdy tak nie brzmiał. Jej kuzyn nigdy tak nie wyglądał.
— Han? — bąknęła. Myśli w rudej głowie Mony zaplątały się jej jak nici rozprutego gobelinu, bowiem:
1) Hannibal prawdopobnie nie znał Anthony’ego w tym świecie,
albo
2) Hannibal nie znał Anthony’ego w takiej formie, jak z ich świata prawdziwego,
3) Hannibal na wózku nie byłby dla nikogo materializacją marzeń, bo jeśli nie jego okaleczenie stanowiło odbicie ich rzeczywistości, to co? Czy Selwynowie dźwignęli konsekwencje własnych wyborów zamiast zbierać profity z talentów, czy było wręcz przeciwnie — może właśnie dzięki konsekwencjom sięgali jeszcze dalej?
Kim był tutaj Robert? Przestępcą podatkowym?
Kim była ona skoro wciąż brakowało jej tego samego prawego przedramienia? Tu właśnie zaczynało się to, czego Mona nie potrafiła pojąć. Złość, którą poczuła, nie była skierowana na nikogo konkretnego, tylko na mechanikę tego przeklętego świata. Na zasady, których nie znała, a które najwyraźniej nie pozwoliły Hannibalowi zachować całego ciała, a jej odebrały to, co straciła wszędzie. Jaki to był rachunek? Czego ten świat od niej żądał skoro zabrał jej rękę tu i tam?
Czarownica im dłużej tam stała, tym bardziej czuła, że wcale nie chciała oglądać Hana w takiej wersji, która sprawiała, że jej oczy paliły, a gardło ścisnęło się niewypowiedzianą tęsknotą za tym prawdziwym.
Na słowa Anthony’ego, Mona aż zmarszczyła brwi i rozdziawiła usta w niedowierzaniu. Czy nie mówiła, żeby nie zwracali na siebie uwagi? Po co mu był ten plakat z Jonathanem?! Na litość bogów, gdyby poprosił, najstarszy Selwyn sam stanąłby w odpowiedniej pozie przed aparatem, nawet pięć razy, i jeszcze zapytał, czy lepiej profil lewy, czy prawy.
Odpowiedzi, którą usłyszeć pragnęła, od mistrza i tak nie dostała, ponieważ wpatrywał się w plakat z jej kuzynem, więc Mona zaczęła się zastanawiać, czy przypadkiem nie umknęło jej coś istotnego. W ostatnich dniach było jej wszędzie pełno, za głośna, za widoczna, zbyt wiele wymagała od innych — w końcu zmusiła się, aby zamknąć buzię na kłódkę. Cokolwiek by się nie działo, Anthony z pewnością miał swoje problemy na głowie.
Stali przed rodzinnym teatrem na Alei Horyzontalnej, kiedy padł ten tytuł. Rowle podniosła głowę odruchowo, spodziewając się krewnego Selwynów. Ten świat nie miał tego dnia natomiast najmniejszego zamiaru spełniać jej oczekiwań i sama nie była gotowa na zderzenie dwóch prawd o jednej twarzy, kiedy pękła jej cała teoria o lustrzanym świecie.
Jej kuzyn nigdy tak nie brzmiał. Jej kuzyn nigdy tak nie wyglądał.
— Han? — bąknęła. Myśli w rudej głowie Mony zaplątały się jej jak nici rozprutego gobelinu, bowiem:
1) Hannibal prawdopobnie nie znał Anthony’ego w tym świecie,
albo
2) Hannibal nie znał Anthony’ego w takiej formie, jak z ich świata prawdziwego,
3) Hannibal na wózku nie byłby dla nikogo materializacją marzeń, bo jeśli nie jego okaleczenie stanowiło odbicie ich rzeczywistości, to co? Czy Selwynowie dźwignęli konsekwencje własnych wyborów zamiast zbierać profity z talentów, czy było wręcz przeciwnie — może właśnie dzięki konsekwencjom sięgali jeszcze dalej?
Kim był tutaj Robert? Przestępcą podatkowym?
Kim była ona skoro wciąż brakowało jej tego samego prawego przedramienia? Tu właśnie zaczynało się to, czego Mona nie potrafiła pojąć. Złość, którą poczuła, nie była skierowana na nikogo konkretnego, tylko na mechanikę tego przeklętego świata. Na zasady, których nie znała, a które najwyraźniej nie pozwoliły Hannibalowi zachować całego ciała, a jej odebrały to, co straciła wszędzie. Jaki to był rachunek? Czego ten świat od niej żądał skoro zabrał jej rękę tu i tam?
Czarownica im dłużej tam stała, tym bardziej czuła, że wcale nie chciała oglądać Hana w takiej wersji, która sprawiała, że jej oczy paliły, a gardło ścisnęło się niewypowiedzianą tęsknotą za tym prawdziwym.
Na słowa Anthony’ego, Mona aż zmarszczyła brwi i rozdziawiła usta w niedowierzaniu. Czy nie mówiła, żeby nie zwracali na siebie uwagi? Po co mu był ten plakat z Jonathanem?! Na litość bogów, gdyby poprosił, najstarszy Selwyn sam stanąłby w odpowiedniej pozie przed aparatem, nawet pięć razy, i jeszcze zapytał, czy lepiej profil lewy, czy prawy.
jaskółka, czarny brylant,
wrzucony tu przez diabła
wrzucony tu przez diabła