• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 16 Dalej »
[12.1952] it's beginning to lot a lot like... | Prudence, Aloysius

[12.1952] it's beginning to lot a lot like... | Prudence, Aloysius
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#8
03.12.2025, 21:59  ✶  
To, jak szybko wyrzuciła z siebie tamto „ty jesteś super”, uderzyło mnie mocniej niż tłuczek, który trzasnął mnie w bark, to było naprawdę duże osiągnięcie, biorąc pod uwagę, że ten tłuczek miał dzisiaj humor wyjątkowo morderczy. Prue zawsze mówiła takie rzeczy, zanim zdążyłem przygotować twarz do jakiejś normalnej reakcji. Zrobiłem to, co trzynastoletni chłopak robił zawsze, kiedy emocje zaczynały być za bardzo - takie jedno małe, krótkie „o-jej” - schowałem je pod krzywym półuśmiechem.
- No. Jasne, wiem. Jestem super. I wyjątkowy, i w ogóle… Pełen zalet, aż trudno się w tym wszystkim połapać. - Podniosłem nieco podbródek, teatralnie, ale poczułem, jak policzki robią mi się gorętsze niż po piętnastym okrążeniu na treningu, miałem je cieplejsze, niż pozwalała temperatura.
A potem zaczęła ten swój wykład o bólu, skali i prawie umierania, a ja słuchałem jej z półuśmiechem, który próbowałem ukryć. „Dziewiątka to prawie śmierć”, „mów od piątki”, i przewróciłem oczami, bo oczywiście, że tak:
- Piątka to nic. - Rzuciłem od razu, bez wahania. - Pruey, piątka to jest „hej, dostałem czymś, ale nadal mam ochotę na kolację”. Piątka jest poniżej uwagi. Piątka jest… Śmieszna. - Pokręciłem głową, kompletnie zbity z tropu jej logiką. - Piątka to… Takie „meh”. To jakbyś miała lekko obtartą piętę, nawet byś tego nie zauważyła. - Wymownie spojrzałem na jej buty, które zwykle po dziesięciu minutach marszu szorowały jej o kostki. Pokręciłem głową z udawanym profesjonalizmem. - Szóstka to „o, chyba mnie coś puknęło”. Siódemka to „hm, ciekawe, czy będzie siniak”. Dziewięć to dopiero moment, w którym uznaję, że może wypadałoby to zgłosić komuś mądrzejszemu ode mnie. - Spojrzałem na nią z ukosa. - Ale… - Dodałem z westchnieniem. - Jak ty pytasz, czy mnie boli, to można zejść do… Nie wiem… Siedmiu i pół? - To było moje ustępstwo, bardzo duże, jak na mnie. To był mój sposób na powiedzenie „dobra, zgadzam się, będę ci mówił wcześniej” bez brzmienia, jakbym zrobił to nie do końca dobrowolnie. Wiedziałem, że nie kupi tej logiki - patrzyła na mnie jak na kogoś, kto właśnie rzucił najgłupszą odpowiedź na świecie. I w sumie… Miała prawo.
A potem wyrzuciła z siebie to o skrzelach. Zamrugałem. Raz. Drugi.
- C—co? - Wymsknęło mi się, zanim zdążyłem udawać, że jestem cool. Ona naprawdę powiedziała, że bym wyglądał dobrze, że już wyglądam dobrze. Opuściłem wzrok i pochyliłem się, udając, że wiążę but. Wiązałem go już wcześniej, w szatni, ale to było moje jedyne wyjście ratunkowe. - Nie będę sprawdzał, jak wyglądam w skrzelach, dziękuję bardzo. - Mruknąłem, ale ton mi poleciał gdzieś w miękką stronę. - Ale… Miło, że uważasz, że wyglądałbym… No.
Merlinie, Rookwood, zaciśnij zęby i idźcie, zanim się pogrążysz.
- Oni są nudni. Ty nie. To powód do dumy, a nie do chowania się w cieniu. - To było najbliżej wyznania, jak mogłem się posunąć, nie upokarzając siebie na śmierć. Gdyby nie trzymała mnie za rękę, odsunąłbym jej kosmyk włosów z czoła, to był ten rodzaj impulsu, który trzynastolatek absolutnie nie powinien mieć.
- Ej. - Obruszyłem się od razu. - Ty nie jesteś pierdołą. Ani trochę. - To wyszło szybciej i ostrzej, niż planowałem, trochę za bardzo prawdziwie. Odchrząknąłem i dodałem łagodniej. - Po prostu… Jesteś lekka, masz słabą przyczepność, ale jesteś szybka do złapania. A ja mam dobry refleks, to wszystko. - Nie wszystko, ale tak było łatwiej.
„No jasne, co innego mogłeś mieć na myśli…”, miałem ochotę wgryźć się we własny język - oczywiście, że tak to brzmiało, bo byłem idiotą, który nie potrafił układać zdań w kolejności nie brzmiącej jak… Coś więcej. A ja… Merlinie. Jak można komuś odpowiedzieć na coś takiego, mając trzynaście lat i zero instrukcji obsługi do własnego serca? Zaciągnąłem powietrze, udając nonszalancję.
- Pruey… - Zacząłem powoli. - Gdybym powiedział coś… Innego… - Urwałem, nie mogłem się tak pogrążać, gdy nawet nie wiedziałem, co powiedzieć, nie powinienem, nie na schodach, nie na śniegu, nie teraz, kiedy trzymaliśmy się za ręce tak mocno, jakbyśmy byli czymś więcej niż… Wziąłem oddech. - To by brzmiało głupio. I… No. A ty byś zrobiła tę swoją minę. - Zrobiłem ją teatralnie, ściągając brwi i otwierając usta jak zdziwiona sowa.
Powinna się zaśmiać. To mnie uratuje.
- Zawsze. - Odpowiedziałem bez mrugnięcia. - No chyba, że będziesz chciała mnie kiedyś wyrzucić, ale uprzedzam, że będę się uparcie trzymał futryn. - Tu już przestałem udawać. Zerknąłem na nią, spokojnie, pewnie.
- Ej. - Szturchnąłem ją lekko ramieniem, bardzo lekko, żeby nie straciła równowagi, gdy dodała, że „odpadłaby mi ręka”, to dopiero bym się przyznał, fuknąłem pod nosem. - Jakbym miał mówić przy małych, malusich urazach, to byśmy nie gadali o niczym innym. Co chwilę bym cię zatrzymywał na korytarzu i mówił „o, tu coś mnie ciągnie”, „o, tu mnie pobolewa”, „a tu mi skrzypi jak stary zawias”. - Uniosłem brwi w przesadnym dramatyzmie. - Zwariowałabyś ze mną. - Spojrzałem na nią spod brwi, kiedy znów zaczęła mówić o tej skali bólu, odpadaniu rąk, prawie śmierci.
Merlinie, Prue i jej logika były jednym z najbardziej uroczo absurdalnych zjawisk, jakie znałem.
A kiedy powiedziała, że „ma szczęście, że najlepszy z najlepszych chodzi tymi samymi drogami”, spojrzałem w bok, tak jakby to był przypadek, ale w mojej głowie pojawiło się zdanie, którego nie powiedziałem na głos:
„Ja mam większe.”
To poczucie, że chciałem, by to „koło siebie” trwało nie tylko w tym roku, albo w przyszłym, i że nazwanie tego „normalnym” brzmiało mi trochę za szaro.
Cudownie, Rookwood, jeszcze gorzej.
Merlinie, zabierz mnie stąd.
Ale zamiast tego wyszło:
- Masz szczęście. - Powtórzyłem jej wcześniejsze słowa, ale tym razem z miękką, prawie niewidoczną ironią. - I ja też. Tak samo duże. Bo… - Zawiesiłem głos, niby patrząc pod nogi, ale tak naprawdę wybierając słowa. - Bo gdybyś chodziła z kimś innym po tych samych drogach… To chyba by mi się to nie podobało. - Powiedziałem to niby od niechcenia, ale nie było w tym zbyt wiele czegoś całkiem przyjacielskiego.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (5182), Prudence Fenwick (4844)




Wiadomości w tym wątku
[12.1952] it's beginning to lot a lot like... | Prudence, Aloysius - przez Prudence Fenwick - 02.12.2025, 15:35
RE: [12.1952] it's beginning to lot a lot like... | Prudence, Aloysius - przez Benjy Fenwick - 02.12.2025, 21:21
RE: [12.1952] it's beginning to lot a lot like... | Prudence, Aloysius - przez Prudence Fenwick - 02.12.2025, 22:15
RE: [12.1952] it's beginning to lot a lot like... | Prudence, Aloysius - przez Benjy Fenwick - 03.12.2025, 00:38
RE: [12.1952] it's beginning to lot a lot like... | Prudence, Aloysius - przez Prudence Fenwick - 03.12.2025, 13:56
RE: [12.1952] it's beginning to lot a lot like... | Prudence, Aloysius - przez Benjy Fenwick - 03.12.2025, 15:30
RE: [12.1952] it's beginning to lot a lot like... | Prudence, Aloysius - przez Prudence Fenwick - 03.12.2025, 20:14
RE: [12.1952] it's beginning to lot a lot like... | Prudence, Aloysius - przez Benjy Fenwick - 03.12.2025, 21:59
RE: [12.1952] it's beginning to lot a lot like... | Prudence, Aloysius - przez Prudence Fenwick - 04.12.2025, 00:29
RE: [12.1952] it's beginning to lot a lot like... | Prudence, Aloysius - przez Benjy Fenwick - 04.12.2025, 01:24
RE: [12.1952] it's beginning to lot a lot like... | Prudence, Aloysius - przez Prudence Fenwick - 04.12.2025, 13:05
RE: [12.1952] it's beginning to lot a lot like... | Prudence, Aloysius - przez Benjy Fenwick - 04.12.2025, 21:45

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa