08.12.2025, 11:44 ✶
Hannibal patrzył przez chwilę bez słowa na Anthony’ego, po czym odpowiedział, unosząc brwi:
- Co to znaczy “w tym świecie”? Znam osobiście Anthony’ego Shafiqa, muzyka i wampira. Z tego, co mi wiadomo, raczej unika pokazywania się w świetle dnia. Mona - zwrócił się do kuzynki - To jakiś twój znajomy z pracy?
Gdy Anthony wygłosił swoją prośbę, dyrektor Selwyn uniósł nieco podbródek. Nie wyglądał na poruszonego jego błagalnym tonem, raczej na zniecierpliwionego.
- Proszę pana, ja nie mam czasu na... - zaczął, ale urwał, napotkawszy ponownie zwilgotniałe oczy Mony, zawahał się i podjechał do kobiety tak, by móc ująć jej dłoń. Pod palcami mogła wyczuć stwardniałą skórę w miejscach, które ocierały koła wózka.
- Nie rób takiej miny, Mo, wiesz, że nie mogę na to patrzeć - poprosił łagodnie i ścisnął ją za rękę, znacząco, jakby tu, po drugiej stronie lustra, był to jakiś ich tajny znak - Jeżeli to dla Ciebie takie ważne, to dobrze. Załatwię wam plakat. Chodźcie - westchnął i zawrócił wózek. Podjechał podjazdem bez większych problemów, a z wnętrza teatru wybiegł już młodziutki (choć w sumie pewnie niewiele młodszy od samego Hannibala) portier, by otworzyć mu drzwi. Hannibal minął go w wyniosłym milczeniu i poprowadził ich korytarzem do pomieszczenia na parterze, które w prawdziwym The Globe pełniło zapewne inną funkcję, ale tu było jego osobistym sekretariatem i gabinetem.
- Athena! Daj znać doktor Prewett, że się spóźnię. Czy mamy jeszcze plakaty Ekstazy? - powiedział do jasnowłosej czarownicy w okularach, która kiwnęła głową i zabrała się do pisania wiadomości, przerywając tylko po to, by odpowiedzieć:
- Tak, w marketingu powinni mieć. Przynieść?
- Nie trzeba - odrzekł łaskawie - Pzejdziemy się. Dobrze im zrobi, jak mnie zobaczą.
Spacer do odpowiedniego działu oznaczał dla Mony i Anthony’ego wejście na piętro po schodach, a dla Hannibala przejechanie się specjalnie dostosowaną platformą. Wszyscy pracownicy, którzy ich mijali, witali Selwyna z mieszaniną lęku i szacunku, jakby zarządzał teatrem żelazną ręką i jakby bali się wzbudzić jego gniew. Wizyta w pełnym plakatów i zawalonych papierami biurek pokoju spowodowała ogólne poruszenie, które skończyło się zrzuceniem przez jakiegoś stażystę stosu ulotek i jego spanikowanym wpełznięciem pod stół, by je pozbierać, ale ostatecznie plakat z przystojnym, klasycznym profilem jednego Selwyna trafił w ręce drugiego Selwyna, a potem - Anthony’ego.
- Zapraszam na spektakl, wycisnęliśmy z Jonathana chyba wszystko, co się dało - powiedział Hannibal, gdy z powrotem zostali na korytarzu tylko we trójkę. Co prawda uśmiechnął się przy tym, ale jakoś tak, że wcale nie wyglądało to dobrodusznie - Pomału robi się za stary, żeby grać takie role bez dublerów tanecznych. Jeżeli poczekacie z godzinkę, to może nawet da ci autograf. Potrzebujecie czegoś jeszcze? Jestem umówiony.
- Co to znaczy “w tym świecie”? Znam osobiście Anthony’ego Shafiqa, muzyka i wampira. Z tego, co mi wiadomo, raczej unika pokazywania się w świetle dnia. Mona - zwrócił się do kuzynki - To jakiś twój znajomy z pracy?
Gdy Anthony wygłosił swoją prośbę, dyrektor Selwyn uniósł nieco podbródek. Nie wyglądał na poruszonego jego błagalnym tonem, raczej na zniecierpliwionego.
- Proszę pana, ja nie mam czasu na... - zaczął, ale urwał, napotkawszy ponownie zwilgotniałe oczy Mony, zawahał się i podjechał do kobiety tak, by móc ująć jej dłoń. Pod palcami mogła wyczuć stwardniałą skórę w miejscach, które ocierały koła wózka.
- Nie rób takiej miny, Mo, wiesz, że nie mogę na to patrzeć - poprosił łagodnie i ścisnął ją za rękę, znacząco, jakby tu, po drugiej stronie lustra, był to jakiś ich tajny znak - Jeżeli to dla Ciebie takie ważne, to dobrze. Załatwię wam plakat. Chodźcie - westchnął i zawrócił wózek. Podjechał podjazdem bez większych problemów, a z wnętrza teatru wybiegł już młodziutki (choć w sumie pewnie niewiele młodszy od samego Hannibala) portier, by otworzyć mu drzwi. Hannibal minął go w wyniosłym milczeniu i poprowadził ich korytarzem do pomieszczenia na parterze, które w prawdziwym The Globe pełniło zapewne inną funkcję, ale tu było jego osobistym sekretariatem i gabinetem.
- Athena! Daj znać doktor Prewett, że się spóźnię. Czy mamy jeszcze plakaty Ekstazy? - powiedział do jasnowłosej czarownicy w okularach, która kiwnęła głową i zabrała się do pisania wiadomości, przerywając tylko po to, by odpowiedzieć:
- Tak, w marketingu powinni mieć. Przynieść?
- Nie trzeba - odrzekł łaskawie - Pzejdziemy się. Dobrze im zrobi, jak mnie zobaczą.
Spacer do odpowiedniego działu oznaczał dla Mony i Anthony’ego wejście na piętro po schodach, a dla Hannibala przejechanie się specjalnie dostosowaną platformą. Wszyscy pracownicy, którzy ich mijali, witali Selwyna z mieszaniną lęku i szacunku, jakby zarządzał teatrem żelazną ręką i jakby bali się wzbudzić jego gniew. Wizyta w pełnym plakatów i zawalonych papierami biurek pokoju spowodowała ogólne poruszenie, które skończyło się zrzuceniem przez jakiegoś stażystę stosu ulotek i jego spanikowanym wpełznięciem pod stół, by je pozbierać, ale ostatecznie plakat z przystojnym, klasycznym profilem jednego Selwyna trafił w ręce drugiego Selwyna, a potem - Anthony’ego.
- Zapraszam na spektakl, wycisnęliśmy z Jonathana chyba wszystko, co się dało - powiedział Hannibal, gdy z powrotem zostali na korytarzu tylko we trójkę. Co prawda uśmiechnął się przy tym, ale jakoś tak, że wcale nie wyglądało to dobrodusznie - Pomału robi się za stary, żeby grać takie role bez dublerów tanecznych. Jeżeli poczekacie z godzinkę, to może nawet da ci autograf. Potrzebujecie czegoś jeszcze? Jestem umówiony.