• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 11 12 13 14 15 16 Dalej »
[3 stycznia 1969] Nobby Leach powinien gryźć piach || Stanley & Stella

[3 stycznia 1969] Nobby Leach powinien gryźć piach || Stanley & Stella
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#2
27.02.2023, 02:31  ✶  

Życie Stelli było dosyć monotonne od kiedy zakończyła swoją edukację w Hogwarcie. Pojawiała się w miejscach, w których wypadało się pokazać młodej damie. Większość dni mijała jej na malowaniu w pracowni, uczestniczeniu w spotkaniach towarzyskich oraz uświetnianiu ich swoimi zdolnościami muzycznymi. Nie narzekała na swoje życie, uważała je za całkiem ciekawe. Rodzice nigdy nie mieli w stosunku do niej szczególnie wysokich oczekiwań - odpowiadało jej to. Zresztą mało kto by narzekał, tak naprawdę większość czasu spędzała na przyjemnościach, nie musiała pracować, jak zwyczajni ludzie. Miała dostęp do rodzinnej fortuny, niczego jej nie brakowało. Wystarczyło, aby była odpowiednią ozdobą swojego ojca - jedyne czego od niej oczekiwał. Brylowała więc całkiem zwinnie po kuluarach, nie było dla niej w tym nic trudnego, wszak doświadczenie w tym miała od najmłodszych lat.

Zaczął się nowy rok. Panna Avery jednak nie miała żadnych postanowień. Właściwie to nie chciała nic zmieniać w swoim idealnym życiu. Czego bowiem mogła chcieć więcej? Kiedy miała tak naprawdę wszystko. Uwiwlbiały ją tłumy, co wcale nie było niczym specjalnym. Posiadała dar, z którego nie bała się korzystać podczas swoich występów. Wychodziło jej to bardzo umiejętnie, mało kto bowiem wiedział o tym, że w jej genach płynie wila krew. Wolałaby, żeby tak pozostało, ktoś bowiem mógłby zacząć kwestionować jej zdolności muzyczne, a tego zdecydownie by nie chciała. Zależało jej na tym, aby doceniono jej prawdziwy talent, czasami sobie trochę ułatwiała te występy, zresztą, czy ktoś, kto by był na jej miejscu by tego nie robił? Wydawało jej się, że odpowiedź na to pytanie mogła być tylko jedna. Oczywista.

Ten zimowy dzień miała spędzić grając podczas urodzin jakiejś szychy z Departamentu Przestrzegania Praw Czarodziejów. Nie wydawało się to być specjalnie wymagającym zadaniem. Znała wielu takich, tak naprawdę mało który z nich znał się na muzyce, ważne żeby w tle coś brzdąkało. Nie do końca lubiła takie granie do kotleta, zdecydowanie większą przyjemność sprawiały jej koncerty dla nieco bardziej wymagającej publiki, ale wiadomo - nie zawsze robi się to, na co ma się ochotę. Czasem po prostu wykonywała polecenia ojca, aby zrobić mu przyjemność. Wiedziała, że Mark, bo chyba tak miał na imię czarodziej, którego były to urodziny jej znajomym jej taty. Poprosił ją o to, aby pojawiła się na przyjęciu urodzinowym i zagrała kilka kawałków. Nie towarzyszył jej zespół. Dzisiaj była tu tylko ona i wiolonczela, tak właściwie to było połączenie za którym najbardziej przepadała. Wzrok wszystkich obecnych skupiał się wtedy tylko i wyłącznie na niej, a za tym przepadała najbardziej. Restauracja w której się pojawiła była jedną z najlepszych w okolicy, o ile nie najlepszą. Spotykali się tu sami najbardziej znaczący czarodzieje. Mało kogo było stać na posiłek w tym miejscu.

Panna Avery pojawiła się w środku kilka minut przed występem. Z samego rana podesłała tutaj instrument - w końcu sama nie byłaby w stanie go ze sobą zabrać. - Zapraszam tędy, tutaj może Pani zostawić swój płaszcz i resztę rzeczy. - Odparł do niej menadżer restauracji. Podążała za nim w milczeniu. Wiedziała, jak to wygląda, wszystkie miejsca w których grywała były do siebie podobne. Została zaprpwadzona do małego pokoiku na zapleczu, spodziewała się jednak czegoś więcej, nie skomentowała tego głośno. Miała w sobie jeszcze odrobinę pokory. Zostawił ją samą. Stella zdjęła swój gruby, wełniany płaszcz, wreszcie mogła się pozbyć tego ciężaru. Nie znosiła zimy przez to, że musiała nosić takie ciężkie ubrania, do tego szalik i czapka, które nie dodawały uroku. Wygląd był dla niej bardzo istotny. Kiedy więc rozebrała się z tych wierzchnich elementów garderoby stanęła przed lustrem. Poprawiła bordową sukienkę, lubiła zwracać na siebie uwagę, a ten kolor zdecydowanie przyciągał wzrok, to było bardzo istotne gdy pojawiła się na scenie. Ułożyła włosy, które wyglądały niezbyt idealnie przez czapkę, której się przed chwilą pozbyła. Spojrzała jeszcze raz w lustro, by upewnić się, że wygląda odpowiednio. Nie miała już sobie nic do zarzucenia, lepiej nie będzie.

Zbliżała się godzina występu. Czas najwyższy, aby pojawić się na scenie. Lubiła adrenalinę, która towarzyszyła jej przed występami publicznymi, nie stresowała się jakoś specjalnie, w końcu jakby co mogła się ratować swoimi wyjątkowymi umiejętnościami, także miała spore ułatwienie. Wyszła więc z pokoiki na zapleczu i udała się do sali, w której znajdowała się scena. Nie było to miejsce jakoś szczególnie przystosowane do takich koncertów, ale grywała już w gorszych. Wiolonczela czekała na nią na podwyższeniu, które miało być sceną. Podeszła tam gotowa zacząć koncert. Usiadła do instrumentu i zaczęła grać. Smyczek poruszał się zwinnie po strunach,  głosy jednak nie ucichły, trudno jej się było przebić przez ten zgiełk. Musiała działać inaczej, dołączyła do swoich umiejętności muzycznych urok wili, nie zamierzała dać się zignorować. Wtedy wreszcie wszystkie spojrzenia skierowały się w jej kierunku. Mogła skupić się na grze. Koncert trwał prawie godzinę, do jego końca nor zakłócały go już żadne szepty, wszyscy byli jak zaczarowani, tak wlasciwie to nawet nie jak, tylko po prostu pod wpływem jej uroku.

Panna Avery skończyła grać. Nastała cisza, podniosła się więc i skłoniła, wtedy zaczęły się oklaski. Na jej twarzy pojawił się promienny uśmiech, była zadowolona z występu, zupełnie zapomniała o tym, że był to koncert do kotleta. Nie to było teraz najistotniejsze, a to że wszystko poszło po jej myśli. Pojawił się nawet jakiś fotoreporter, który zaczął robić jej zdjęcia, nie mogło się więc obejść bez pozowania. Widać było, że ma w tym doświadczenie. Często zostawała po występach w miejscach, w których się one odbywały, tym razem zamierzała postąpić tak samo. Miała ochotę wypić trochę alkoholu, wdać się w kilka rozmów, spędzić ten wieczór przyjemnie. Nie chciała jeszcze wracać do mieszkania - w końcu i tak nikt tam na nią nie czekał.

Zeszła więc ze sceny, wiele oczu nadal obserwowało każdy jej ruch, w końcu urok wiły potrafił zrobić silne wrażenie. Nie przeszkadzało jej to zupełnie, wręcz przeciwnie dodawało pewności siebie. Wiedziała, że większość z osób tutaj obecnych chciałaby, aby z nimi porozmawiała. Poczęstowała się kieliszkiem białego wina, miała szczęście, bo kelner właśnie mijał ją z wielką tacą, po czym ruszyła w stronę stolików. Dobrze by było usiąść gdzieś, choć na chwilę. Rozejrzała się uważnie w poszukiwaniu miejsca, dostrzegła wtedy mężczyznę, który chyba jako jedyny siedział sam. Skłoniło ją to do tego, aby podążyć w jego kierunku. Zajęło jej to krótką chwilę, znalazła się tuż przed nim. - Czeka Pan na kogoś? - Zapytała z grzeczności, wydawało jej się, że ktoś musiał go dzisiaj wystawić, może jakaś kobieta? Raczej mało kto bywał w miejscach jak to sam. - Czy mogę się dołączyć? - Uniosła w górę kieliszek z winem. - Wolałbym nie spożywać tego w samotności, ponoć nie wypada i nie świadczy to najlepiej o człowieku. - Wpatrywała się w niego swoimi brązowymi oczami. Nie usiadła jednak jeszcze, czekała na przyzwolenie. Zmierzyła go wzrokiem, nie dało się nie zauważyć, że bardzo dokładnie mu się przygląda. Sprawiał wrażenie schludnego, nie wyglądał na kogoś, kto mógł jej zrobić krzywdę, wolała unikać wątpliwego towarzystwa, w końcu nigdy nie wiadomo, na kogo można trafić nawet w miejscu jak to.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Stanley Andrew Borgin (2816), Stella Avery (3158)




Wiadomości w tym wątku
[3 stycznia 1969] Nobby Leach powinien gryźć piach || Stanley & Stella - przez Stanley Andrew Borgin - 26.02.2023, 20:46
RE: [3 stycznia 1969] Nobby Leach powinien gryźć piach || Stanley & Stella - przez Stella Avery - 27.02.2023, 02:31
RE: [3 stycznia 1969] Nobby Leach powinien gryźć piach || Stanley & Stella - przez Stanley Andrew Borgin - 27.02.2023, 18:53
RE: [3 stycznia 1969] Nobby Leach powinien gryźć piach || Stanley & Stella - przez Stella Avery - 28.02.2023, 00:28
RE: [3 stycznia 1969] Nobby Leach powinien gryźć piach || Stanley & Stella - przez Stanley Andrew Borgin - 28.02.2023, 19:02
RE: [3 stycznia 1969] Nobby Leach powinien gryźć piach || Stanley & Stella - przez Stella Avery - 01.03.2023, 00:34

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa