Morpheus usiadł niezgrabnie na fotelu. Ten pasował do otoczenia, jak pięść do nosa. Wieża dworku nadal nie została wyremontowana od wewnątrz, przez co straszyła w środku gołym kamieniem i resztkami zapachu wilgoci. Longbottom wspiął się na piętro w ramach terapii szokowej na swój lęk wysokości, więc ptasie serce łomotało nie tylko z powodu bezdechu, ale również z powodu lęku, który klekotał w jego kościach odkąd skończył kilkanaście wiosen.
Głęboka czerwień aksamitu otuliła go, plusz zapadł się, a on przymknął na chwilę oczy. Oczywiście żadna senność nie przychodziła, nie po to również się zjawił. Po chwili odpoczynku, zarówno mentalnego, jak i fizycznego, ustawił nową kulę do wróżenia na stojaczku.
Wyjął też pergamin i pióro, wszystko ze skrzyneczki, która lewitowała za nim całą drogę, i ułożył obok, równo ze słojami stolika.
Zamknął oczy i sięgnął do swoich darów, wiedząc, że mu odpowiedzą. Zawsze odpowiadały.
Gniazdo (zgoda w domu)
Spojrzał na wróżbę i uznał, że pisanie listu nie jest dobrym pomysłem. Lepiej niech ojciec na przyjęcie nie przychodzi. Przetarł dłonią twarz. To miało im pomóc, a nie zaszkodzić. Przeklinał paszkwil całym sercem.
Całość nie dawała mu spokoju, więc wyjął jeszcze kartę dla siebie. Patronkę.
As Mieczy
Kłótnia. Zerwane umowy. Czyli tego wieczoru będzie potulny, jak baranek.
zwady: lęk wysokości (II), słabe płuca (I)
przewagi: wróżbiarstwo (III)