27.02.2023, 17:18 ✶
Trzeba było przyznać, że zima miała swój urok. Już jako dziecko uwielbiała tę porę roku, gdy z najbliższą rodziną wygłupiali się na zewnątrz, obrzucając śnieżkami lub w pocie czoła pracując nad super wypasionym igloo, do którego mogli zaprosić wszystkie dzieciaki z sąsiedztwa. W czasach szkolnych zima kojarzyła jej się z powrotem do domu na przerwę świąteczną, by w gronie najbliższych świętować Yule i odpoczywać od nadmiarów obowiązków szkolnych. Teraz niestety wyjątkowy klimat tego okresu przyćmiony był przez ciężką atmosferę oraz wydarzenia, których coraz to częściej była świadkiem. Mogła mieć tylko nadzieję, że wiosna przyniesie ukojenie i nadzieje na lepsze jutro.
Jak bardzo się myliła.
W przypadku Dani nie było konieczności używania umiejętności legillimencji. Oczywiście, nawet nie była świadoma, że Gio takową posiada. Uzdrowicielka nigdy nie miała oporów by mówić to, o czym myśli (wielokrotnie wpędzało ją to w kłopoty), a jej jedynym problemem mogła być chaotyczność wypowiedzi oraz dobór odpowiednich słów, tak by doskonale zobrazować powagę sytuacji. Tym bardziej, gdy w grę wchodziły silne emocje oraz niepokój o dobrą znajomą.
Wyglądało na to, że postawienie wszystkiego na jedną kartę było dobrym rozwiązaniem. Przecież... gdyby nie uważała Gio za godną zaufania osobę, nie byłoby jej tutaj, prawda? Mężczyzna nie przerywał jej monologu ani na moment. Jego uważne spojrzenie sprawiło, że czuła się słuchana i zrozumiana, a problem z jakim do niego przyszła nie został zbagatelizowany.
Kiedy skończyła mówić, na moment wstrzymała oddech i w napięciu oczekiwała na reakcję oraz odpowiedź zwrotną. Tak jak wspomniała wcześniej, zrozumiałaby go, gdyby oznajmił, że nie chce się w to mieszać. Nie mogła mieć mu za złe chęci trzymania się poza konfliktem, który de facto wcale nie musiał go dotyczyć, przynajmniej teraz. To czego nie wiedziała, to że Giovanni angażuje się w taką działalność do tego stopnia, że z własnych pieniędzy otworzył miejsce, w którym ludzie niewygodni społeczeństwu czarodziejskiemu mogą być bezpieczni.
Jej brwi uniosły się, gdy bez większego zastanowienia Urquart zadeklarował swoją chęć wsparcia.
- N-naprawdę? - wykrztusiła z siebie, nieco głośniej niż zamierzała. Szybko zreflektowała się, obniżając głos; bądź co bądź nie chciała zwracać na nich większej uwagi, niż to było konieczne. I tak popularność Giovanniego ściągała na nich spojrzenia. - Co to za miejsce? Jest daleko stąd? I... nie jest to związane z Twoją rodziną, prawda? Znaczy, chodzi mi o to, że Anna stanowczo odmówiła zamieszkania w posiadłości Longbottomów, więc jestem niemal pewna, że jeżeli uzna, że jej obecność będzie zagrażała innym, na pewno się nie zgodzi. - wyrzuciła z siebie pytania, które niemal natychmiast pojawiły się w jej głowie.
- Przepraszam. Nie powinnam zadawać tyle pytań... przynajmniej nie tutaj.- dodała szybko, dając tym samym znać Gio, że nie musi czuć się w obowiązku, by na nie teraz odpowiadać. Od potoku słów który z siebie wyrzuciła zaschło jej w gardle, dlatego ujęła w dłonie filiżankę i upiła dwa łyki herbaty, której temperatura wciąż była wysoka, lecz nie groziło jej poparzenie. Kiedy odstawiła filiżankę, jej twarz na moment rozświetlił uśmiech pełen wdzięczności - i nie był on związany ze smakiem napoju.
- Dziękuję. Nawet nie wiesz, jak wiele to dla mnie znaczy. Będę twoją dłużniczką do końca życia. - odpowiedziała. Jej głos brzmiał już tak, jak zwykle; był miękki i spokojny. - Ah, i przepraszam za lakoniczność wiadomości, którą Ci wysłałam. Sam rozumiesz, że to raczej delikatna sprawa i nie chciałam poruszać jej w liście. Mam nadzieję, że Pepper nie zdemolował Ci pokoju. - dodała. Kiedy rozmowa zeszła na pieniądze, nastąpił pewien zgrzyt. Danielle pokręciła delikatnie głową, czekając cierpliwie aż Gio skończy mówić, choć już gdy zaczął wiedziała, że się z nim nie zgadza. - Nie mogę się na to zgodzić, Gio. To, co dla mnie robisz to zbyt wiele, naraża Cię i Twoją reputację na nieprzyjemności, byś dodatkowo miał za to płacić z własnej kieszeni. Takie bezpieczne miejsce czy wyjazd za granicę to kosztowna sprawa, absolutnie nie godzę się na to, byś wszystko sponsorował. - odezwała się. Jeszcze nie wiedziała w jaki sposób za to zapłaci - wiedziała natomiast, że nie może pozwolić, by Urquart płacił za to z własnych pieniędzy.
Jak bardzo się myliła.
W przypadku Dani nie było konieczności używania umiejętności legillimencji. Oczywiście, nawet nie była świadoma, że Gio takową posiada. Uzdrowicielka nigdy nie miała oporów by mówić to, o czym myśli (wielokrotnie wpędzało ją to w kłopoty), a jej jedynym problemem mogła być chaotyczność wypowiedzi oraz dobór odpowiednich słów, tak by doskonale zobrazować powagę sytuacji. Tym bardziej, gdy w grę wchodziły silne emocje oraz niepokój o dobrą znajomą.
Wyglądało na to, że postawienie wszystkiego na jedną kartę było dobrym rozwiązaniem. Przecież... gdyby nie uważała Gio za godną zaufania osobę, nie byłoby jej tutaj, prawda? Mężczyzna nie przerywał jej monologu ani na moment. Jego uważne spojrzenie sprawiło, że czuła się słuchana i zrozumiana, a problem z jakim do niego przyszła nie został zbagatelizowany.
Kiedy skończyła mówić, na moment wstrzymała oddech i w napięciu oczekiwała na reakcję oraz odpowiedź zwrotną. Tak jak wspomniała wcześniej, zrozumiałaby go, gdyby oznajmił, że nie chce się w to mieszać. Nie mogła mieć mu za złe chęci trzymania się poza konfliktem, który de facto wcale nie musiał go dotyczyć, przynajmniej teraz. To czego nie wiedziała, to że Giovanni angażuje się w taką działalność do tego stopnia, że z własnych pieniędzy otworzył miejsce, w którym ludzie niewygodni społeczeństwu czarodziejskiemu mogą być bezpieczni.
Jej brwi uniosły się, gdy bez większego zastanowienia Urquart zadeklarował swoją chęć wsparcia.
- N-naprawdę? - wykrztusiła z siebie, nieco głośniej niż zamierzała. Szybko zreflektowała się, obniżając głos; bądź co bądź nie chciała zwracać na nich większej uwagi, niż to było konieczne. I tak popularność Giovanniego ściągała na nich spojrzenia. - Co to za miejsce? Jest daleko stąd? I... nie jest to związane z Twoją rodziną, prawda? Znaczy, chodzi mi o to, że Anna stanowczo odmówiła zamieszkania w posiadłości Longbottomów, więc jestem niemal pewna, że jeżeli uzna, że jej obecność będzie zagrażała innym, na pewno się nie zgodzi. - wyrzuciła z siebie pytania, które niemal natychmiast pojawiły się w jej głowie.
- Przepraszam. Nie powinnam zadawać tyle pytań... przynajmniej nie tutaj.- dodała szybko, dając tym samym znać Gio, że nie musi czuć się w obowiązku, by na nie teraz odpowiadać. Od potoku słów który z siebie wyrzuciła zaschło jej w gardle, dlatego ujęła w dłonie filiżankę i upiła dwa łyki herbaty, której temperatura wciąż była wysoka, lecz nie groziło jej poparzenie. Kiedy odstawiła filiżankę, jej twarz na moment rozświetlił uśmiech pełen wdzięczności - i nie był on związany ze smakiem napoju.
- Dziękuję. Nawet nie wiesz, jak wiele to dla mnie znaczy. Będę twoją dłużniczką do końca życia. - odpowiedziała. Jej głos brzmiał już tak, jak zwykle; był miękki i spokojny. - Ah, i przepraszam za lakoniczność wiadomości, którą Ci wysłałam. Sam rozumiesz, że to raczej delikatna sprawa i nie chciałam poruszać jej w liście. Mam nadzieję, że Pepper nie zdemolował Ci pokoju. - dodała. Kiedy rozmowa zeszła na pieniądze, nastąpił pewien zgrzyt. Danielle pokręciła delikatnie głową, czekając cierpliwie aż Gio skończy mówić, choć już gdy zaczął wiedziała, że się z nim nie zgadza. - Nie mogę się na to zgodzić, Gio. To, co dla mnie robisz to zbyt wiele, naraża Cię i Twoją reputację na nieprzyjemności, byś dodatkowo miał za to płacić z własnej kieszeni. Takie bezpieczne miejsce czy wyjazd za granicę to kosztowna sprawa, absolutnie nie godzę się na to, byś wszystko sponsorował. - odezwała się. Jeszcze nie wiedziała w jaki sposób za to zapłaci - wiedziała natomiast, że nie może pozwolić, by Urquart płacił za to z własnych pieniędzy.