04.12.2025, 16:16 ✶
Pierwsze słowa Helloise jakby w ogóle do niego nie dotarły. Kolejne wyrwały go wreszcie z dziwnego transu, w którym zdawał się tkwić, i sprawiły, że rzucił Puchonce spojrzenie – ewidentnie nieco nieprzytomne.
– I co mam zrobić z tym duchem? Przytrzymać go? – spytał po prostu.
Umywalka jak umywalka. Ta, na którą Cathal spoglądał, zdawała się absolutnie typowa i niczym nie różniąca od pozostałych, ciągnących się w rzędzie… Przynajmniej na pierwszy rzut oka.
W istocie różnice były dwie.
Po pierwsze, kran przy tej umywalce nigdy nie działał, chociaż było wątpliwe, aby Shafiq o tym wiedział (i nie wiedział, nawet jeśli krążył w pobliżu, nie wchodził do środka). Po drugie, umieszczono przy niej symbol węża, co w szkole, która miała węża w godle, znowu zaskakujące samo w sobie nie było, choć zazwyczaj chyba nie umieszczano takich motywów w losowych łazienkach.
– Była tak samo okropna jak ty. Wyśmiewała moje okulary! Dostała za swoje, jak przyszła mnie tu szukać i odkryła, że umarłam. Och, jak pięknie potem zepsułam wesele jej brata! – Na twarzy Marty przeszła dziwna przemiana: od pewnego zainteresowana książką, przez tradycyjny dla niej, płaczliwy wyraz, gdy wspomniała o wyśmiewaniu okularów, aż po uśmiech, który pojawił się na jej nieładnej twarzy, gdy wspomniała o zrujnowaniu wesela.
– Błagam, tylko nie znowu tragiczna historia twojej śmierci – westchnął Cathal, mierząc spojrzeniem ducha i Helloise. Marta przylewitowała nieco bliżej Puchonki i zajrzała jej przez ramię, jakby faktycznie zainteresowana tym, co takiego znajdowało się w księdze, ale na słowa Shafiqa uniosła głowę i wbiła w niego spojrzenie oczu, które ponownie zaszły łzami. A Cathal zaczął się zastanawiać, czy sprawdzenia autentyczności tej książki faktycznie jest warte znoszenia towarzystwa tej wiecznie łkającej i użalającej się nad sobą zjawy…
– I co mam zrobić z tym duchem? Przytrzymać go? – spytał po prostu.
Umywalka jak umywalka. Ta, na którą Cathal spoglądał, zdawała się absolutnie typowa i niczym nie różniąca od pozostałych, ciągnących się w rzędzie… Przynajmniej na pierwszy rzut oka.
W istocie różnice były dwie.
Po pierwsze, kran przy tej umywalce nigdy nie działał, chociaż było wątpliwe, aby Shafiq o tym wiedział (i nie wiedział, nawet jeśli krążył w pobliżu, nie wchodził do środka). Po drugie, umieszczono przy niej symbol węża, co w szkole, która miała węża w godle, znowu zaskakujące samo w sobie nie było, choć zazwyczaj chyba nie umieszczano takich motywów w losowych łazienkach.
– Była tak samo okropna jak ty. Wyśmiewała moje okulary! Dostała za swoje, jak przyszła mnie tu szukać i odkryła, że umarłam. Och, jak pięknie potem zepsułam wesele jej brata! – Na twarzy Marty przeszła dziwna przemiana: od pewnego zainteresowana książką, przez tradycyjny dla niej, płaczliwy wyraz, gdy wspomniała o wyśmiewaniu okularów, aż po uśmiech, który pojawił się na jej nieładnej twarzy, gdy wspomniała o zrujnowaniu wesela.
– Błagam, tylko nie znowu tragiczna historia twojej śmierci – westchnął Cathal, mierząc spojrzeniem ducha i Helloise. Marta przylewitowała nieco bliżej Puchonki i zajrzała jej przez ramię, jakby faktycznie zainteresowana tym, co takiego znajdowało się w księdze, ale na słowa Shafiqa uniosła głowę i wbiła w niego spojrzenie oczu, które ponownie zaszły łzami. A Cathal zaczął się zastanawiać, czy sprawdzenia autentyczności tej książki faktycznie jest warte znoszenia towarzystwa tej wiecznie łkającej i użalającej się nad sobą zjawy…