05.12.2025, 22:19 ✶
Zaskoczył ją odrobinę swoją bezpośredniością, ale pomyślała o tym, że podobnie, jak ona wcześniej, sprawdza po prostu skórę w poszukiwaniu znaku. A jego tam nie było. Przyglądała mu się w milczeniu, czując łaskotanie ciepłych palców, próbując odgadnąć, co właściwie chodzi mu po głowie. Dokąd zmierzały jego myśli? Ich sytuacja zmieniała się tak, jak w kalejdoskopie i można było spodziewać się wszystkiego. Jeszcze chwilę temu nie łączyło ich nic poza grzecznością, a teraz pojawiły się sekrety, które skrywał pod maską i te, które ona chowała w ciszy i opanowaniu. Odwzajemniła jego spojrzenie chwilę po tym, jak próbował złapać jej własne, przyglądając się wcześniej jego szyi, a potem kącikom ust. Starała się wyłapać te maleńkie zmiany, wibracje, które towarzyszyły kłamstwom.
- Mam nadzieję, że nie jest to szczyt Twoich umiejętności szachrajstwa. - stwierdziła po chwili milczenia, a po wargach przemknął jej rozbawiony uśmiech, krótki, ale szczery. Sam sobie przeczył, zgrywał się, może odrobinę próbował zachować bezpieczny dystans, ale na to było już chyba za późno, skoro mogła być zwiastunem jego zagłady, spełnieniem wizji celi w Azkabanie. Działało to w dwie strony, ale on był w gorszej sytuacji przez to, co zdobiło jego skórę. - Za naszym działaniem zwykle kryje się powód, niewielu ludzi działa bezinteresownie.
Sposób jego wypowiedzi, który nabrał łagodnego, nawet odrobinę troskliwego tonu, wcale nie ułatwiał jej oceny sytuacji, zachowywania rozsądku. Nie było tego widać, ale obecnie przypominała gotowy do wybuchu wulkan emocji, pełen prze bodźcowana i myśli, które nie umiały odnaleźć swojego pudełka. Wydarzenia spalonej nocy wciąż w niej płonęły tak, jakby ogień nigdy nie zgasł. Obydwoje byli zafascynowani podobnymi rzeczami, nic dziwnego, że nić porozumienia tworzyła się tak szybko – nauka i badania tworzyły wspólny cel, wymagały dążenia do perfekcji w skomplikowanej sztuce, jaką zagłębianie się w tajniki ludzkiego ciała i umysłu. Mogła mu pomóc, on mógł pomóc jej, a więc była to korzyść obopólną, ale wierzyła mu też, że chodzi w tym wszystkim o coś zupełnie innego, prostszego, niż łączenie nekromancji, czarnej magii, eliksirów czy anatomii. Wędrowała spojrzeniem za jego dłonią, która sprawiła, że mokre pasmo wróciło za ucho, hacząc o kolczyk i zostawiając kilka kropel wody, które teraz spływały jej po szyi. Przytaknęła na jego stwierdzenie, bo to również doskonale rozumiała. Pewne rzeczy musiały zostać sekretem, musiały zostać niewypowiedziane, bo mogłyby sprowadzić kłopoty nie tylko na niego, ale i jego najbliższych. I tak Cynthia wiedziała znacznie więcej, niż powinna.
Instynktownie cofnęła się nieco, gdy się nachylił, ale nie ruszyła się z miejsca, gdy dostrzegła, że wcale nie krył się w tym podstęp. Ściągnęła brwi zaskoczona tym prostym, ludzkim i troskliwym gestem, przez co z łatwością mógł zauważyć, że do takiego traktowania zupełnie nie była przyzwyczajona. Speszył ją, uciekła spojrzeniem na bok, jakby zupełnie nie wiedziała, co ma zrobić i chociaż szybko wybrała odpowiednią, chłodną maskę, mógł to zauważyć. Gest tak prosty i ludzki sprawił jednak, że zrobiło się jej lżej, jakby trochę strząsnął jej z ramion kilka kamieni, które tkwiły tam od kilku dni. Nieważne, jak człowiek się dystansował i izolował, ostatecznie był zwierzęciem stadnym, nieprzyzwyczajonym do życia w samotności i bez relacji na dłuższą metę. Zwilżyła wargi, czując, jak westchnięcie uciekło spomiędzy nich chwilę wcześniej i podniosła na niego spojrzenie. Delikatny Lestragne był zupełną nowością. Wyprostowała głowę, a gdy puścił jej dłoń, uniosła swoje i przesunęła nimi po włosach, zgarniając je do tyłu, chyba tylko po to, żeby coś z nimi zrobić.
- To nie mój sekret do zdradzenia. - odezwała się w końcu, przesuwając dłonie z szyi na ramiona i obejmując je, wciąż się mu przyglądała. Nie była pewna, na jakiej zasadzie działa ich ukrywanie tożsamości – czy oni sami wiedzieli, kto nosi maskę, czy krył się pod nimi osoby, których tożsamość była sekretem? Nie mogła wydać tych, których znała i tych, których się domyślała, co przez obserwację nie było wcale takie trudne. A może to kwestia towarzystwa, w którym się obracała? Cynthia wiedziała, że podchodzenie tak blisko nie było odpowiedzialne, ale można było przecież ocenić, kto chce Cię skrzywdzić, a kto nie, zwłaszcza gdy pomagała sobie nekromancja. - Skąd myśl o miłości? - kontynuowała nieco zaintrygowana tym stwierdzeniem. - Musisz wiedzieć, skoro jesteśmy ze sobą szczerzy, że jest kilka osób, które noszą maski, a przy których mogę być.. Spokojna. Może nie całkiem bezpieczna, ale nie zrobią mi krzywdy. Przynajmniej dopóki ich nie sprowokuje lub nie będzie to konieczne.
- Mam nadzieję, że nie jest to szczyt Twoich umiejętności szachrajstwa. - stwierdziła po chwili milczenia, a po wargach przemknął jej rozbawiony uśmiech, krótki, ale szczery. Sam sobie przeczył, zgrywał się, może odrobinę próbował zachować bezpieczny dystans, ale na to było już chyba za późno, skoro mogła być zwiastunem jego zagłady, spełnieniem wizji celi w Azkabanie. Działało to w dwie strony, ale on był w gorszej sytuacji przez to, co zdobiło jego skórę. - Za naszym działaniem zwykle kryje się powód, niewielu ludzi działa bezinteresownie.
Sposób jego wypowiedzi, który nabrał łagodnego, nawet odrobinę troskliwego tonu, wcale nie ułatwiał jej oceny sytuacji, zachowywania rozsądku. Nie było tego widać, ale obecnie przypominała gotowy do wybuchu wulkan emocji, pełen prze bodźcowana i myśli, które nie umiały odnaleźć swojego pudełka. Wydarzenia spalonej nocy wciąż w niej płonęły tak, jakby ogień nigdy nie zgasł. Obydwoje byli zafascynowani podobnymi rzeczami, nic dziwnego, że nić porozumienia tworzyła się tak szybko – nauka i badania tworzyły wspólny cel, wymagały dążenia do perfekcji w skomplikowanej sztuce, jaką zagłębianie się w tajniki ludzkiego ciała i umysłu. Mogła mu pomóc, on mógł pomóc jej, a więc była to korzyść obopólną, ale wierzyła mu też, że chodzi w tym wszystkim o coś zupełnie innego, prostszego, niż łączenie nekromancji, czarnej magii, eliksirów czy anatomii. Wędrowała spojrzeniem za jego dłonią, która sprawiła, że mokre pasmo wróciło za ucho, hacząc o kolczyk i zostawiając kilka kropel wody, które teraz spływały jej po szyi. Przytaknęła na jego stwierdzenie, bo to również doskonale rozumiała. Pewne rzeczy musiały zostać sekretem, musiały zostać niewypowiedziane, bo mogłyby sprowadzić kłopoty nie tylko na niego, ale i jego najbliższych. I tak Cynthia wiedziała znacznie więcej, niż powinna.
Instynktownie cofnęła się nieco, gdy się nachylił, ale nie ruszyła się z miejsca, gdy dostrzegła, że wcale nie krył się w tym podstęp. Ściągnęła brwi zaskoczona tym prostym, ludzkim i troskliwym gestem, przez co z łatwością mógł zauważyć, że do takiego traktowania zupełnie nie była przyzwyczajona. Speszył ją, uciekła spojrzeniem na bok, jakby zupełnie nie wiedziała, co ma zrobić i chociaż szybko wybrała odpowiednią, chłodną maskę, mógł to zauważyć. Gest tak prosty i ludzki sprawił jednak, że zrobiło się jej lżej, jakby trochę strząsnął jej z ramion kilka kamieni, które tkwiły tam od kilku dni. Nieważne, jak człowiek się dystansował i izolował, ostatecznie był zwierzęciem stadnym, nieprzyzwyczajonym do życia w samotności i bez relacji na dłuższą metę. Zwilżyła wargi, czując, jak westchnięcie uciekło spomiędzy nich chwilę wcześniej i podniosła na niego spojrzenie. Delikatny Lestragne był zupełną nowością. Wyprostowała głowę, a gdy puścił jej dłoń, uniosła swoje i przesunęła nimi po włosach, zgarniając je do tyłu, chyba tylko po to, żeby coś z nimi zrobić.
- To nie mój sekret do zdradzenia. - odezwała się w końcu, przesuwając dłonie z szyi na ramiona i obejmując je, wciąż się mu przyglądała. Nie była pewna, na jakiej zasadzie działa ich ukrywanie tożsamości – czy oni sami wiedzieli, kto nosi maskę, czy krył się pod nimi osoby, których tożsamość była sekretem? Nie mogła wydać tych, których znała i tych, których się domyślała, co przez obserwację nie było wcale takie trudne. A może to kwestia towarzystwa, w którym się obracała? Cynthia wiedziała, że podchodzenie tak blisko nie było odpowiedzialne, ale można było przecież ocenić, kto chce Cię skrzywdzić, a kto nie, zwłaszcza gdy pomagała sobie nekromancja. - Skąd myśl o miłości? - kontynuowała nieco zaintrygowana tym stwierdzeniem. - Musisz wiedzieć, skoro jesteśmy ze sobą szczerzy, że jest kilka osób, które noszą maski, a przy których mogę być.. Spokojna. Może nie całkiem bezpieczna, ale nie zrobią mi krzywdy. Przynajmniej dopóki ich nie sprowokuje lub nie będzie to konieczne.