W pewnych kwestiach byli podobni, w znacznie liczniejszych jednak - zupełnie różni. Niemniej, znaczenia miała tu tylko jedna rzecz. Potrafili się ze sobą dogadać. W swoim towarzystwie czuli się komfortowo. Gdyby wyglądało to inaczej, łącząca ich relacja dawno już zdążyłaby osłabnąć. Może nawet całkowicie wygasnąć. Znajomość nie przetrwałaby próby czasu. Jak wiele innych, zawartych jeszcze w czasach szkolnych. Niewiele z nich pozostawało z człowiekiem, kiedy wkraczał w dorosłe życie.
W pewnym momencie każdy zaczynał podążać własną ścieżką. I zdarzało się, że ta ścieżka prowadziła w innym kierunku niż te, które w udziale przypadły osobom niegdyś nam bliskim.
- Twierdzisz, że nie mam na tyle odwagi? - uniósł ku górze jedną brew.
Może trochę ją tym pytaniem prowokował.
Sam oczywiście nie uważał siebie za człowieka, któremu wspomnianej odwagi brakowało. Być może w jakiejś mierze wynikało to z tego, kim był. Pomimo faktu wolnego zbliżania się do 30 urodzin, w Theonie nadal pozostawało całkiem sporo z dziecka. Stosunkowo często dawał się porwać chwili. Pozwalał na to, żeby o pewnych kwestiach decydowały impulsy. Brakowało w nim odpowiedzialności. Może też wyobraźni - w tej formie, która sprawiłaby, że Yaxley poczułby potrzebę zachowanie większej dozy ostrożności. Zdrowego rozsądku.
Obserwowanie Lycoris w obecnym stanie, sprawiało mu poniekąd przyjemność. Była inna niż na co dzień. Bardziej przystępna. Odprężona. Taka, jaką wolałby ją oglądać również bez procentów. Oczywiście nie jest to równoznaczne z tym, że chciałby ją zmienić. Wyciągnąć na wierzch tę wersje Black, która normalnie pozostawała dość starannie ukryta.
Na pewno nie na siłę.
- Tak, poca.. - chciał przytaknąć, kiedy Lycoris nagle poleciała w jego stronę, nie będąc w stanie utrzymać równowagi na odrobinę nierównej kostce brukowej. Chwila zaskoczenia, a następnie ręce odruchowo obejmujące stosunkowo drobne ciało. Może nieco zbyt wychudzone, ale nadal niewątpliwie kobiece. Automatyzm, a do tego niespodziewana bliskość. I alkohol, który do pewnego stopnia zmieniał percepcję. Wpływał na to, w jaki sposób wszystko było odczuwane. Odbierane.
Choć zdołał złapać ją w porę, nie dopuścić do upadku, przez chwilę jeszcze trzymał w ramionach, nie do końca zdając sobie z tego sprawę. Mózg jakby wyłączył się, choć niektórzy mogliby tu mieć uzasadnione wątpliwości w stosunku do tego czy ten aby na pewno pracował.
- Wszystko w porządku? - odezwał się dopiero po krótkiej chwili, brzmiąc nieco nieswojo; jakby odpłynął w jakieś inne miejsce, myślał o czymś zupełnie innym. I na to też wskazywać mogło spojrzenie znów skupiające się na jej wargach, a także wyraz twarzy. Szybko jednak się z tego otrząsnął. - Jesteś cała? - zainteresował się, spojrzenie przenosząc na nogi, kostkę, nierówną drogę, która nagle zdawała się być przeciwko im.
Albo może wręcz przeciwnie?