Westchnęła, ale wcale nie cierpiętniczo, a raczej po prostu lekko ubawiona uporem Brenny.
– Tak naprawdę to są bardzo proste pytania – to odpowiedź na nie potrafiła być trudna, nie dlatego, że rzeczywiście było to skomplikowane, a dlatego, że czasami pewne rzeczy nie chciały przejść przez usta, a człowiek wolał się oszukiwać. Reakcja Brenny była jednak całkiem niezłą odpowiedzią, która mówiła Victorii wiele, stąd pewnie jej wielce wymowny uśmieszek. – Mhmm – wymruczała na dalsze odpowiedzi pani detektyw, po czym się uśmiechnęła. – Można więc powiedzieć, że tyle mi na razie wystarczy – odparła, nie zamierzając więcej męczyć Brenny. – Chciałam po prostu wiedzieć czy i na ile kibicować i czy ewentualnie powinnam skopać Bulstrode’owi tyłek – ale miała już swoją odpowiedź: tak, kibicować. Atreusa wypytywać nie zamierzała, co najwyżej mimochodem przy okazji, ale nie planowała robić mu pełnego przesłuchania jak teraz Brennie.
A potem parsknęła gromkim śmiechem, zauważając to, co zrobiła Brenna: jakże płynnie przeszła do Cynthii pokazującej się z jej kuzynem.
– Niezła próba – rzuciła. – Odpuszczę ci już dzisiaj. A jak tak bardzo chcesz poplotkować o Cynie, to nie jestem tym zaskoczona. Widzisz, eee… miesiąc temu powiedziała mi coś w stylu, że Louvain jej się tak jakby oświadczył, ale nie chciała mi wyjaśnić ani co to znaczy to całe tak jakby, ani czy się zgodziła, wymawiając się tym, że to takie skomplikowane – Victoria przewróciła oczami. Przewróciła, bo pamiętała doskonale, że Cynthia i Louvain zostali połączeni tym samym rytuałem co ona i Sauriel, i najwyraźniej krążyli wokół siebie. Takie jej się właśnie trafiły przyjaciółki: skomplikowane! Kiwnęła za to głową w stronę zawiniątka z dłonią. – Po prostu podrzućmy to tamtym, zerknijmy do tych akt i sama wiesz co dalej.