Stella nadal czuła wzrok skierowany w jej stronę. Zdawała sobie sprawę, że większość osób ciągle bserwowała każdy jej ruch. Nie peszyło jej to w żaden sposób, była do tego przyzwyczajona. Potrafiła odnaleźć się w takiej sytuacji, wiedziała w jaki sposób się poruszać, jak zachować, aby wzbudzać zainteresowanie po zakończonym koncercie. Istotne dla niej było to, że ją zapamiętywanie, zależało jej na tym, aby być rozpoznawalną. W końcu dzięki temu coraz więcej osób chciało zobaczyć ją jak gra na żywo, sława była czymś, czego pragnęła, musiała utrzymywać zaineteresowanie swoją osobą, musieli o niej rozmawiać. Między innymi dlatego też nie skierowała się w stronę wyjścia, tylko została w restauracji. W końcu będzie to powód do plotkowania na temat tego, gdzie usiadła, co zrobiła i z kim rozmawiała.
Panna Avery stała przed stolikiem zupełnie obcego mężczyzny. To jego wybrała sobie dzisiejszego wieczora na towarzysza, gdyż jej zdaniem prosił się o to. W końcu siedział tu zupełnie sam, kto pojawia się sam w miejscu takim jak to? Chciała poznać odpowiedź na to pytanie. Nie spodziewała się, że ją spławi, wiedziała, że mało kto byłby w stanie jej odmówić. Często to wykorzystała, aby dostać to, czego pragnęła. Życie nauczyło ją korzystać ze swoich atutów. Przyglądała mu się uważnie i czekała na przyzwolenie. Nie trwało to specjalnie długo, bo ledwie chwilę później otrzymała zgodę. Tak jak się spodziewała. Avery uśmiechnęła się do niego przyjaźnie, jakby chciała mu dodać nieco odwagi. Usłyszała słowa, które mruknął do siebie. Nie skomentowała tego jednak, nie chciała, aby poczuł się jeszcze bardziej niezręcznie, nie o to jej w tym wszystkim chodziło. Nie miała wcale złych zamiarów, chciała tylko spędzić wieczór w przyjemnym towarzystwie, wiedziała, że jej obecność może być onieśmielająca, dlatego też starała się robić wszystko, żeby Stanley poczuł się swobodnie. Nie do końca podobało jej się, kiedy wszyscy wokół niej mieli kij w tyłku i starali się udawać kogoś kim nie byli. Zależało jej na tym, żeby poznać prawdziwe oblicze spotykanych przez siebie ludzi.
Każda minuta upewniała ją w tym, że podjęła dobra decyzję. Okazało się bowiem, że mężczyzna był prawdziwym dżentelmenem. Wstał od stołu, wtedy dopiero dostrzegła jaki jest wysoki, kiedy odsunął krzesło usiadła na nim całkiem zgrabnie, pozwoliła sobie poprawić sukienkę, aby przypadkiem nie podsunęła jej się zbytnio do góry. Widać było, że Stanley potrafi zadbać o kobietę. Nie mogła lepiej trafić, prawda? Upiła łyk wina ze swojego kieliszka, kiedy ten wracał na swoje miejsce. Można było dostrzec, że czuje się pewnie, nie miała problemu z prowadzeniem rozmów z nieznajomymi, zbyt często jej się to zdarzało, by mógł się pojawić stres. Była do tego stworzona i dostrzegłby to każdy.
- Pańskie maniery są jak najbardziej w porządku. - Teraz dopiero pozwoliła sobie skomentować sytuację, chciała też, aby mężczyzna poczuł się pewniej w jej towarzystwie, wiedziała, że małe komplementy mogą pomóc w rozluźnieniu. Posłała mu kolejny uśmiech, kiedy wyraził chęć spędzenia wspólnie czasu. - Czyli dobrze trafiłam, wyglądał mi Pan na takiego, któremu przydałoby się towarzystwo, przepraszam za szczerość, jednak z tego, co widziałam nikt więcej nie siedzi tutaj sam. - Nie zamierzała udawać, że tego nie zauważyła. - Zaintrygowało mnie to nieco, postanowiłam więc się dosiąść, aby dowiedzieć się, jak do tego doszło. - Na pierwszy rzut oka nie wyglądał jej na samotnika, czuła, że jest w tym coś głębszego. Chętnie wysłuchałaby historii, ciekawiło ją, kto się tutaj nie pojawił, i dlaczego został pozostawiony sam sobie.
- Pogawędka jest jedną z rzeczy, którymi uwielbiam się zajmować po koncertach. Za jedzenie podziekuję, póki co. - Wystarczał jej alkohol, miała ściśnięty żołądek po występie i pewnie jeszcze dłuższą chwilę to potrwa. Jakoś nigdy nie chciało jej się jeść, kiedy prezentowała swoje umiejętności.
- Miło mi Pana poznać, Stella Avery, tak właściwie to nikt ważny. - Odpowiedziała, kiedy mężczyzna się jej przedstawił. Miała wrażenie, że przy tych jego informacjach brzmi to nieco goło, może powinna coś dodać? - Malarka i wiolonczelistka, ale to zdążył pan już pewnie zauważyć. - Najważniejsze, jeszcze córka, ale o tym zawodzie wolała nie mówić na głos. Avery połączyła fakty, musiał być jedną z osób, które zaprosił tutaj Mark, o którym wspominał jej ojciec, nie mogło być to przypadkowe, że pracował w Brygadzie Uderzeniowej.
Gdy pojawił się przed nią kelner poprosiła o dolewkę wina, to tego potrzebowała dzisiaj najbardziej. Podobała jej się bezpośredniość Borgina, nie chciał poruszać tematów w których mógłby za nią nie nadążyć i wolał wybrać coś innego. Spoglądała uważnie na mężczyznę, ciekawa, w którą stronę to się rozwinie. - Przyziemne tematy często też okazują się być bardzo fascynujące. - Niejako zachęcała go do tego, żeby zaczął mówić.
Polityka nie była jej ulubionym tematem, jednak posiadała jakąś tam wiedzę związaną z tą dziedziną. Obracała się w towarzystwie bogatych czarodziejów, często się przysłuchiwała im rozmowom. Wiedziała więc co nieco. Gdy dostrzegła, że nachyla się w jej kierunku zrobiła to samo, jakby nikt nie miał usłyszeć tego o kim wspomniał. - Nobby Leach- Powtórzyła. Bardzo dobrze wiedziała o kogo chodzi, był dość kontrowersyjną postacią. - Na całe szczęście mamy go za sobą. - Zapowiadało się na to, że mieli podobne zdanie na ten temat, choć miało się to dopiero okazać. Słyszała bowiem wiele nieprzyjemnych słów na temat jego rządów.
Delikatne, różane rumieńce pojawiły się na jej policzkach, gdy usłyszała, że wznosi toast, nie wypadało odmówić, uniosła więc kieliszek do góry, aby się dołączyć. Czasem zastanawiało ją, czy gdyby nie była wiłą to ludzie patrzyliby na nią w ten sam sposób, wolałaby tego nie sprawdzać, bała się, że byłoby zupełnie przeciwnie. - Wracając do tematu ministra, czy słyszał Pan o tym, że ponoć brał udział w jakichś mugolskich mistrzostwach piłki kopanej, gdzie używał magii, aby pomóc swojej ulubionej drużynie. Niewiele brakowało, żeby wszyscy się dowiedzieli, że magia istnieje, bezmyślny facet. - Zaczęła rozmowę od plotki, którą usłyszała na pewnym przyjęciu, a wiadomo, że w każdej plotce jest trochę prawdy.