Kiedy coś zostało spierdolone to wiedza o tym dlaczego tak się stało jakoś pomagała iść dalej. Zostawić pewien etap za sobą. Niektórzy mieli syndrom wyparcia i nie chcieli wyjaśnienia przyjąć - niestety. Niekiedy, z drugiej strony, o wiele łatwiej było o czymś zapomnieć, zignorować, niż objąć to ramionami i trzymać przy swojej klatce piersiowej, żeby ciężej się oddychało. Sauriel niby znał odpowiedź. Niby została mu rzucona w twarz - poniekąd. Za karę. Och, jaki to byłby wstyd, gdyby Sauriel uciekł, opuścił rodzinny dom! I nie tylko dom. Śmierciożerców również. Ale prawda była taka, że to był tylko pretekst, zapalnik. Przynajmniej tak podejrzewał czarnowłosy. To "niby" kryło nadal w sobie dużo niewiadomych. Może przez ten proces wyparcia. Może przez to, że niedostatecznie wiele razy pytał, albo zadawał złe pytania. Teraz to już naprawdę było wszystko jedno.
Sauriel nie miał tylko zarzutów i wyrzutów wobec matki. Patrząc wstecz doceniał to, że była i że starała się zrobić cokolwiek. Że miał jej ramiona, do których można się było przytulić i pocałunek w czoło przez noc. Bez tego to życie byłoby jeszcze bardziej smutne i spierdolone. Jednak tak - powinna czuć się winna. Miała za co. I nie chciał jej zadręczać, ale jednocześnie kiedy miało dojść między nimi do interakcji, która na współczucie czy winę naciskała, ooo... że tak zażartuję: krew strzelała Saurielowi do głowy. I szlag jasny go trafiał.
- Daj spokój. Żarty w tej szkole to była jedna z niewielu przyjemności. No, chyba że cię woźny złapał. - Mężczyzna był absolutnie popierdolony i paradoksalnie zamiast tłumić to złośliwość Czarnego Kota to tylko ją napędzał. DOlewał oliwy do ognia. Wtedy jakoś ta niemądra głowa nie brała pod uwagę, że taka walka to tylko stracone siły i karanie samego siebie. Że nic się nią nie da wywalczyć. Choć nawet teraz uważał, że dało. Była to walka o samego siebie. O to, żeby się jeszcze nie poddać, zachować charakter i ogień w środku. Czy było warto? Nie powiedziałby, że nie. Ale z pełnym przekonaniem nie powiedziałby, że tak. - Gość był popierdolony. - Do dzisiaj miał po nim blizny. I nie tylko po nim, ale że ktoś taki siedział w Hogwarcie, szkole dla DZIECI... no to było całkowicie interesujące. I zdaniem Sauriela nie powinno mieć to miejsca. Ale jego zdaniem wiele rzeczy nie powinny mieć miejsca, a jak to już omówili z Victorią - ludzie byli zjebani. Koniec i kropka.
Spojrzał na kobietę z miną "whaaat" i niedowierzaniem, kiedy wspomniała o tym skundleniu. Aż go zimny dreszcz przeszedł (bo ciepły nie mógł). To był ten głupi moment kiedy zastanawiasz się, czy ktoś coś podejrzewa, czy coś zrobiłeś nie tak, czy może to tylko niefortunny dobór słów. Przynajmniej apropo tego skundlenia. Ale kiedy spojrzał na Victorię to zobaczył - to RACZEJ dobór słów. Bo skundlony już był. W końcu miał bardzo krótką smycz.
- Jakbym był owłosiony to bym miział samego siebie. - Wink winknął w jej stronę i chciał zrobić coś trochę wulgarnego... ale się powstrzymał. - Zadziwiająco często się przy tobie powstrzymuję i gryzę w język. - Okej, na początku mu to przeszkadzało.- Spodziewałem się, że powiesz: mogę ci dać eliksir na porost włosów. - Prychnął śmiechem. - Dobrze wiedzieć, że moja przyszła żona dba, żeby nie zostać wdową. - Zażartował z tego, bo teraz czuł, że już mógł sobie na to pozwolić. Chyba oboje się nie spodziewali, że dotrą do punktu, w którym będzie im się tak dobrze ze sobą spędzało czas. Tak... normalnie. Że aż nawet sami będą szukać swojego towarzystwa. No bo w końcu Sauriel mógł przeprosić i iść. Victoria mogła przyjąć przeprosiny i sama przeprosić, ale jest zajęta i nie czasu na gości. Wymówek zawsze było dużo.
- Dementora nie zaliczyłbym do rodzaju "człowiek". - Więc i skala pomiaru była inna. Wśród czarnomagicznych stworzeń było mnóstwo potworów. Imperiusy. Na ten przykład. - Łoh. Zabrzmiało poetycznie.
Jaki czar sprawił, że w cudzej boleści
Dusza jak w lochu z bólem swym się mieści?
Gdy na cokolwiek Ciało się użala,
Choć czuć nie mogę, czuję, jak mnie spala - Zaintonował właściwie trochę prześmiewczo, przybierając iście dramatyczną pozę rodem z teatru. A zaraz spojrzał podejrzliwie na Victorię, kiedy wyleciała z tym napiciem się.
- Ay. Wyjątkowo powiem, że herbaty. - Zamiast jakichkolwiek procentów.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.