07.12.2025, 23:24 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.12.2025, 23:25 przez Aaron Andrew Moody.)
Najlepsze Yule, najgorsze Yule... Wiecie, stare capy takie jak Moody to myślą w takich chwilach głównie o latach swojej młodości, bo potem wszystko zlewa się ze sobą w powtarzalności rutyny, a jedynie wspomnienia dzieciństwa zachowują wokół siebie tę wyjątkową otoczkę magii. Jako najlepsze Yule wskazałby pewnie któreś z tych spędzonych w Warowni. Chociaż nie. Najlepsze było to pierwsze Yule tuż po skończeniu szkoły. Świeżo upieczony brygadzista Moody wyprowadził się już wtedy ze swoją żoną, Madeleine, z domu rodziców, niezbyt przychylnych wyborom syna, "na swoje". Młodzi zdążyli już trochę pomieszkać sami, uniezależnić się, i zżyć ze sobą. Chociaż wciąż w salonie straszył goły beton, dziecięcy pokój był w rozsypce, a oprócz choinki, obwiesili bombkami także drabinę, która była stałym elementem wystroju ich sypialni... Cóż, życie było wtedy prostsze, a świat wydawał się stać przed nimi otworem. Może i były to nieco prowizoryczne święta, ale bardzo, bardzo szczęśliwe.
– You're too difficult.
– The situation is difficult, not me.
– The situation is difficult, not me.