01.03.2023, 02:00 ✶
Nie samą pracą człowiek żyje - tą myślą kierowała się Dani, kiedy planowała to, w jaki spędzi dzisiejszy wieczór. Miała niepochamowaną potrzebę odreagowania stresu i przepracowania, jakie ostatnimi czasy spadły na jej barki, dlatego rozrywka jaką zamierzała sobie dostarczyć nie mogła być dystyngowana czy wymagająca skupienia. Wybór padł na Trzy Miotły w Hogsmeade i karaoke, jakie tego wieczoru było zaplanowane. Nie to, żeby potrafiła śpiewać czy zamierzała brać w nim udział - już samo oglądanie śpiewających ludzi przy kuflu dobrego trunku było dla niej wystarczającym odprężeniem. Mało ambitne? Pewnie tak. Ale jak potrzebne! Próbowała wyciągnąć ze sobą kuzynostwo, niestety zasłonili się obowiązkami i pracą, a nawet obietnica wyjścia na scenę i zafałszowanie czegoś nie dała rady ich skusić. Ich strata. Danielle nie zrażała się takimi rzeczami, wychodząc z założenia, że w lokalu na pewno znajdzie się jakaś znajoma osoba, w której towarzystwie będzie mogła spędzić wieczór. A jeżeli nie, to pozna kogoś nowego, nie szukajmy problemu tam, gdzie go nie ma. Najmłodsza Longbottom generalnie była dosyć bezproblemowym człowiekiem, który z łatwością adaptował się do sytuacji, w jakiej się znalazł. Cecha ta pozwalała jej przetrwać wszystkie pechowe sytuacje, w jakie miała okazję się wplątać. A niestety, do pakowania się w kłopoty i dziwne zdarzenia miała wyjątkowy talent.
W pierwszej chwili nie dostrzegła bladego rudowłosego jegomościa, który przesiadywał niczym bohater powieści fantasy w kącie pubu i przyglądał się otoczeniu. Nie miała w planach do niego dołączać, ot, zamierzała zamówić trunek przy ladzie i zająć jeden z wolnych stolików w oczekiwaniu na to, co się wydarzy. Oczywiście, jak to w życiu Danielle bywało, plany to jedno, a to, co się wydarzy to drugie. Kiedy przechodziła obok stolika przy którym siedział Cody, z naprzeciwka szedł gość, którego rzecz jasna dostrzegła zbyt późno, by z powodzeniem go ominąć. Szturchnęli się całkiem przypadkowo i pewnie Dani nic by sobie z tego nie zrobiła, gdyby nie to, że ręka w której trzymała kufel zadrżała niebezpiecznie, a niewielka ilość poleciała w stronę nieświadomego zagrożenia Cody'ego. I jego książki. I ramienia. Chyba...
Kiedy w dosyć zamaszysty sposób odwróciła się w jego stronę, szybko zdała sobie sprawę z tego, co się wydarzyło. Szkody nie były duże, ale wciąż, BYŁY. Spojrzała w stronę rozlanego napoju, a potem na rudowłosego. A potem znów na rozlane plamy. I na mężczyznę.
- O matko, strasznie Pana przepraszam! Nie taki był plan, po prostu ten gość, którzy szedł z naprzeciwka... wyminęliśmy się kompletnie bez koordynacji i szturchnął mnie w ramię, nie chciałam Pana zaatakować w żaden sposób, tym bardziej rozlewając alkohol na Pana rzeczy... wszystko w porządku?- wyrzuciła z siebie na jednym wydechu, absolutnie zażenowana tym, co się właśnie wydarzyło.
W pierwszej chwili nie dostrzegła bladego rudowłosego jegomościa, który przesiadywał niczym bohater powieści fantasy w kącie pubu i przyglądał się otoczeniu. Nie miała w planach do niego dołączać, ot, zamierzała zamówić trunek przy ladzie i zająć jeden z wolnych stolików w oczekiwaniu na to, co się wydarzy. Oczywiście, jak to w życiu Danielle bywało, plany to jedno, a to, co się wydarzy to drugie. Kiedy przechodziła obok stolika przy którym siedział Cody, z naprzeciwka szedł gość, którego rzecz jasna dostrzegła zbyt późno, by z powodzeniem go ominąć. Szturchnęli się całkiem przypadkowo i pewnie Dani nic by sobie z tego nie zrobiła, gdyby nie to, że ręka w której trzymała kufel zadrżała niebezpiecznie, a niewielka ilość poleciała w stronę nieświadomego zagrożenia Cody'ego. I jego książki. I ramienia. Chyba...
Kiedy w dosyć zamaszysty sposób odwróciła się w jego stronę, szybko zdała sobie sprawę z tego, co się wydarzyło. Szkody nie były duże, ale wciąż, BYŁY. Spojrzała w stronę rozlanego napoju, a potem na rudowłosego. A potem znów na rozlane plamy. I na mężczyznę.
- O matko, strasznie Pana przepraszam! Nie taki był plan, po prostu ten gość, którzy szedł z naprzeciwka... wyminęliśmy się kompletnie bez koordynacji i szturchnął mnie w ramię, nie chciałam Pana zaatakować w żaden sposób, tym bardziej rozlewając alkohol na Pana rzeczy... wszystko w porządku?- wyrzuciła z siebie na jednym wydechu, absolutnie zażenowana tym, co się właśnie wydarzyło.