08.12.2025, 23:03 ✶
Najlepsze Yule? Były to święta spędzane u dziadka Burke, na jego zasłużonej emeryturze. Nie pamięta, by kiedykolwiek widziała tam jakąkolwiek potrawę, która nie byłaby mięsem. Na środku stołu, obok pieczeni z upolowanego jelenia, lśniły srebra i błyszczały kryształy. A przynajmniej taki obraz przetrwał z doświadczeń małej Ceolsige.
Prawdziwą atrakcją nie były jednak suty zastawiony stół ani opakowane przedmioty, ale to, co Dziadek wyciągał z kufra: goblinowe kordy. Nie był to żaden szmelc; klingi, wykute mistrzowskim rzemiosłem, wydawały cichy, metaliczny dźwięk, kiedy Dziadek z szacunkiem układał je na stole, w bezpiecznej odległości od tłustych plam. Szanowane trofea dawnych czynów.
„To były czasy, kiedy honor ceniło się wyżej niż życie. Byliśmy czystej krwi , ale nasi przodkowie... ci potrafili się ubrudzić, by utrzymać to, co mieli” – szeptał, a w jego słowach nie było strachu, była duma.
Opowiadał o tłumionych rebeliach goblinów, o tym, jak Burke potrafili wygrywać – nie tylko magią, ale sprytem i brutalną, konieczną bezczelnością i bezwzględnością. Było w tych opowieściach wiele awanturniczego uroku, który z łatwością przenikała do dziecinnej świadomości.
Najlepsze momenty zawsze jednak wiązały się z dreszczykiem. Po świątecznej uczcie Dziadek, z rękoma podtrzymującymi ją, pozwolił jej na pierwszą w życiu przejażdżkę na miotle.
Może nie były to jedne Yule, a wspomnienia z kilku najwcześniejszych? Nie miało to teraz większego znaczenia.
Prawdziwą atrakcją nie były jednak suty zastawiony stół ani opakowane przedmioty, ale to, co Dziadek wyciągał z kufra: goblinowe kordy. Nie był to żaden szmelc; klingi, wykute mistrzowskim rzemiosłem, wydawały cichy, metaliczny dźwięk, kiedy Dziadek z szacunkiem układał je na stole, w bezpiecznej odległości od tłustych plam. Szanowane trofea dawnych czynów.
„To były czasy, kiedy honor ceniło się wyżej niż życie. Byliśmy czystej krwi , ale nasi przodkowie... ci potrafili się ubrudzić, by utrzymać to, co mieli” – szeptał, a w jego słowach nie było strachu, była duma.
Opowiadał o tłumionych rebeliach goblinów, o tym, jak Burke potrafili wygrywać – nie tylko magią, ale sprytem i brutalną, konieczną bezczelnością i bezwzględnością. Było w tych opowieściach wiele awanturniczego uroku, który z łatwością przenikała do dziecinnej świadomości.
Najlepsze momenty zawsze jednak wiązały się z dreszczykiem. Po świątecznej uczcie Dziadek, z rękoma podtrzymującymi ją, pozwolił jej na pierwszą w życiu przejażdżkę na miotle.
Może nie były to jedne Yule, a wspomnienia z kilku najwcześniejszych? Nie miało to teraz większego znaczenia.