08.12.2025, 23:10 ✶
A więc niestety nie byli jedyni i przykre efekty pożarów zalęgły się w domach również czarodziejów.
– U mnie niestety jest podobnie, tylko że to nie dym, a dziwna sadza. Ale jestem pewny, że za jakiś czas da się to naprawić – powiedział, chociaż nie był do końca pewny, czy właśnie nie skłamał. Logika podpowiadała mu, że większość klątw i uroków, a także pozostałości po nich, dałp się w końcu złamać, zwłaszcza gdy problem najwyraźniej był dość powszechny. Natomiast ta bardziej negatywna strona Prewetta, podpowiadała mu, że może warto było zacząć się już rozglądać za nowym mieszkaniem.
– Mam się dobrze. Dziękuję, że pytasz – odpowiedział krótko, nie chcąc wdawać się w szczegóły, ani chwalić się tym, że kaszel, jak na razie, go nie męczył. Jedyne co mu dolegało to zmęczenie, ale zakładał, że nie musiał mówić o tym osobie, która doskonale to zmęczenie znała.
Wysłuchał uważnie tego co miała do powiedzenia, widząc że wspomnienie o wydzielonie wywołuje w niej dyskomfort. Uśmiechnął się pocieszająco i już miał coś powiedzieć, kiedy czarownica pokazała mu ten przeklęty wisiorek z bursztynem. Basilius musiał z całej siły powstrzymać się, aby wszystkie sugestie odnośnie stanu poczytalności matki Astorii, redakcji Czarownicy, jak i całego magicznego społeczeństwa nie wydostały się z jego ust na wolność. Widząc jednak, że i sama kobieta widzi jak głupie to było, pozwolił sobie na krótkie parsknięcie śmiechem.
– Przynajmniej i tak wysłała cię do uzdrowiciela – powiedział w końcu, gdy wreszcie udało mu się opanować frustrację. – No dobrze. Skupmy się na badaniach i potem porozmawiamy, ale jeśli cię to pocieszy, to niektórzy pacjenci, którym wczoraj przepisano inhalacje, dzisiaj mają się już lepiej, więc i u ciebie wszystko powinno być w porządku.
Z tymi słowami wreszcie przystąpił do badania, rzucając odpowiednie zaklęcia diagnostyczne, zadając pytania, czy też prosząc kobietę o odkaszlnięcie. Nie trwało to bardzo długo, ale dłużej niż zazwyczaj i Astoria mogła zauważyć, że Basilius był skupiony jeszcze bardziej, niż podczas standardowych wizyt. Wreszcie uzdrowiciel odsunął się od pacjentki, skinął głową, że już skończył i ponownie zapisał coś w swoim notesie.
– U mnie niestety jest podobnie, tylko że to nie dym, a dziwna sadza. Ale jestem pewny, że za jakiś czas da się to naprawić – powiedział, chociaż nie był do końca pewny, czy właśnie nie skłamał. Logika podpowiadała mu, że większość klątw i uroków, a także pozostałości po nich, dałp się w końcu złamać, zwłaszcza gdy problem najwyraźniej był dość powszechny. Natomiast ta bardziej negatywna strona Prewetta, podpowiadała mu, że może warto było zacząć się już rozglądać za nowym mieszkaniem.
– Mam się dobrze. Dziękuję, że pytasz – odpowiedział krótko, nie chcąc wdawać się w szczegóły, ani chwalić się tym, że kaszel, jak na razie, go nie męczył. Jedyne co mu dolegało to zmęczenie, ale zakładał, że nie musiał mówić o tym osobie, która doskonale to zmęczenie znała.
Wysłuchał uważnie tego co miała do powiedzenia, widząc że wspomnienie o wydzielonie wywołuje w niej dyskomfort. Uśmiechnął się pocieszająco i już miał coś powiedzieć, kiedy czarownica pokazała mu ten przeklęty wisiorek z bursztynem. Basilius musiał z całej siły powstrzymać się, aby wszystkie sugestie odnośnie stanu poczytalności matki Astorii, redakcji Czarownicy, jak i całego magicznego społeczeństwa nie wydostały się z jego ust na wolność. Widząc jednak, że i sama kobieta widzi jak głupie to było, pozwolił sobie na krótkie parsknięcie śmiechem.
– Przynajmniej i tak wysłała cię do uzdrowiciela – powiedział w końcu, gdy wreszcie udało mu się opanować frustrację. – No dobrze. Skupmy się na badaniach i potem porozmawiamy, ale jeśli cię to pocieszy, to niektórzy pacjenci, którym wczoraj przepisano inhalacje, dzisiaj mają się już lepiej, więc i u ciebie wszystko powinno być w porządku.
Z tymi słowami wreszcie przystąpił do badania, rzucając odpowiednie zaklęcia diagnostyczne, zadając pytania, czy też prosząc kobietę o odkaszlnięcie. Nie trwało to bardzo długo, ale dłużej niż zazwyczaj i Astoria mogła zauważyć, że Basilius był skupiony jeszcze bardziej, niż podczas standardowych wizyt. Wreszcie uzdrowiciel odsunął się od pacjentki, skinął głową, że już skończył i ponownie zapisał coś w swoim notesie.