08.12.2025, 23:29 ✶
Dægberht zostawił część duszy za morzem, Helloise w Kniei. I pod tym względem się dobrali, że każdemu z nich brakowało kawałka siebie.
— Niech nam pobłogosławi — odpowiedziała na pozdrowienie czarownica. Szczere przywołanie Jej imienia w progach chaty przez kogoś innego niż sama gospodyni przyniosło jej niespodziewane poczucie komfortu. Modlitwy wołane więcej niż jednym głosem nabierały zawsze w jej odczuciu nowej mocy, innej niż te ciche modły szeptane w zakamarkach własnej duszy. — Czy kiedykolwiek była zła pora?
Choć była zmęczona, na jej twarz przebił się uśmiech. Na odwiedziny u Helloise zawsze była dobra pora. Szczyciła się tym, że przyjmuje każdą istotę, która zagląda w jej progi, a jej dom nie zamyka się przed nikim, kto nie jest jej wrogo nastawiony — czy to człowiek, czy zwierzę.
— Dziękuję. Co to takiego? — Odebrała od Flinta flakon i odkorkowała go, aby sprawdzić, czy może będzie w stanie rozpoznać zawartość po zapachu. — Masz więc za co dziękować najbliższego sabatu — zauważyła, gdy pochwalił się przed nią swoimi zapasami. — U mnie również większość przetrwała, choć część ziół, których nie zdążyłam ususzyć i przesypać do szczelnych opakowań, zgniła. Poszły okna, a zanim wstawiłam nowe, weszła wilgoć. — Machnęła ręką. Dalsze tłumaczenie było zbędne. — Lecz pozostaję wdzięczna. — Wyjrzała przez okno na podwórze. — Zmiotło wszystkie szyby w domu. Ale szklarnia… Nic. Boska interwencja? Czym innym jest tak wyjątkowy łut szczęścia?
Czarownica wykruszyła z materiału spódnicy resztki zastygłego wosku pozostałego po tworzonych niedawno świecach. W całej chacie już na pierwszy rzut oka trwały przygotowania do Mabon. W każdym wolnym kącie rozłożony był jakiś napoczęty projekt rzemieślniczy.
— Zrobić ci herbaty czy spieszysz się?
— Niech nam pobłogosławi — odpowiedziała na pozdrowienie czarownica. Szczere przywołanie Jej imienia w progach chaty przez kogoś innego niż sama gospodyni przyniosło jej niespodziewane poczucie komfortu. Modlitwy wołane więcej niż jednym głosem nabierały zawsze w jej odczuciu nowej mocy, innej niż te ciche modły szeptane w zakamarkach własnej duszy. — Czy kiedykolwiek była zła pora?
Choć była zmęczona, na jej twarz przebił się uśmiech. Na odwiedziny u Helloise zawsze była dobra pora. Szczyciła się tym, że przyjmuje każdą istotę, która zagląda w jej progi, a jej dom nie zamyka się przed nikim, kto nie jest jej wrogo nastawiony — czy to człowiek, czy zwierzę.
— Dziękuję. Co to takiego? — Odebrała od Flinta flakon i odkorkowała go, aby sprawdzić, czy może będzie w stanie rozpoznać zawartość po zapachu. — Masz więc za co dziękować najbliższego sabatu — zauważyła, gdy pochwalił się przed nią swoimi zapasami. — U mnie również większość przetrwała, choć część ziół, których nie zdążyłam ususzyć i przesypać do szczelnych opakowań, zgniła. Poszły okna, a zanim wstawiłam nowe, weszła wilgoć. — Machnęła ręką. Dalsze tłumaczenie było zbędne. — Lecz pozostaję wdzięczna. — Wyjrzała przez okno na podwórze. — Zmiotło wszystkie szyby w domu. Ale szklarnia… Nic. Boska interwencja? Czym innym jest tak wyjątkowy łut szczęścia?
Czarownica wykruszyła z materiału spódnicy resztki zastygłego wosku pozostałego po tworzonych niedawno świecach. W całej chacie już na pierwszy rzut oka trwały przygotowania do Mabon. W każdym wolnym kącie rozłożony był jakiś napoczęty projekt rzemieślniczy.
— Zrobić ci herbaty czy spieszysz się?
dotknij trawy