09.12.2025, 07:34 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.12.2025, 10:45 przez Anthony Shafiq.)
– Oj? – próbował na moment odgiąć się, by móc zobaczyć twarz Jonathana, ale w sumie niewygodna to była pozycja do przypatrywania się mężczyźnie, a jednocześnie ten bardzo ostentacyjnie wyraził swoją chęć i potrzebę. Chciał dalej tak leżeć i być kochanym. Paradoksalnie o wiele prościej było zrealizować drugi człon tej prośby. Jonathan był bowiem wedle wiedzy Anthony’ego niebywale łatwy do kochania…
Tymczasem dyskomfort ukochanego otrzeźwił go, a niewielkie srebrzyste trybiki ukryte pod zmierzwionymi włosami zaczęły pracować na pełnych obrotach. Jego ciało, jego potrzeby nagle nie miały takiego znaczenia, jak to, żeby Selwynowi było jakakolwiek lepiej, jakkolwiek milej. Jedną ręką spróbował skupić się na skalpie cierpiącego, łagodnym masażem próbując przynieść mu odrobinę ukojenia, tak jak i jemu pomagało na migrenowe bóle. Drugą zaś złapał za niewielki jasiek i sapnął próbując się skupić. Nie chciał zamrozić tej poduszki, ale ozimnić ją wystarczająco by była przyjemnym kompresem. Różdżka leżała gdzieś daleko, na taboretach ubrania leżały złożone bardzo równo. Wczorajszego wieczoru byli w końcu dla odmiany bardzo kulturalni szykując się do snu. Ale przecież… nie potrzebował jej.
W końcu poduszka była zimna i powędrowała na nasadę szyi.
– Wolisz tutaj, czy na czole? Mi zazwyczaj pomaga mimo wszystko ochłodzenie karku i och… eliksir… – podniósł główę, ale nie dostrzegł nigdzie lśniących szklanych fiolek. Choć w ostatnim czasie był tu gościem zagrzewającym (dosłownie) miejsca na nieco dłużej, to jednak nie orientował się do końca, gdzie gospodarz składuje medykamenty. Jeszcze nie. W końcu opadł na poduszkę zrezygnowany, odgarniając z czoła Jonathana przylepione kosmyki. Zdawał się być mocno poruszony tą swoją niemocą i brakiem oczywistej natychmiastowej poprawy. Jeszcze chwila i gotów wzywać do Selwyna lekarza!
– O czekaj…. – niedbałe machnięcie ręką zasunęło kompletnie ciężkie story. W pokoju zrobiło się przyjemnie ciemno, kompres chłodził a ozimnione palce Anthony’ego gładziły skórę Jonathana. – Mój kochany, mój słodki, mój rozkoszny… Przecież nie piliśmy wczoraj tak dużo, co się dzieje? Często tak masz? – dopytywał troskliwie.
Tymczasem dyskomfort ukochanego otrzeźwił go, a niewielkie srebrzyste trybiki ukryte pod zmierzwionymi włosami zaczęły pracować na pełnych obrotach. Jego ciało, jego potrzeby nagle nie miały takiego znaczenia, jak to, żeby Selwynowi było jakakolwiek lepiej, jakkolwiek milej. Jedną ręką spróbował skupić się na skalpie cierpiącego, łagodnym masażem próbując przynieść mu odrobinę ukojenia, tak jak i jemu pomagało na migrenowe bóle. Drugą zaś złapał za niewielki jasiek i sapnął próbując się skupić. Nie chciał zamrozić tej poduszki, ale ozimnić ją wystarczająco by była przyjemnym kompresem. Różdżka leżała gdzieś daleko, na taboretach ubrania leżały złożone bardzo równo. Wczorajszego wieczoru byli w końcu dla odmiany bardzo kulturalni szykując się do snu. Ale przecież… nie potrzebował jej.
W końcu poduszka była zimna i powędrowała na nasadę szyi.
– Wolisz tutaj, czy na czole? Mi zazwyczaj pomaga mimo wszystko ochłodzenie karku i och… eliksir… – podniósł główę, ale nie dostrzegł nigdzie lśniących szklanych fiolek. Choć w ostatnim czasie był tu gościem zagrzewającym (dosłownie) miejsca na nieco dłużej, to jednak nie orientował się do końca, gdzie gospodarz składuje medykamenty. Jeszcze nie. W końcu opadł na poduszkę zrezygnowany, odgarniając z czoła Jonathana przylepione kosmyki. Zdawał się być mocno poruszony tą swoją niemocą i brakiem oczywistej natychmiastowej poprawy. Jeszcze chwila i gotów wzywać do Selwyna lekarza!
– O czekaj…. – niedbałe machnięcie ręką zasunęło kompletnie ciężkie story. W pokoju zrobiło się przyjemnie ciemno, kompres chłodził a ozimnione palce Anthony’ego gładziły skórę Jonathana. – Mój kochany, mój słodki, mój rozkoszny… Przecież nie piliśmy wczoraj tak dużo, co się dzieje? Często tak masz? – dopytywał troskliwie.