09.12.2025, 16:48 ✶
Święta to szczególny czas, kiedy obecność służb porządkowych w przestrzeni publicznej jest nad wyraz pożądana. Wzrasta ilość wypadków w powietrzu — wszyscy spieszą się gdzieś, załatwiają sprawy na ostatnią chwilę. Niektórzy czują już ducha świętowania: za wiele zła odpowiedzialni są pijani miotlarze. Na szczęście nad bezpieczeństwem Brytyjczyków czuwają dzielni Brygadziści i wychwytują pijaków na miotłach.
— Panie władzo — Woody zakrztusił się śmiechem, szarpiąc Aarona, który konfiskował właśnie jego miotłę. — Panie władzo, to się nie powtórzy.
Po służbie, a przed kolacją skitrali się w jakimś dalekim zakątku Doliny. Mała kolejeczka, żeby się rozgrzać przed świętem, i pokazywali sobie na skrytej między drzewami polance triki na miotle. Dopóki Aaron zdradliwie nie wyciągnął służbowego blankietu. Tak oto Celemens Longbottom otrzymał mandat za prowadzenie miotły w stanie nietrzeźwości sygnowany nazwiskiem funkcjonariusza Moody'ego, co wybitnie ich obu ubawiło.
— Panie władzo, bo się spóźnimy i żona cię wytarga za uszy. — Woody użył ostatecznego argumentu. Wolał nie wyobrażać sobie, co dla niego ma przygotowane na tę okoliczność Tessa. — Osusz mi dupę i idziemy — zakomenderował, wystawiając się do kumpla odpowiednio. Bo elegancki płaszczyk miał na tyłku mokrą plamę, która mogła zdradzić, że to nie warta im się przedłużyła.
Przyszli spóźnieni ledwie troszeczkę. Tak że rodzinny pochód złapali na samym początku, a Godryk — choć spojrzał na nich osądzająco — nie skomentował sprawy, puszczając im płazem. Wyglądali przecież absolutnie niewinnie. Poważne miny, nie ma to-tamto. Godność, piękno i młodość uosobione w dwójce kretynów, którzy oczywiście byli na służbie i stąd opóźnienie.
Przechodząc na swoje miejsce w szeregu, Woody pomachał dyskretnie Tessie, pstryknął Morpheusa w ramię, wyczochrał Anthony’emu włosy i taktycznie przypadkowym kopnięciem sypnął Jonathanowi śniegu na lakierki (czy cokolwiek za absurdalnie eleganckie buty wybrało to dziecię).
I oto Longbottom był gotowy na pozycji.
— Panie władzo — Woody zakrztusił się śmiechem, szarpiąc Aarona, który konfiskował właśnie jego miotłę. — Panie władzo, to się nie powtórzy.
Po służbie, a przed kolacją skitrali się w jakimś dalekim zakątku Doliny. Mała kolejeczka, żeby się rozgrzać przed świętem, i pokazywali sobie na skrytej między drzewami polance triki na miotle. Dopóki Aaron zdradliwie nie wyciągnął służbowego blankietu. Tak oto Celemens Longbottom otrzymał mandat za prowadzenie miotły w stanie nietrzeźwości sygnowany nazwiskiem funkcjonariusza Moody'ego, co wybitnie ich obu ubawiło.
— Panie władzo, bo się spóźnimy i żona cię wytarga za uszy. — Woody użył ostatecznego argumentu. Wolał nie wyobrażać sobie, co dla niego ma przygotowane na tę okoliczność Tessa. — Osusz mi dupę i idziemy — zakomenderował, wystawiając się do kumpla odpowiednio. Bo elegancki płaszczyk miał na tyłku mokrą plamę, która mogła zdradzić, że to nie warta im się przedłużyła.
Przyszli spóźnieni ledwie troszeczkę. Tak że rodzinny pochód złapali na samym początku, a Godryk — choć spojrzał na nich osądzająco — nie skomentował sprawy, puszczając im płazem. Wyglądali przecież absolutnie niewinnie. Poważne miny, nie ma to-tamto. Godność, piękno i młodość uosobione w dwójce kretynów, którzy oczywiście byli na służbie i stąd opóźnienie.
Przechodząc na swoje miejsce w szeregu, Woody pomachał dyskretnie Tessie, pstryknął Morpheusa w ramię, wyczochrał Anthony’emu włosy i taktycznie przypadkowym kopnięciem sypnął Jonathanowi śniegu na lakierki (czy cokolwiek za absurdalnie eleganckie buty wybrało to dziecię).
I oto Longbottom był gotowy na pozycji.
piw0 to moje paliwo