• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
1 2 3 4 5 … 16 Dalej »
[Yule 1951] last christmas | Geraldine, Benjy

[Yule 1951] last christmas | Geraldine, Benjy
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#4
10.12.2025, 20:26  ✶  
Kiedy przepychała się do ostatnich sanek, szła jak taran. Ktoś próbował ją odsunąć, jakiś większy kuzyn, ale jej spojrzenie mogłoby zatrzymać galopującego hipogryfa. Cofnął się, ja parsknąłem śmiechem pod nosem, w Hogwarcie nauczyłem się, że takie dzieciaki są najgroźniejsze, bo nie mają jeszcze hamulców, ani strachu, czyli najzabawniej spędza się z nimi czas. Widziałem, jak jej oczy błysnęły tym szczególnym światłem, które dobrze znałem z własnego odbicia w lustrze, to był błysk planu, zemsty i świętej wojny w jednym. Widać było, że ktoś - najpewniej brat, bo kto inny, ugh, ciężko było nie być jedynakiem - ją wkurzył, bo oczy miała ostre i jasne, jak odłamki lodu. Coś knuła, nie znałem jej dobrze, ale to było to spojrzenie ludzi, którzy już układają komuś przyszłe nieszczęście, sortując je w małych w szufladkach. Pomyślałem, że ten jej brat powinien się bać poranków, sam w głębi ducha kibicowałem tej niewinnej zbrodni, rodzeństwo zasługiwało na wszystko.
Oparłem but o płozę i przyjrzałem się sankom - były naprawdę ostatnie, pod wszystkimi względami - najbardziej chybotliwe, zabujały się nawet pod naciskiem nogi, reagując lekkim skrzypnięciem w konstrukcji, które brzmiało jak zapowiedź katastrofy, czyli idealnie.
Blond istota nachyliła się ku mnie konspiracyjnie, tłumacząc z całkowitą powagą mechanikę bujania, przechylania i maksymalnego ryzyka, a ja słuchałem jej, jak ekspert eksperta, kiwając głową. Brzmiała śmiertelnie serio, więc uznałem to za najlepszy dowód, że mówiła prawdę, tym bardziej, iż ja sam nie do końca miałem doświadczenie z kuligami. Wstyd czy nie wstyd przyznać - u nas raczej nie chwaliło się dobrej zabawy, ani jej nie hołdowało, święta zazwyczaj były wyjątkowo sztywne i poważne, gdy spędzaliśmy je z członkami rodu od strony ojca, nie matki. Yaxleyowie byli inni, ojciec nazywał ich szurniętymi, dlatego nieczęsto pojawialiśmy się w Snowdonii, tym razem jednak to określenie brzmiało dla mnie, jak zaleta, nie wada - przynajmniej wiedziano tu, jak się bawić.
- Jasne, ktoś musi pilnować, żebyś nie odleciała w Walię właściwą. - Oczywiście, że napuszyłem się jak paw, byłem w końcu jedynym dorosłym - no, prawie - miejsce z tyłu mi się należało, jak smokowi skarb.
Poprawiła czapkę z lisa, a ja w tym samym momencie poczułem to lekkie ściskanie w żołądku, które zawsze pojawiało się tuż przed czymś nie do końca rozsądnym. Wyjaśniła mi jeszcze, że mamy się przechylać razem, bo wtedy buja bardziej, a to „razem” zabrzmiało jak pakt - jakbyśmy się umawiali na coś ważniejszego niż zwykła przejażdżka. Brzmiało to również jak trening do latania na miotle, tylko bardziej brutalny i bez nauczyciela, który udaje, że panuje nad sytuacją. Za-je-biś-cie.
- Brzmi, jakby ktoś miał zginąć. Super. - Uśmiechnąłem się szeroko, chociaż krzywo - jednym kącikiem ust wyżej, jak zawsze - to był uśmiech ludzi, którzy wiedzą, że zaraz będzie szybko, zimno i wspaniale. - Spadanie to też rodzaj latania. Tylko krótszy, a ja lubię latać. - Skinąłem głową, poważny jak kapitan statku przed sztormem, po czym usiadłem ciężej, niż trzeba, specjalnie, żeby sprawdzić, czy sanki dadzą radę - dały, chociaż zaskrzypiały, jakby ostrzegały, że będą pamiętać każde nasze głupstwo.
- Jak mnie zgubią, to wrócę. - Dodałem jeszcze, niby sucho, ale z wewnętrzną ekscytacją. - A jak nie wrócę, to też będzie epicko. Zamieszkam w lesie z wilkami. - Zapewniłem, ale złapałem się mocniej dokładnie wtedy, gdy Gerard dał znak do ruszania. Konie szarpnęły, metal zadzwonił, śnieg strzelił spod płóz jak biała fontanna. Pierwsze metry były spokojne, prawie rozczarowująco, potem droga skręciła, sanie szarpnęło w bok, dokładnie tak, jak obiecywała. Przechyliliśmy się razem, zbyt mocno, zbyt szybko. Śmiech wyrwał mi się z gardła zanim zdążyłem go powstrzymać, zimne powietrze wpadło do płuc jak fala. Trzymałem się kurczowo, czując, jak płozy pod nami drżą po nierównościach drogi. Śnieg sypał się na kolana, na rękawy, za kołnierz, gdzieś z przodu ktoś krzyknął z ekscytacji albo przerażenia, trudno było odróżnić. I wtedy po raz pierwszy od dawna poczułem coś prostego i czystego - tylko pęd, śmiech i to głupie, cudowne wrażenie, że przez chwilę naprawdę nic nie może mnie dosięgnąć - świat przed nami zamienił się w biały korytarz bez końca, już nie było ani stołu dla dzieci, ani udawanego ojca, ani tej całej oficjalnej otoczki - był tylko prędkość, śnieg w ustach i to uczucie, że przez kilka minut naprawdę wolno mi było być dokładnie taki, jaki byłem.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (4490), Geraldine Greengrass-Yaxley (4253)




Wiadomości w tym wątku
[Yule 1951] last christmas | Geraldine, Benjy - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 09.12.2025, 23:37
RE: [Yule 1951] last christmas | Geraldine, Benjy - przez Benjy Fenwick - 10.12.2025, 01:01
RE: [Yule 1951] last christmas | Geraldine, Benjy - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 10.12.2025, 12:41
RE: [Yule 1951] last christmas | Geraldine, Benjy - przez Benjy Fenwick - 10.12.2025, 20:26
RE: [Yule 1951] last christmas | Geraldine, Benjy - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 11.12.2025, 00:23
RE: [Yule 1951] last christmas | Geraldine, Benjy - przez Benjy Fenwick - 11.12.2025, 23:45
RE: [Yule 1951] last christmas | Geraldine, Benjy - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 16.12.2025, 09:50
RE: [Yule 1951] last christmas | Geraldine, Benjy - przez Benjy Fenwick - 21.12.2025, 21:01
RE: [Yule 1951] last christmas | Geraldine, Benjy - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 23.12.2025, 22:10
RE: [Yule 1951] last christmas | Geraldine, Benjy - przez Benjy Fenwick - 16.02.2026, 04:30
RE: [Yule 1951] last christmas | Geraldine, Benjy - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 19.02.2026, 12:45

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa